PAP Life: - Kto śpiewa córce?

Mariusz Totoszko: - Od kiedy pamiętam, w moim domu się śpiewało. Moje talenty nie wyszły z kapelusza, już mój tato śpiewał. Zawsze był w domu fortepian, gitara i śpiew taty. Mama też mu pomagała. Pełen muzyki dom to coś oczywistego i naturalnego i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Ja też chodzę po domu i cały czas śpiewam. Ale kiedy przychodzi wieczór i muszę zaśpiewać coś spokojnie, to nie zawsze wychodzi mi tak, jak bym chciał. Muszę ściszyć tembr głosu, żeby dziecko było spokojniejsze. Śpiewanie kołysanek to coś zupełnie innego niż scena. Ale tak samo to kocham.

PAP Life: - Pamięta pan pierwszą piosenkę zaśpiewaną córce?

M.T.: - Zastanawiałem się nad tym, co mam zaśpiewać. Skończyło się na "Aaa kotki dwa, szare bure obydwa". Do tej pory jest to kołysanka, którą najczęściej śpiewam. Ale dzięki udziałowi w kampanii "Kołysanki z miłością" i płyty, którą w jej ramach nagraliśmy nauczyłem się też nowych kołysanek i poszerzyłem swój repertuar.

PAP Life: - Oprócz śpiewania, jakie inne obowiązki związane z opieką nad dzieckiem panu przypały?

M.T.: - Jeśli chodzi o podział obowiązków, to mamy w domu bardzo dobry team. Bez problemu dogadujemy się z żoną. Zmieniamy się. Pod jej nieobecność to ja opiekuję się dzieckiem. Zmiana pieluch, karmienie czy nocne wstawanie to dla mnie żaden problem. Doskonale się odnajduję w roli opiekuna do dziecka.

PAP Life: - Czyli opieka nad dzieckiem może być zajęciem jak najbardziej męskim?

M.T.: - Nie spotkałem jeszcze faceta, który jest ojcem i który myślałby jakoś inaczej niż ja. Wszyscy prawdziwi mężczyźni i prawdziwi ojcowie mówią tym samym głosem. I czasami, gdy spotykamy się w gronie kilku facetów, potrafimy rozmawiać tylko o dzieciach. Gdyby ktoś nas posłuchał, to by nie uwierzył. Ale tak jest i opieka nad dzieckiem jest jak najbardziej zajęciem męskim.