Nie potrafi wymienić ludzi, którzy mu imponują bo podobno facet w jego wieku już takich osób nie znajduje. Sam sobie też nie potrafi już niczym zaimponować. Nie ma w tym nic dziwnego. Bogusław Linda ma już za sobą ilość niezwykłych wyczynów, którymi można by obdzielić 10 facetów: posiadł licencję instruktora nurkowania głębinowego, jazdy konnej, ma czarny pas i pierwszego dana w judo, doświadczył ekstremalnych przygód z rekinami. Ponadto wykonał skok ze spadochronem w kategorii AFF (z 5 tys. metrów) która zaliczana jest do najbardziej ekstremalnych.
 
>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>
 

Jak aktor wspomina ten skok? Niesamowite przeżycie. Lęku przestrzeni w zasadzie nie ma, bo leci się helikopterem nad chmurami i tylko je widać. Stoję na jednej nodze na krawędzi tylnej rampy i czekam, aż się dla mnie zapali zielone światło. Potem pada hasło: "ready, steady, go". Daję krok do przodu i lecę.

Na pytanie dlaczego to zrobił odpowiada krótko: Dla adrenaliny. Przygody. Zawsze tego potrzebowałem. Choć oczywiście miewałem czasem refleksje w stylu: Po co tu lazłem?! Takie myśli pojawiają się w głowie gwiazdora często. Wspominając swój rejs po Karaibach, opowiada o bardzo niebezpiecznej sytuacji. Ekipę statku zaskoczył sztorm - nie byli na to przygotowani. Łódź utrzymywały tylko dwie kotwice, na domiar złego wokół pływało mnóstwo rekinów… Od cholery ich było. Robiło to wrażenie. Jakby nam się jedna kotwica zerwała, a było blisko, to wystąpilibyśmy w roli pasztetu dla tych rekinów. I wtedy, pamiętam, stałem pod pokładem i zadawałem sobie pytanie: "Co ja tu, k..., robię?! Po co się tu pchałem?! - wspomina aktor.

Bał się, ale nigdy nie pomyślał, że to już ostatni raz, że już nigdy więcej nie wpakuje się w takie piekło. Jest takie powiedzenie wśród ludzi gór, że jak ktoś się nie boi, to pierwszy ginie. Ja żyję. I nie wstydzę się tego, że się bałem -  dodaje Bogusław Linda.