Po wieloletnich treningach już wiem, jak obchodzić się z alkoholem. Teraz kaca miewam bardzo rzadko - mówi na wstępie Krzysztof Skiba, lider rockowego zespołu "Big Cyc". Jak przyznaje, w branży muzycznej trudno zachować abstynencję, bo nawet organizatorzy koncertów, zapraszają jego zespół na suto zakrapiane bankiety. Ze Skibą chciałby się też napić każdy fan. "Jeśli miałbym napić się ze wszystkimi swoimi wielbicielami, to nie żyłbym już od dwudziestu lat" - przyznaje rockman.

Pierwszą radą Skiby, jak uniknąć syndromu dnia poprzedniego, jest pić na okrągło. Wtedy jesteśmy szybsi od kaca. Jak zdrowie pozwoli, możemy tak długo uciekać przed kacem - śmieje się muzyk.

Po drugie - nie mieszać trunków. Jak jesteśmy na imprezie, trzymajmy się jednego gatunku alkoholu. Niby jest to oczywiste, ale często łamiemy tę zasadę. Lubimy rozpocząć od piwka, potem sięgamy po coś mocniejszego. To jest bardzo zła metoda - ostrzega Skiba.

Członek zespołu "Big Cyc" radzi również, by nie żałować pieniędzy na trunek z wyższej półki. Gdy byłem biednym studentem raczyłem się niewyszukanym alkoholem. Musiało minąć trochę lat, nim dojrzałem do lepszych alkoholi. Wcześniej nie potrafiłem chociażby docenić smaku luksusowej whisky. Teraz unikam tanich whiskaczy, bo tani whiskacz oznacza pewny kac - twierdzi muzyk.

Jak zdradza, to amerykański "Jack Daniel's" jest teraz najbardziej pożądanym trunkiem w garderobach polskich rockmenów. Niektórzy muzycy mają nawet w kontraktach zapisane, że w ich garderobie ma stać przynajmniej litrowa butelka tego wykwintnego alkoholu z Tennessee.

Innym sposobem Skiby, aby uniknąć widma straszliwego kaca, jest nie pić "na głodniaka". Odradzam picie na pusty żołądek. Przed samą imprezą wartość zjeść coś tłustego. Niektórzy wręcz piją oliwę. Dzięki temu przenikanie alkoholu do krwi znacznie się opóźni - tłumaczy doświadczony balangowicz.

Muzycy "Big Cyca" na ucztę i wznoszenie toastów pozwalają sobie dopiero po koncercie. Staramy się nie jeść przed występem. Dla nas koncert to jak wyprawa partyzantów na akcję. Wtedy zawsze trzeba mieć pusty żołądek. Po większym posiłku bylibyśmy na koncercie ospali - wyjaśnia pan Krzysztof.

Skiba odradza natomiast wszystkie tabletki, które, jak głoszą reklamy, mają pomóc organizmowi w walce z kacem. Łyka się je w trakcie picia. Po ich zażyciu są jednak skutki uboczne. Nie mamy kaca, ale pół dnia spędzamy w toalecie. Producenci jakoś nie piszą o tym problemie - zauważa Skiba.

Zdaniem muzyka przed kacem może też uchronić nas asertywność. Jeśli impreza trwa już od kilku godzin, nie powinniśmy wznosić toastu z każdym, kto poklepie nas po plecach. Czasami trzeba odmawiać i wykręcać się, używając, mniej lub bardziej, zmyślonych historyjek. Gdy Skiba ma już dość intensywnego imprezowania, tłumaczy się, że jest na antybiotykach, albo że za chwilę musi wyjść lub że zaraz wróci.

Według obserwacji artysty absolutne niepicie też jest szkodliwe dla zdrowia. Mam w zespole kolegę, który jest abstynentem i kładzie się spać od razu po koncercie. Co mnie trochę dziwi, gdy spotykamy się rano na śniadaniu, często narzeka na ból głowy. Natomiast ci członkowie zespołu, którzy balowali do 6 rano i wypili przy tym morze alkoholu, przy śniadaniu są zrelaksowani i wypoczęci - dzieli się swoimi obserwacjami Skiba.