Państwo Seth i Eva Matlinses poszli w ślady rodziców z Francji i Wielkiej Brytanii, którzy domagają się wprowadzenia regulacji prawnych, które nakazywałyby wydawcom i reklamodawcom informować czytelników o tym, że wizerunek modelek i gwiazd umieszczony na zdjęciach został poddany obróbce graficznej.

"Nie możemy ignorować faktu, że powszechny kult piękna ma negatywny wpływ na małe dziewczynki i młode kobiety. Staje się to coraz większym problemem. Tym bardziej, że wciąż nie dostrzegamy, że idealny wizerunek kobiet z bilbordów reklamowych często jest dziełem grafików" - wyjaśnia Eva Matlins. "Problem polega na tym, że młode osoby wciąż nie dostrzegają tego i starają się dostosować to tych powszechnych standardów wyznaczanych przez media" - dodaje.

Mąż współautorki projektu przyznał, że inspiracją do podjęcia takich działań były wyniki badania Dove Self-Esteem Fund.

W badaniu 80 proc. kobiet przyznało, że wizerunek znanych aktorek i modelek pokazywany w mediach, wpływa na ich poczucie pewności siebie. Co więcej, 71 proc. respondentek przyznało, że w porównaniu z gwiazdami z plakatów reklamowych, czują się one nie wystarczająco szczupłe, ładne i modne.

"Te badania pokazują, że mamy do czynienia ze społecznym problemem, którego konsekwencje są bardzo poważne" - przekonuje Seth Matlins.

Rosnąca liczba protestów ze strony rodziców przekłada się na działania Advertising Standards Authority (ASA) - brytyjskiej instytucji monitorującej rynek reklamowy.

W ostatnim czasie brytyjski urząd ds. standardów w reklamie, zakazał emisji reklam koncernu L'Oreal z Julią Roberts i supermodelką Christy Turlington. Powodem był nadmierny, komputerowy retusz.