PAP Life: - Od lat należy pan do światowej czołówki, ale w mistrzostwach Białorusi kibice pana nie oglądają.

W.S.: - Ja już się tytułów nazdobywałem... Po pierwsze złoto w seniorach sięgnąłem mając 16 albo 17 lat. Od wielu lat nie przyjeżdżam, bo brakuje mi czasu. Na stałe mieszkam w Hiszpanii.

PAP Life: - Jaki jest prywatnie mistrz celuloidowej piłeczki?

W.S: - Nie jestem żadną gwiazdą, chyba jak każdy człowiek sprzątam w domu, jak trzeba pomogę żonie w kuchni, choć sam nie gotuję.

PAP: - Synowie grają w ping-ponga?

W.S.: - Ja jestem wysoki (ponad 1,90 - PAP Life), a żona też pochodzi z wysokiej rodziny, jej brat ma dwa metry. Nasz starszy, 10-letni syn już jest wysoki, jak na swój wiek, i sądzę, że mnie przerośnie. Dlatego trenuje koszykówkę. A młodszy ma dopiero pięć lat.

PAP Life: - W jakim języku rozmawia się w domu Władimira Samsonowa?

W.S.: Żona jest Serbką, więc w jej języku, także po rosyjsku i hiszpańsku. Synowie troszkę słabiej znają rosyjski, ale mówią w trzech innych: hiszpańskim, serbskim i angielskim.

PAP Life: - Gdzie jeździcie na wakacje?

W.S.: - Jest wiele pięknych miejsc w Hiszpanii, więc nie musimy nigdzie daleko się ruszać. Przyjeżdżamy również na Białoruś, do ojca, siostry, kuzynów. Oni też nas odwiedzają w Grenadzie.

PAP Life: - Co sprawia, poza pieniędzmi, że tak wielu świetnych zawodników, jak pan, Dimitrij Ovtcharov, Michael Maze, Zoran Primorac, podpisuje kontrakty z rosyjskimi klubami?

W.S.: - Bardzo istotny jest system gry w lidze rosyjskiej. Nie ma pojedynczych kolejek ligowych, tylko turnieje. Cztery razy w roku na cztery-pięć dni spotyka się osiem zespołów i walczy ze sobą przy 3-4 tysiącach kibiców. Zawodnicy mają więcej czasu na treningi, mniej przeznaczają na podróże. Poza tym ważne są profesjonalna organizacja w klubach oraz możliwość trenowania z najlepszymi.

PAP Life: - W Ergo Arenie graliście z Rosją w grupie. To było prestiżowe spotkanie dla Białorusinów?

W.S.: - Nie było jakieś wyjątkowe, ale trudne ze względu na to, że musiałem rywalizować z Aleksiejem Smirnowem. Przed laty grałem z nim w belgijskim Charleroi, teraz w Orenburgu. Jesteśmy kolegami, znamy się doskonale. Aleksiej wygrał ze mną 3:0, a Rosja całe spotkanie 3:1.

PAP Life: - Najważniejszy w mistrzostwach Europy jest singiel. Wśród ekspertów i zawodników zdania są podzielone, część stawia na pana, część na Timo Bolla. Więcej jednak jest za Niemcem.

W.S.: - Bardzo prawdopodobne, że po piąty tytuł w karierze sięgnie Boll. Mówię tak na podstawie tego, co widzę przez ostatnie dwa lata. Ja marzę o czwartym złocie, ale wiem, że będzie o nie bardzo trudno. Timo ma większe szanse.

PAP Life: - Jaki jest bilans bezpośrednich pojedynków?

W.S.: - Nie jestem pewny, ale chyba 17:15 na korzyść Bolla. Na pewno wygrał ode mnie dwa, trzy razy więcej.

PAP Life: - Boll nie miał latem przerwy, ponieważ występował w lidze chińskiej. Kiedyś zmęczenie musi dać o sobie znać...

W.S.: - Nie wiem, w jakiej jest formie fizycznej. Ale jeśli w bardzo dobrej, to i przy stole będzie znakomity.