PAP Life: Nie wszyscy wiedzą, że oprócz muzycznej masz też sportową pasję - grasz w pokera. Jak to się zaczęło?

Wojciech Łozowski: - W pokera nauczył mnie grać dziadek, ale na dobre wszystko zaczęło się w październiku 2010 w kasynie hotelu Hilton. Zdarzało mi się tam wpaść już wcześniej, bo w ogóle lubię różne gry, więc grywałem w ruletkę, czy black jacka. Jednak zawsze z boku sali, a na środku grupa osób grała w grę, której nie znałem. Okazało się, że wśród graczy jest moja koleżanka, która wprowadziła mnie w tajniki Texas Hold'em.

PAP Life: - I wpadłeś?

W.Ł.: - Na całego! Zakochałem się od razu. Od tamtej pory przez rok grałem 2-3 turnieje w tygodniu. Texas Hold'em urzekł, i ciągle urzeka tym, że ciężko jest być najlepszym. Jest więc wyzwaniem intelektualnym, a przy okazji super rozrywką. Obiecałem sobie, że kiedyś zagram w World Poker Tour i udało się!

PAP Life: - No właśnie, w grudniu na dużym turnieju WPT Praga znalazłeś się na 18. miejscu i zarobiłeś ponad 20 tys. dolarów. To chyba bardzo dobry debiut w cyklu?

W.Ł.: - Przed wyjazdem rozmawiałem z kilkoma graczami, których miałem okazje poznać wcześniej. Pytałem, jak gra się na takich turniejach, bo przecież w Polsce nie ma szans na podobną rywalizację. Dla mnie była to zupełna nowość. Ale obejrzałem trochę imprez pokerowych w internecie, starałem się analizować grę, a potem zastosować to w Pradze. I to była piękna przygoda. Już po pierwszym dniu znalazłem się w pierwszej "15" zawodników. Swoją drogą to mnie wykończyło, bo było sporo emocji, no i bardzo długie rundy. Nie mogłem się nadziwić, ile gwiazd pokerowych było ze mną w jednym pomieszczeniu. Miałem okazję grać przy stole choćby z Farazem Jaką, czy Jasonem Mercierem.

PAP Life: - Teraz grałeś na turnieju WPT Baden i go wygrałeś...

W.Ł.: - Tak, to niesamowite uczucie. Dużo zmieniło się od mojego wyjazdu do Pragi. Cztery dni tamtego grania dały mi dużo nowych doświadczeń. Od grudnia aż do teraz dużo czytałem, oglądałem i analizowałem. Mam wrażenie, że stałem się bardziej agresywnym graczem. Gram przynajmniej raz w tygodniu.

PAP Life: - Największe pokerowe marzenie?

W.Ł: - Wygrać jeden z głównych turniejów z cyklu WPT , no i bardzo chciałbym zagrać z wielkim Danielem Negreanu.

PAP Life: - Czy zawodowi pokerzyści są podobni do zawodowych muzyków?

W.Ł.: - To dwa inne światy, choć jest kilka podobieństw. Zawodowi gracze, pokazywani często w telewizji i w relacjach z turniejów, również są już bardzo rozpoznawalni. Zdobyli popularność w środowisku. Przez to na pewno zauważam podobne zachowania gwiazd pokerowych i muzycznych.

PAP Life: - Czyli stół do pokera to też scena, na której trzeba "grać"?

W.Ł.: - Na scenie, jako muzyk, nie do końca "grasz" jakąś postać. Wchodzisz w wizerunek sceniczny, który kiedyś wymyśliłeś, ale nie jest aktorstwo. Ono jest za to przy stole. I to właśnie bardzo lubię w graniu w pokera: oprócz matematyki, statystki, prawdopodobieństwa i losowości, dochodzi do tego jeszcze element ludzki. Gra aktorska polega na ukrywaniu emocji i uczuć, bo wiesz że każdy gracz właśnie przepuszcza cię przez rentgen.

PAP Life: - Czy obycie ze sceną pomaga zachować "pokerową twarz"?

W.Ł.: - Jestem przyzwyczajony, że wiele osób patrzy na mnie, więc na pewno łatwiej znosić obserwowanie mnie przez innych graczy. Zdecydowanie daje mi to przewagę przy stole. Na dużych turniejach, jak WPT Praga, pojawiają się też kamery. Mnie to nie przeszkadza, ale na pewno ktoś, kto z niemi nie obcuje na co dzień, może się trochę stresować.

PAP Life: - Wielu graczy ma na uszach słuchawki. Czy słuchanie muzyki podczas pokera pomaga?

W.Ł.: - Długie, kilkudniowe turnieje charakteryzują się tym, że gra się po kilka godzin dziennie, muzyka jest swoistą odskocznią w sytuacjach, kiedy nie jesteś w rozdaniu.

PAP Life: - Czy koledzy z zespołu podzielają Twoją pasję?

W.Ł.: - Nauczyłem wszystkich gry, gdy byliśmy na koncercie w Wenezueli. Warunki do nauki mieliśmy piękne: plaża, słońce, tropiki i poker. Większość to polubiła, ale nie na tyle, by traktować jako swoją nową pasję.

PAP Life: - A czy Ty chciałbyś zostać zawodowym pokerzystą?

W.Ł.: - Marzy mi się wygrać chociaż raz jakiś duży turniej. Nie mam celu być zawodowym pokerzystą, który tylko z tego żyje i traktuje pokera jako główne zajęcie w życiu. Jest to jednak wielka pasja i na pewno będę grał w niego do końca życia.

PAP Life: - Jakie masz plany muzyczne na ten rok?

W.Ł.: - Za dużo nie chcę zdradzać, bo wiele tematów jeszcze jest niepewnych. Na pewno pojawi się coś, na co sam bardzo czekam: DVD z koncertu Afromental, które zarejestrowaliśmy na Juwenaliach w Olsztynie w 2012. Poza tym dużo koncertów, oczywiście, ale może i jakiś większy wyjazd za granicę.

PAP Life: - Jesteś jednym z jurorów programu "Tylko muzyka. Must be the music" w Polsacie. Za chwilę start kolejnej, piątej już edycji. Jaka będzie?

W.Ł.: - Piąta edycja "Tylko muzyka. Must be the music" to kolejna dawka fajnej muzy i przezabawnej rozrywki dla każdego. Jak zwykle dużo cudownych uczestników, ale i cała masa tych "zwariowanych", którzy zawsze ubarwiają program. Sam jestem bardzo ciekaw, jak wyjdzie, jednak z doświadczenia wiem już, że tak naprawdę wartościowych artystów , którzy mogą wygrać nasz program, weryfikują dopiero odcinki półfinałowe.

Wojciech "Łozo" Łozowski ma 28 lat. To syn mistrza tańca towarzyskiego Andrzeja Łozowskiego. Wokalista i raper pochodzący z Olsztyna od 2004 roku jest liderem grupy Afromental. Świetnie odnajduje się w konwencji telewizyjnych show. Przed czterema laty brał udział w "Tańcu z gwiazdami". W parze z Blanką Winiarską odpadł w dziewiątym odcinku, zajmując szóste miejsce. Od 2011 roku zasiada w jury programu "Tylko muzyka. Must Be the Music".