Podczas gdy większość Polaków wykorzystuje ciepłe dni do tego, aby zwolnić nieco tempo życia, oddać się grillowaniu i beztroskiemu leżeniu do góry brzuchem… Tomasz Lis wypowiada wojnę… polskim „mięśniom piwnym”.

Dokładnie tak, ten jak wielu o nim mówi tzw. “mięsień piwny” jest dla człowieka kompromitujący. Dlaczego? Bo świadczy o tym, że człowiek nie je tego co trzeba i tyle ile trzeba, nie pije tego co trzeba i tyle ile trzeba, i nie robi tego co trzeba, tyle ile trzeba, czyli nie rusza się, albo rusza się za mało - stwierdza Lis.

Dziennikarz przyznaje, że wylewający się za pasek kałdun, opinający koszulę bęben absolutnie nie jest sexy i zachęca czytelników swojego bloga do walki ze zbędnymi kilogramami.

Lis stawia siebie jako przykład i opowiada o swojej otyłości. Mówię to jako ex grubas, ważący dziś 20 kilogramów mniej, niż trzy lata temu. Gładźcie sobie panie swych mężów po ich seksownych bębnach, a ja wam powiem - patrzę na swe zdjęcia 20 kilogramów więcej temu i nie znajduję w nich absolutnie nic sexy. (…) Twierdzę, że wtedy byłem po prostu odrażający. Zapuszczony, spasiony knur, stary - młody dziad, podstarzały za wcześnie wujcio. Jak patrzę na te zdjęcia, to się czuję, jakbym się właśnie nażarł! – pisze dziennikarz.

Tomasz Lis podpowiada w jaki sposób efektywnie walczyć z otyłością i przedstawia założenia swojej diety, w którą wierzy i uważa, że jest wyjątkowo skuteczna. To nie dieta cud, ale „dieta rób”. Na czym polega jej wyjątkowość? Bieganie (lub jakakolwiek inna aktywność) plus konkretne założenia dietetyczne. Czytelnicy bloga powinni zrezygnować m.in. z białego pieczywa, słodyczy oraz piwa.

Brzuch, otyłość, jeśli nie wynikają z choroby, są kompromitujące. Jeśli są w społeczeństwie standardem, to są kompromitacją dla całego społeczeństwa. Czujmy się lepiej, wykorzystajmy ten długi weekend do czegoś poza piciem piwska i żarciem – motywuje Tomasz Lis.