Czujesz się już "starą wygą" polskiego dziennikarstwa?

Mam chwilami taką refleksję. Myślę sobie, że zmieniają się szefowie, scenografia "Pytania na śniadanie", czy prowadzące, które pojawiają się u mego boku, a ja wciąż ten sam (śmiech). Wpasowałem się w ten format telewizji śniadaniowej, jest mi tu dobrze, ale czasem zadaję sobie pytanie, na czym polega ten mój sukces.

I jaka jest odpowiedź?

Mogę powiedzieć tylko, albo aż tyle, że trafiłem w dziesiątkę. Przyszedłem do "Pytania" z mocno znaną twarzą z "Ekspresu reporterów". Zastanawiałem się i chyba nie do końca na początku wierzyłem, że to się da pogodzić. A jednak się udało. To jak obecnie wygląda "Pytanie", jego formuła, charakter, daje nam, czyli całemu zespołowi, dużo satysfakcji. W każdym wydaniu zdarzają się ważne, istotne rozmowy, wymagające dobrego warsztatu. Współpraca z moją obecną partnerką antenową, czyli Moniką Zamachowską, pod tym kątem układa nam się znakomicie. Dajemy sobie ogromne poczucie bezpieczeństwa, a to przy takich rozmowach jest bardzo ważne.

Nie da się ukryć, że jesteście najstarszą parą tego programu. Myślisz, że w polskich mediach zacznie obowiązywać ten trend, że im prezenter starszy, tym lepszy?

Mam taką nadzieję. Zwłaszcza w programach newsowych, czy tych o charakterze talk-show lub interwencyjnych. Cieszę się, że wśród dziennikarskiej i prezenterskiej młodzieży, która rzecz jasna jest potrzebna i naturalną koleją rzeczy jest to, że pojawia się na wizji, jest też kilku dziennikarzy starej daty, którzy mają swoje lata jak Tadeusz Sznuk, Karol Strasburger, czy był Andrzej Turski, którego bardzo brakuje.

Udaje się przekonać widzów?

Czuję to w relacjach, w tym jak ludzie ze mną rozmawiają, jak ciepło i fajnie jestem odbierany. To taki rodzaj popularności, który mi nie przeszkadza. To nie jest rzucanie się małolat na szyję swojego idola, pisk i selfie, tylko na ogół fajna rozmowa, a często podziękowania za reportaże w "Ekspresie reporterów". Wielu osobom wciąż wydaje się, że jestem ich autorem, więc muszę tłumaczyć, że ja tylko prowadzę ten program, że za tymi materiałami stoją inni znakomici dziennikarze.

Nie uwiera cię fakt, że dajesz twarz telewizji publicznej, która od kilku lat nie jest postrzegana jako neutralna? Nie wstydzisz się tego, co się w niej dzieje, jak prezentuje się pewne tematy?

To rzeczywiście jest trudne, dlatego, że w szeregach moich znajomych, często padają takie pytania: "Co robisz w tej telewizji?", "Dlaczego jeszcze z niej nie odszedłeś?". Miałem taką osobistą refleksję po odejściu z Trójki Jurka Owsiaka. Bardzo mi się ta jego decyzja nie podobała, uważam, że zareagował zbyt emocjonalnie. Uważałem, że on mając swój godzinny program, w który nikt mu nie ingerował, powinien go prowadzić do momentu aż ktoś mu nie podziękuje, bo dzięki temu miał przestrzeń do kontaktu ze swoimi fanami. Ta moja osobista refleksja, o której wspomniałem, polega na tym, że ja też postawiłem sobie taką granicę, że dopóki mogę spojrzeć w lustro, nie naginać się, to mogę być zarówno w TVP, jak i w Trójce. Moja żona Magda jest moim bardzo surowym recenzentem, który potrafi powiedzieć mi wprost, że zrobiłem coś dobrego albo, że dałem d…Do tej pory udało mi się i mam nadzieję, że nadal będzie udawać, aby nie naginać się do czegoś, co nie jest moje. Jestem dumny ze swojej audycji w Trójce, czyli "Godziny prawdy", w "Pytaniu", czy "Ekspresie reporterów" nie podejmujemy tematów politycznych, nie jesteśmy propagandą czegokolwiek. O tym, że ludzie coraz częściej nas wybierają, świadczą też słupki oglądalności, które idą w górę i coraz częściej jesteśmy na równi z nasza konkurencją, czyli programem "Dzień dobry TVN".

To, co odpowiadasz znajomym, gdy pytają?

