Jeden na dziesięciu mężczyzn, będących w ferworze starań o dziecko, przyznaje, że w feralnym czasie miał romans. Ale to nie wszystko - czterech na dziesięciu uskarża się na kłopoty z potencją. To wyniki badania poziomu stresu u mężczyzn starających się wraz ze swymi partnerkami o dziecko. W badaniu przeprowadzonym w Korei Południowej wzięło udział 400 par. Żaden z mężczyzn nie skarżył się wcześniej na problemy łóżkowe.

Parom starającym się o dziecko ginekolodzy radzili, by współżyły jak najczęściej w czasie owulacji. Okazuje się jednak, że im więcej seksualnych sesji zapłodnieniowych, tym mężczyźni czują się bardziej zestresowani. Co więcej, badanie potwierdziło wcześniejsze ustalenia co do tego, że w czasie stresu męski organizm produkuje mniej testosteronu, co z kolei przekłada się na jego libido. Wszystko przez rosnący poziom hormonu stresu, kortyzolu.

Dlatego zdaniem badaczy, intensywne starania o dziecko nie powinny trwać dłużej niż trzy miesiące. Jeśli nie zakończą się sukcesem, należy zrobić sobie kilka miesięcy przerwy i dopiero potem "zacząć od początku".

Długotrwały stres związany z życiem seksualnym może się bowiem przerodzić w chroniczne problemy z erekcją. A ciągłe napięcie i presja może skierować mężczyznę na pozamałżeńskie tory - napisał "Journal Of Andrology". Mężczyźni bowiem seks "zapłodnieniowy" zaczynają postrzegać jako obowiązek, niemal pracę do wykonania.

Dobrze, że ktoś to przestudiował - stwierdził profesor Allan Pacey z Uniwersytetu Sheffield. Choć świadomość istnienia "płodnego okna" jest pomocna dla par, obsesyjne dbanie o to wcale nie pomaga. Kobiety wydzwaniają do mężczyzn np. o trzeciej po południu z informacją, że jest zielone światło, więc mają oni natychmiast gnać do domu - mówił.

A na koniec dodał, że pary, które współżyją regularnie 2-3 razy w tygodniu, nie powinny mieć problemu z trafieniem w odpowiedni moment.