Robert Janowski przyznaje, że swego pierwszego rozwodu sprzed 18 lat nie pamięta. A teraz? Wyprowadziłem się dwa lata temu, rozwód wzięliśmy w lipcu. To porażka - opowiada. Przyznaje, że gdy poznał swą drugą żonę, myślał o związku na całe życie. Ale nie wyszło. A najbardziej ucierpią na tym dzieci, które będą miały traumę do końca życia, że nie było mamy i taty razem.

Jak mówi, zawsze marzył o idealnej, szczęśliwej rodzinie. I nie chciał, a może też nie mógł się nikomu żalić, że jest mu źle. To idealizowanie związku powodowało, że rozkładałem czerwony dywan... Usiądź, kochanie, ja to zrobię, wyprowadzę psa, pobawię się z dziećmi, zrobię zakupy... - wspomina Janowski. I, jak mówi, dla niego w związku zostawało coraz mniej miejsca. Musiał się więc ratować, by mieć kawałek swojej tożsamości.

Pytany, czy doświadczenia dwóch nieudanych małżeństw zniechęciły go do tworzenia związku, odpowiada: A skąd. Jak mówi, jest zwierzęciem stadnym, typem bardzo rodzinnym. A o swojej dziewczynie mówi: Ma na imię Monika. Jest normalną, uśmiechniętą, pełną empatii kobietą. I jestem po raz kolejny szczęśliwy.