Nim został aktorem, oddawał się innym formom sztuki. W ten sposób uciekał przed samotnością, która doskwierała mu w dzieciństwie. Byłem kompletnym matołem i może dlatego nie miałem kolegów. Naprawdę. Byłem totalnie głupi, nigdy nie wiedziałem, o co chodzi. Nie bawiłem się z innymi dziećmi, bo nikt mnie nie lubił. Stworzyłem więc sobie w wyobraźni własny świat. Wiem, że to brzmi jak bajka, ale nie miałem innego wyjścia. Mogłem malować i grać na fortepianie. I tak zostało mi do dziś - wyznał brytyjskiemu dziennikowi "The Independent".

Teraz, niczym człowiek renesansu, Hopkins godzi wiele różnych artystycznych pasji. Jedną z nich, oprócz aktorstwa, jest malarstwo. Najchętniej tworzy pejzaże. Ze swoimi pracami objechał już całe Stany Zjednoczone. Trzy lata temu zorganizowano jego pierwszą wystawę w Londynie, w Gallery 27 w Mayfair. Zaprezentowano na niej 50 prac Hopkinsa. Oprócz pejzaży odwiedzający mogli zobaczyć obrazy abstrakcyjne.

W dzieciństwie Hopkins zaprzyjaźnił się nie tylko z pędzlem malarskim, ale również z fortepianem. Od wczesnych lat miał korepetytorów, którzy uczyli go gam czy pasaży. Najbardziej Hopkins lubił czytać nuty i układać melodie. W dzisiejszych czasach każdy może być aktorem, zwłaszcza kinowym. Moim marzeniem natomiast zawsze było posiadanie talentu muzycznego na miarę Beethovena - powiedział dziennikowi "New York Post".

Pokłady jego talentu były na tyle głębokie, że w 1996 r. skomponował ścieżkę dźwiękową do swojego filmu "Sierpień". Zgodził się podjąć tego zadania za namową producenta. Przełamał swoje muzyczne kompleksy i zaczął improwizować na fortepianie. Teraz jest bardzo dumny z efektów swojej pracy. To niejedyny sukces Hopkinsa na niwie muzycznej - udało mu się też napisać symfonię.

Ten 75-latek o świecie malarstwa i muzyki wypowiada się pochlebnie. Kino uważa natomiast za sztukę jarmarczną. Wstaję rano, ubieram się, jadę do roboty, wkładam kostium, mówię kilka zdań, potem mam przerwę na lunch, wracam na plan, znów mówię, zdejmuję kostium i wychodzę. To wszystko. Nie ma w tym głębi ani mądrości. Ot, robota jak każda inna - przyznał w wywiadzie dla "Newsweeka".

To jednak krytykowane przez niego kino przyniosło mu największą sławę i pieniądze. Przez wiele lat Brytyjczyka kojarzono głównie z rolami teatralnymi. Dopiero po pięćdziesiątce został światową gwiazdą. Do historii kina przeszła jego kreacja w "Milczeniu owiec" (1991). Za rolę Hannibala Lectera otrzymał Oskara. Innymi ważnymi filmami w jego dorobku są m.in. "Okruchy dnia" (1993) i "Człowiek słoń" (1980). Hopkins był trzykrotnie żonaty. Ma jedną córkę. W piątek do polskich kin wejdzie jego najnowszy film "Hitchcock". Hopkins wciela się w nim słynnego mistrza suspensu.