100 litrów piwa na głowę – tyle wypijamy średnio w ciągu roku. Sporo. Najczęściej są to lagery, choć rośnie też udział w rynku sezonowych specjalności i piw smakowych. Tylko w 2019 roku – jak podaje Piwna Zwrotnica – mieliśmy w Polsce aż 2457 piwnych premier, więcej niż w latach wcześniejszych.

Nowe smaki piwne, które zimą pojawiają się na sklepowych półkach, browary szykują od miesięcy. Mają na to czas, bo gdy spada temperatura, spada też spożycie. Sięgamy po piwa mocniejsze, o wyższej zawartości alkoholu. A tych wypija się mniej.

Latem produkcja odbywa się dużo szybciej, browary odpowiadają na zwiększony popyt. Zimą mogą eksperymentować, wypuszczając na rynek piwa długo leżakowane, bardziej dopieszczone. To czas piwnych specjalności – zauważa Marcin Chmielarz, miłośnik portera, organizator Baltic Porter Day.

Porter z dodatkiem chili

Zimą częściej sięgamy po piwa ciemne, bardziej treściwe, esencjonalne, o głębokim smaku i aromacie, z rozgrzewającymi przyprawami, sycące. Wybieramy takie style, jak porter bałtycki, imperial stout, barley wine czy koźlak. Popularne są także mocniejsze lagery o wyższej zawartości ekstraktów. To także sezon na eksperymenty, piwa z nietypowymi dodatkami, długo leżakowane.

Na rynku pojawił się właśnie Grand Imperial Porter Chili, połączenie porterowych nut gorzkiej czekolady i ognistej pikanterii chili. To piwo dolnej fermentacji, wymagające długiego leżakowania. Z założenia miał to być eksperyment na jeden sezon. Tymczasem piwo zostało przyjęte tak dobrze, że wracamy z nim co jesień – przyznaje Marek Skrętny z Browaru Amber, jednego z najstarszych browarów rzemieślniczych w Polsce.

Obecnie browar z Bielkówka przygotowuje się do kolejnej premiery. W styczniu, z okazji szóstej edycji Baltic Porter Day, na rynku pojawi się kolejny wyjątkowy porter.

Baltic Porter Day to święto miłośników ciemnych piw. 16 stycznia w lokalach i sklepach specjalistycznych w całym kraju, a także za granicą, pojawiają się specjalne oferty z porterami w roli głównej. Również browary na ten dzień szykują specjalne premiery. Nie wiemy jeszcze, jak to wszystko będzie wyglądało w 2021 roku, czy lokale znów będą otwarte, ale nie poddajemy się. Liczymy na zaangażowanie browarów i sklepów specjalistycznych – mówi Marcin Chmielarz.

Zima to także czas piw z dodatkiem owocowych soków. Dziś ich produkcja odbywa się w bardziej naturalny sposób. Owoce dodawane są w procesie leżakowania, co intensyfikuje smak piwa.

Bez względu na porę roku nie spada natomiast zainteresowanie piwami bezalkoholowymi, których udział w rynku, szacowany już na 4,7 proc., cały czas rośnie. Generalnie, jak podaje Nielsen, średnia zawartość alkoholu w piwie spada. W 2017 roku było to 5,37 proc., w 2018 – 5,33 proc., a w 2019 już 5,27 proc. Trend dostrzegają browary, Bezalkoholowe IPA na stałe weszło do oferty Browaru Amber.

Koźlak do bigosu, porter do piernika

Zima to dobry moment na eksperymentowanie z piwem oraz potrawami, najlepiej wspólnie z kolegami. Food pairing to nowy trend, który w Polsce raczkuje, choć zyskuje na znaczeniu.

To jedna z tych przyjemności, których nie musimy sobie odmawiać, nawet w trudnych, pandemicznych czasach. Zima sprzyja eksperymentom piwno-kulinarnym. A tradycyjna kuchnia polska doskonale współgra z różnymi stylami piwnymi, od lekkich pszenicznych przez treściwe portery po koźlaki z wyczuwalną nutą słodową – przekonuje Marek Skrętny.

Piwo pszeniczne świetnie komponuje się z rybami, a porter i koźlak z tradycyjnym bigosem. Koźlak sprawdzi się też w połączeniu z golonką, kiszonkami oraz zapiekanką serową. A porter z bardziej treściwymi mięsami, jak na np. pieczeń w sosie własnym. Do portera warto też podać sery.

Generalnie obowiązuje zasada: wyrazista potrawa, wyrazisty alkohol; delikatna – takie też piwo. Wszystko musi ze sobą współgrać, w żadnym razie nie może konkurować. Trzymanie się tej reguły, to 80 proc. sukcesu. Oczywiście, jeśli ktoś nie lubi mocnych piw, to nie widzę nic złego w tym, że cięższą potrawę skomponuje z lżejszym pilsem czy lagerem. To sprawa indywidualnych upodobań – twierdzi Artur Moroz, szef kuchni i restaurator, właściciel Bulaju, najstarszej restauracji w Sopocie, pomysłodawca akcji „Gęsina na św. Marcina”, promującej powrót gęsiny na polskie stoły.

A co możemy podać do śledzia? I to jest wyzwanie, które wymaga zastosowania innej zasady. Jeśli mamy głównego bohatera, to nie stwarzajmy mu konkurencji. W tym wypadku piwo powinno się całkowicie poddać dominacji potrawy. Potraktujmy trunek jako przygotowanie kubków smakowych do kolejnego dania, przepłukanie ust przed zmianą smaku – sugeruje Artur Moroz.