Mówię, że jestem dziennikarzem, który dba o swój wizerunek i dopóki mogę robić to, co robię a zawsze będę uważał, że robię fajne rzeczy, to robię. Wiesz, co napawa mnie dumą? Fakt, że w "Pytaniu" przez ostatnich kilka sezonów udało nam się wyadoptować kilkadziesiąt zwierzaków, czego nie dokonał żaden inny tego typu program.

Z Trójką też jest tak prosto? Słupki szybują mocno w dół, a słuchaczy oburzają kolejne zmiany, czy audycje. Ty sam rok temu zabrałeś głos, gdy zwalniano Artura Andrusa i Roberta Kentereita.

Ten proces zwolnień, który jest w Trójce kontynuowany od dwóch lat, mnie także oburza. Mamy od kilku tygodni kolejną, trudną sytuację. Chodzi o nie przedłużenie umowy naszej koleżance Annie Rokicińskiej. Zarzucono jej konfliktowość, co jest dziwne, bo Ania jest w zarządzie związku zawodowego i jej rolą było, aby pewne rzeczy ustalać, czy krytykować. Wydawało nam się, że nasze próby dogadania się z p.o. obowiązki prezesa, które odbyło się w ostatnim czasie były dobre i ustaliliśmy, że my, czyli stara ekipa i nowi ludzie, którzy przyszli do Trójki, będziemy współpracować i się wspierać, a tymczasem mija kilka tygodni i mamy kolejne bolesne uderzenie. Trudno mi powiedzieć w tym momencie, jak będzie wyglądała przyszłość Trójki. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapomina się głównie o słuchaczach. To mnie boli najbardziej. To, że mamy obecnie najniższe wyniki słuchalności od czasu, kiedy są mierzone, to wymowny znak. Według mnie to powinien być dzwonek alarmowy dla kierownictwa spółki.

A jak skomentujesz nazwanie prof. Bartoszewskiego "bydlakiem" przez gościa audycji Wojciecha Reszczyńskiego?

To zaczyna być coraz trudniejsze do zaakceptowania. Co chwila pojawia się coś, za co ja płonę ze wstydu. Była już obrzydliwa audycja Wojciecha Cejrowskiego adresowana do grubych kobiet, były nieładne teksty Marcina Wolskiego, audycja o uchodźcach prowadzona przez Macieja Pawlickiego z Jerzym Grunwaldem jako gościem, której również miałem dosyć już po kilku pierwszych minutach, czy teraz nazwanie prof. Bartoszewskiego "bydlakiem". To jest coś, co trudno zrozumieć, zaakceptować. Dziwi mnie, że kierownictwo w żaden sposób na to nie reaguje, a jeśli już reaguje, jak w tym ostatnim przypadku, to z opóźnieniem. Hulaj dusza, piekła nie ma. To oznacza, że na antenie można powiedzieć każdą głupotę i nie ponosić z tego powodu żadnych konsekwencji.

Nie boisz się o tym głośno mówić? Krytykować?

Nie boję się, bo uważam, że jestem dojrzałym mężczyzną, który od 25 lat pracuje w tej stacji. Trójka, to również moje dotychczasowe osiągnięcia, sukcesy. Byłoby dziwne gdybym nie chciał mówić o radiu, które jest dla mnie istotne i którego markę przez tyle lat budowałem i które niestety na przestrzeni kilku ostatnich lat traci słuchaczy. To jest czas według mnie na stworzenie programu naprawczego. Trzeba zbadać, kto teraz słucha Trójki, kto jeszcze niedawno jej słuchał i wyciągnąć z tego pewne wnioski, bo kiedy jak nie teraz? Zatrzymamy się, gdy słuchalność spadnie poniżej 2,5 proc. albo do zera?

Wspomniałeś o męskiej dojrzałości. Czym ona dla ciebie jest?

Męska dojrzałość oznacza według mnie wbrew pozorom więcej wątpliwości. Nie jest tak, że z wiekiem człowiek wie więcej. Owszem ma doświadczenie, ale życie uczy pokory i pokazuje, że czasem trzeba zrobić krok w tył, zastanowić się, stwierdzić, że to nie jest tak, że może mam tylko 10 proc. racji. Ja sam coraz częściej patrzę na argumenty innych i nie od razu je skreślam. Jestem w dojrzałym, długo trwającym związku. To też w tej męskiej dojrzałości jest ważne, bo wiem, że chcę z tą "babą" spędzić ostatnie, fajne lata mojego życia. Moja dojrzałość to również odpowiedzialność za ojca, który ma 89 lat i choć wciąż dobrze się trzyma, mam świadomość, że dobiega kresu swojego życia. Mam dwóch synów, dwie wnuczki i mam poczucie, że jestem stabilizującą częścią tej rodziny. Zawsze mogą się zwrócić do mnie w trudnej sytuacji a ja dam im wsparcie.

