Prześwity skóry na środku głowy najlepiej zamaskuje fryzura „na zero”. Do całkowitego ogolenia głowy potrzeba jednak nie lada odwagi. Decydując się na taki krok, pokazujesz wszystkim, że byle łysina nie jest ci straszna i potrafisz ją bez trudu zaakceptować. Takie rozwiązanie dodaje męskości i być może zapewnia nawet sukces. Przecież nie bez powodu jest popularne wśród celebrytów.

Dla panów mniej odważnych idealne będzie krótkie i estetyczne cięcie lub nieco dłuższe, utrzymane w konwencji „artystycznego nieładu”. W taki sposób z łatwością ukryjesz przerzedzenia.

Niektórzy mężczyźni, tracąc włosy na czubku głowy, decydują się na ich obecność w innym miejscu, czyli zarost. Niebanalna bródka albo popularne niegdyś „pekaesy” skutecznie odwrócą uwagę od łysiny. Tym samym zyskasz nowy image i oryginalny styl.

Istnieją jeszcze inne alternatywy, ale należą one do grypy raczej niepolecanych. Desant, czyli fryzura na pożyczkę, to jeden z najgorszych pomysłów. Zapuszczone włosy z boku lub z tyłu głowy misternie zaczesane na łysy placek, a potem rozwiewane przez najmniejszy podmuch wiatru – tak łysiny z pewnością nie zakryjesz. Peruki i tupeciki też nie są najlepszym rozwiązaniem. Może i mają właściwości maskujące, ale męskości nie dodają, wręcz przeciwnie.