Downshifting to trend, który dotyczy głównie krajów rozwiniętych. Zakłada sprowadzenie wszystkich dziedzin życia do możliwie jak najprostszych postaci po to, aby znaleźć czas na rzeczy które są naprawdę istotne: wychowywanie dzieci, realizowanie pasji i pragnień.

Jednak czy wszyscy mogą sobie pozwolić na takie życie? Psycholog Agata Marszałek mówi w wywiadzie dla serwisu gazeta.pl, że „nurt dotyczy głównie ludzi zamożnych, którzy osiągnęli pewien status materialny i zawodowy. Mają oni możliwość bezpiecznego zwolnienia, na przykład rezygnując z pracy w wielkiej korporacji na rzecz pracy we własnej firmie, często na zasadach home office, kiedy to z okien domku na Mazurach mogą klikając w klawiaturę jednocześnie zarabiać pieniądze i cieszyć się spokojem”. Współcześni młodzi ludzie rozważający możliwość rezygnacji ze stałego etatu myślą innymi kategoriami. Zakładają, że zwolnią się, kiedy osiągną założony wcześniej finansowy pułap. Niestety praktyka pokazuje, że nie są w stanie podjąć tak trudnej decyzji, głównie poprzez bardzo ambicjonalne podejście do zawodu. Podwyższają sobie poprzeczkę, z roku na rok podnoszą pułap.

Komfort i well being

Bywają również sytuacje przeciwne. Osoba decyduje się na zwolnienie, pali za sobą wszystkie mosty i wyjeżdża na wieś. Po jakimś czasie dochodzi do wniosku, że tęskni za miejskim pędem z którego zrezygnowała, a zderzenie z życiem na wsi (również wymagającym zaangażowania i wysiłku) przynosi jeszcze więcej frustracji.

Decyzja o zmianie stylu życia może mieć swoje źródło w przeciążeniu psychofizycznym, problemach rodzinnych, przepracowaniu, zmęczeniu rutyną, niespodziewanym kryzysie. Dochodzimy do momentu, kiedy uświadamiamy sobie, że wszystko co możemy stracić to podwyżka lub awans, a to co możemy zyskać to lepsze, spokojniejsze życie.

Światopogląd do przeglądu

Jak podaje gazeta.pl nie chodzi tylko o przemeblowanie swojego życia i potrzebę koncentracji na sprawach priorytetowych. Downshifting to również „zmiana światopoglądu, na taki, który odrzuca konsumpcjonizm i materializm, uświadomienie sobie własnych priorytetów oraz doświadczenie konfliktu między wartościami, które cenimy my, a tymi, które wyznaje pracodawca i bliska społeczność osoby”. Okazuje się, że przyczyną dla której nie potrafimy posłuchać wewnętrznego głosu jest nasz perfekcjonizm. Liczymy na podwyżkę, awans, pochwałę dlatego decydujemy się na kilkunastogodzinny dzień pracy, dodatkowe obowiązki, weekendy przed komputerem. Wyścig z samym sobą, z przyjaciółmi i z czasem trwa.

Elitarni downshiftingowcy?

Czy potrafiłbyś zrezygnować z codziennego pędu? Czy jesteś w stanie pogodzić się ze znaczną redukcją liczby przyjaciół? Czy utrzymasz relację z tymi, którzy nadal uczestniczą w wyścigu szczurów? Zdaniem Anny Marszałek wypowiadającej się dla gazeta.pl to niemałe wyzwanie. „Osoby, które utrzymują rodzinę i posiadają dzieci mają dużo większy dylemat, gdyż muszą myśleć o konsekwencjach takiej decyzji”. Ważne aby pamiętać, że potrzeba downshiftingu to nie decyzja chwili, ale coś do czego dojrzewa się latami.