To, że w świadomości rynku Apple równa się Steve Jobs, najlepiej widać po kursie akcji spółki – po wieści o jego rezygnacji ze stanowiska CEO spadł o 7 proc. Stan zdrowia i wygląd założyciela oraz prezesa Apple’a podczas jego wystąpień publicznych jest od czasu zdiagnozowania u niego raka trzustki tak samo szeroko dyskutowany jak premiery kolejnych hitowych produktów spółki. Gdy trzy lata temu Bloomberg omyłkowo podał informację, że prezes Apple’a nie żyje, to choć nekrolog usunięto już po kilku sekundach, wycena firmy i tak spadła. – Moje zdrowie to moja sprawa – twierdził jeszcze na początku tego roku Jobs. Ale udziałowcy firmy byli odmiennego zdania.

Dziś 56-letni Jobs ma wszystko, by w środowisku komputerowców otaczał go prawdziwy kult. Dba zresztą o swój image. Tworzą go charakterystyczny wygląd – zawsze pojawia się ubrany w szare adidasy, czarny półgolf i levisy 501 – oraz cięty język. Do tego antykorporacyjna demonstracja, jaką były jego zarobki – 1 dolar rocznie (tyle że po sprzedaży Disneyowi udziałów w Pixarze zainkasował 48 mln dol.).

Ale szczególnie ważna w przypadku Jobsa jest historia sukcesu: adoptowany jako niemowlę, wychował się w epoce hippisów, a więc eksperymentował z narkotykami i żył w komunie. Po wyjeździe do Indii przeszedł na buddyzm i został weganinem. Nauka nie szła mu najlepiej – skończył tylko jeden semestr w college’u, za to jako 21-latek wraz z kolegą Steve’em Wozniakiem stworzył swój pierwszy komputer Apple I.

Obaj pracowali wtedy w Hewlett-Packard i swoją konstrukcją pochwalili się przed szefami. Ci wyśmiali wysiłki młodych wynalazców. Jobs i Wozniak rzucili więc pracę w korporacji, założyli własną firmę i w garażu zaczęli produkować swoje komputery.

Apple od początku zapowiadało rewolucję, co najlepiej symbolizowała legendarna reklama Apple Macintosh z 1984 r., nawiązująca do książki Orwella. Macintosh 128K, pierwszy osobisty komputer z graficznym interfejsem, początkowo sprzedawał się nieźle. Kiedy jednak sprzedaż zaczęła spadać, rada dyrektorów postanowiła pozbyć się Jobsa.

Ten początkowo załamany – miał 30 lat, a czuł się całkiem wypalony – szybko doszedł do siebie. Na początku lat 90. założył nową firmę NeXT i zainwestował w Pixar – niszowe studio animacji komputerowej. I znowu miał nosa, bo wyprodukowany przez Pixara dla Disneya „Toy Story” okazał się wielkim przebojem filmowym i krokiem milowym w animacji komputerowej.

W tym czasie Apple bez Jobsa pikowało ku rynkowemu niebytowi. Szansę na odbicie firma upatrywała w przejęciu Pixara. Transakcję sfinalizowano w 1997 r. i tak Jobs wrócił do firmy, którą 20 lat wcześniej zakładał. Po kilku miesiącach wrócił też na fotel prezesa.

Gdy tylko Jobs ponownie stanął na czele Apple’a, zaczął się marsz od sukcesu do sukcesu. W 1998 r. firma wprowadziła na rynek kolorowy, przypominający bardziej zabawkę iMac z systemem operacyjnym Mac OS X. W 2001 r., tuż po ataku na World Trade Center, czyli w momencie gdy nikt nie wróżył sukcesu rynkowego, uruchomił internetowy sklep muzyczny iTunes stworzony specjalnie na potrzeby nowego gadżetu, czyli odtwarzacza mp3 iPoda. Potem przyszła pora na iPhone’y i wreszcie iPady.

Dziś zgodnie z najnowszym raportem WPP Plc Apple jest najcenniejszą marką na świecie, a jej wartość w porównaniu z ubiegłym rokiem podskoczyła o 84 proc. – do 153,3 mld dol. Firma jeszcze nigdy nie była w tak wyśmienitej kondycji jak dziś.