Podobno z wiekiem człowiek łagodnieje…

Ja nigdy nie byłem ostry w swoich ocenach, ale rzeczywiście postrzegam świat nieco łagodniej. Nie wpadam w ekstrema, staram się korzystać z życia. To też moim zdaniem ogromna umiejętność, aby nie przegapić fajnych szans. Interesują mnie ludzie i świat, dlatego co jakiś czas muszę wyjechać. Mam ten komfort, że nie muszę myśleć dużo o finansach. Nie jestem przesadnie bogaty, ale mam na koncie pieniądze, które pozwalają mi egzystować na takim poziomie, na którym mogę pozwolić sobie na przyjemności, takie jak podróże, narty, a nawet lekkie fanaberie, bo na 60 urodziny kupiłem sobie Mustanga Cabrio. Zaszalałem (śmiech) i teraz jak jadę w ciepły dzień przez Warszawę, to mam poczucie, że jestem szczęśliwym facetem.

Dopadł cię kryzys wieku średniego?

Właśnie wtedy, gdy kończyłem 60 lat. Jestem z tego pokolenia, które ten wiek kojarzyło głównie z emeryturą i przychodnią. Dziś to się zmieniło. Facet po 60, a nawet 70 jeszcze wiele może zrobić i wiele swoich marzeń spełnić. Był taki moment, gdy przekraczałem tę magiczną 60, że przyglądałem się sobie i temu, czy przechodzę już na tę drugą stronę lustra, czy nie. Stąd pomysł z Mustangiem Cabrio (śmiech). A tak na poważnie to myślę, że wiele mam w tym swoim życiu poukładane, cieszę się, że mogę być w miarę sprawnym. Ze strony mojej telewizyjnej partnerki Moniki Zamachowskiej mam ostry nacisk w sprawie mojej nadwagi. Jeden problem ma w swoim domu ze swoim mężem, czyli Zbyszkiem Zamachowskim, drugi w studiu, więc goni i jego, i mnie. Stara się dbać o dobry wizerunek naszej pary, sama dba o siebie, więc i mnie motywuje. Biorę sobie to głęboko do serca, ale nie jest to proste.

Kryzys wieku średniego, to często skok w bok. Miałeś taką pokusę?

Gdy popatrzyłem na kilku znanych mi z show-biznesu starszych panów, którym odbijała palma i swoje związki rozbijali, idąc w ramiona młodszych kobiet, to bardzo często w duchu myślałem sobie: "Michał, żeby ci się to nie przytrafiło". Owszem, jako facet, sam się czasem obejrzę za przechodzącą obok pięknością, reaguję na wdzięki kobiece, komplementuję kobiety i dziewczyny w naszym zespole, ale jestem świadomy tego, że mam wypracowane w sobie mechanizmy i nie stanie się tak, że skoczę w bok. Mam taki wewnętrzny kręgosłup moralny, który już dawno temu powiedział mi, ile jest wart mój związek z Magdą, moją żoną. Ile sobie wzajemnie oferujemy, że to jest coś, co jest ponadczasowe. Myślę, że fajnie jest wspólnie się zestarzeć, akceptować takimi, jakimi jesteśmy, ze swoimi wadami, zaletami, w naszym domu i ogrodzie, nad którym wspólnie pracowaliśmy, ze szwędającymi się po nim zwierzakami. Czasem też nie do końca rozumiem, co takiego dzieje się z tymi facetami, którzy spędzając sporo lat ze swoimi żonami, nagle odstawiają je na bok i wybierają "młodszy model".

Może chodzi o seks?

Seks jest ważny, ale nie najważniejszy. Ważne jest to, żeby ludzie chcieli zasypiać obok siebie, przytulać się, rozmawiać i po prostu być. Czy warto dla chwili uniesienia i zapiania koguta, zostawiać swój kurnik, w którym było ciepło, przyjemnie, gdzie czułeś się bezpiecznie? Jak facet wchodzi na taką nową drogę, w tym dojrzałym wieku, to uważam, że to poczucie bezpieczeństwa traci. To jest ciągłe skakanie nad poprzeczką, przymus udowadniania, że się nadaje, że tej młodej niewiaście podoła.

A może tajemnica twojego udanego i wieloletniego związku, to droga, jaką przeszliście?

