Pochodzi z Tarnowskich Gór. Nie myślał nigdy o aktorstwie. Grał na perkusji, był buntownikiem, jako pierwszy wśród swoich znajomych, ogolił się na łyso.

W jego okolicy długo nie było teatru. Pierwszy raz poszedł do teatru, jako dziewiętnastolatek. Chciał zaimponować dziewczynie, a wyszło inaczej...

Dopiero w wieku dziewiętnastu lat, żeby zaimponować swojej dziewczynie - wydawało mi się to takie oryginalne - zabrałem ją do prawdziwego teatru. I się pomyliłem. Nie jej zaimponowałem tylko sobie kuku zrobiłem. To był +Feuerbach+!!! (...) W +Feuerbachu+ zapisane jest przekleństwo aktora. To prawdziwa klątwa. Jeśli człowiek odkryje w sobie ten pierwiastek, że chce zostać aktorem, zaczyna to pielęgnować, staje się to pasją, szaleństwem, w końcu całym życiem, to w tym tekście jest wszystko. (...)I faktycznie, kiedy poszedłem wtedy na ten spektakl, ze sceny nastąpił strzał"- mówił w wywiadzie dla Stopklatki.pl Eryk Lubos.

I stało się... Zdał egzaminy do PWST we Wrocławiu, którą ukończył w 1998 roku. Już dwa lata wcześniej miał swój teatralny debiut.

W telewizji i w filmie zaczął pokazywać się już po ukończeniu szkoły. Można było oglądać go m.in. w serialu "Wszystkie pieniądze świata", w filmie, a później serialu "Stara baśń", serialu "Fala zbrodni", filmie "Ono" oraz w serialu "Oficer" i "PitBull".

Lubos jest przede wszystkim aktorem filmowym, choć raz na jakiś czas pojawia się w serialach. "Nie jestem aktorem popularnym popularnością serialową, z czego bardzo się cieszę. Na szczęście do współpracy zapraszają mnie twórcy, którzy jak coś robią to z przekonaniem i w pełni zaangażowani" - powiedział Lubos w wywiadzie dla Stopklatki.

Aktor zagrał także m.in. w filmach "Wszystko będzie dobrze", "Środa, czwartek rano", "Ryś".

Rok 2008 był jednym z najważniejszych w karierze aktora. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni pokazywany był film "Boisko bezdomnych", w którym Lubos zagrał drugoplanową rolę Romana Gawrona "Indora". Ta kreacja przyniosła artyście Złotego Lwa na gdyńskim festiwalu.

Rok później świat filmu także nie przestawał mówić o Lubosie. Wszystko za sprawą głównej roli w filmie Marcina Wrony "Moja krew", za którą otrzymał nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego.

Fani aktora mogli zobaczyć go także w wielu innych filmach, m.in. "Domu złym" Wojciecha Smarzowskiego, "Skrzydlatych świniach" Anny Kazejak, czy w "Wenecji" Jana Jakuba Kolskiego.

Ten ostatni reżyser powierzył Lubosowi główną rolę w swym najnowszym filmie "Zabić bobra". Za tę rolę artysta otrzymał już nagrodę za najlepszą pierwszoplanową rolę męską na tegorocznym festiwalu filmowym w Karlowych Warach.

Data polskiej premiery tego filmu nie jest jeszcze znana. Najnowsze produkcje, w których zagrał Lubos, to także m.in. "Dzień kobiet" Marii Sadowskiej, "Dziewczyna z szafy" Bodo Koxa i "7 dni" Wojciecha Smarzowskiego. Lubos jest także aktorem Teatru Rozmaitości w Warszawie.

Są cztery podstawowe tematy: Bóg, diabeł, śmierć, a na koniec zostaje miłość. Bóg jest bardzo wysoko. Diabeł jest wszędzie. Śmierć i tak nas dopadnie. Czym możemy się zatem zajmować teraz? Miłością, która jest stanem łaski. Osobiście wierzę, że ludzie są dobrzy. Tego szukam też w postaciach. Tymczasem wyglądam, jak wyglądam. Więc jeśli chcę złamać ten wizerunek, mogę to zrobić tylko dobrem- powiedział w tym samym wywiadzie Lubos