Myślę, że jest w tym dużo prawdy. Przeszliśmy moje aresztowanie ze względu na moją działalność opozycyjną, sześć tygodni po tym, jak urodził się mój młodszy syn, ciężkie sytuacje z chorobami rodziców i brata Magdy, perturbacje związane ze starszym synem, który wpadł w złe towarzystwo. Dziś i z Janka, i z Antka jestem bardzo dumny. Dają sobie radę, są sobie bliscy, wspierają się. To mnie cieszy, bo wiem, że jest wiele dzieciaków, które się z rodzicami nie dogadują. Odjeżdżają w siną dal i nie mają ze starymi kontaktu. A moi synowie mają swoje drogi, ale też po drodze im do nas.

Twój młodszy syn jest gejem. Jak to przyjąłeś?

Nie od razu to zaakceptowałem. Od początku z kolei zaakceptowała to i wyczuwała Magda. Od małego był zabawnym, przebierającym się dzieckiem. Kiedy dotarło do mnie, że jest gejem, zacząłem się zastanawiać jak sobie z tym dać radę. Nie ukrywam, że miałem z Antkiem konflikty na tle tego, jak wygląda, jak się ubiera. Potem mi szalenie zaimponował, bo gdy odkrył przede mną tę swoją tożsamość, poczułem, że dojrzał. Antek był zawsze otyłym dzieckiem, a narzucił sobie taki reżim i tak pięknie schudł, że byłem pod ogromnym wrażeniem tej jego determinacji. Dziś ma 38 lat, jest przystojnym facetem, ogarniętym, bez maniery zachowania w znakomitym, partnerskim związku. Bardzo cenię i lubię jego partnera. Myślę, że gdy człowiek przeżyje to we własnym domu, z bliskimi, to jest cenne doświadczenie, zmierzenia się ze swoimi odwiecznym stereotypem, który masz. Nie mam teraz żadnego problemu z tym, że mój syn jest gejem, nie psuje to naszej relacji ojciec-syn.

Jak się o tym dowiedziałeś? Antek przyszedł i powiedział "Tato jestem gejem"?

Nie był to jeden dzień, jedno stwierdzenie. To był proces. Długie rozmowy z Magdą na ten temat, docieranie do tego żeby bez napinania się stwierdzić, że mój syn nie jest heteroseksualny i żeby on czuł, że wciąż ma we mnie wsparcie, żeby był szczęśliwy.

Pojawiały się jakieś komentarze?

Wiesz, że nie. Nie było dziwnych uwag w moją stronę, w stosunku do tego, że to zaakceptowałem. Antek też niczego takiego nie doświadczył.

Wspomniałeś o potrzebie podróżowania. Gdzie teraz chcesz wyruszyć?

Razem z Magdą dwa razy byliśmy na Zanzibarze. To takie miejsce, gdzie obydwoje zawsze podejmowaliśmy ważne decyzje. Być może za dwa albo trzy lata, kiedy będę musiał się zastanowić, co dalej, czy to czas przejścia na emeryturę i pożegnania się z radiem, również tam pojedziemy. Poza tym chciałbym zafundować mojej żonie podróż do Australii, gdzie sam już byłem. A najbliższą wyprawą będzie chyba Kenia. Słyszałem o tym miejscu wiele dobrego. Coraz częściej ciągnie nas do organizowania sobie takich wypraw nie do końca zorganizowanych, z wykorzystaniem biura podróży. Ostatnio tak zwiedzaliśmy Sycylię. Mieliśmy klepnięty tylko samochód i pierwszy nocleg, a potem był totalny spontan.

Czujesz, że rzeczywiście nadchodzi ten czas emerytury?

Wiem, że mam jeszcze dużo energii do różnych działań. O emeryturze myślę w kontekście tego, że są pewne granice funkcjonowania w mediach publicznych. Daję z siebie to, co potrafię zarówno w Trójce, jak i TVP2, ale wiem, że jestem wartościowy, dopóki kierownictwo będzie miało takie wrażenie. Dopóki to, co robię będzie doceniane, to będę to robił. Muszę mieć w sobie margines i świadomość, że może ktoś w pewnym momencie poczuje, że nie jestem już wartością i wtedy powiem "dziękuję". Nie będę walczył do upadłego. Wtedy zajmę się realizacją innych zawodowych i prywatnych wyzwań. Skoro oddałem kawał życia radiu i telewizji, robiłem to z uczuciem, to mam poczucie, że zasługuję na dobre traktowanie. I mam nadzieję, że na dobre rozstanie i pożegnanie również.