Jesień 2013 r. Jestem rzecznikiem Prawa i Sprawiedliwości. Przed snem wchodzę na wagę. Szok. Pierwszy raz 100 kg. Powiedziałem sobie: „Dosyć tego, czas ruszyć tyłek”. Kiepsko już się z tym czułem. Nadwaga, złe samopoczucie - mówi były rzecznik PiS w rozmowie z polskabiega.sport.pl.

Adam Hofman przyznaje, że odkąd "poszedł w politykę" zmienił swój styl życia, na gorsze.

Żywieniowy dramat. Kolacyjki, alkohol, duża nieregularność. Pod tym względem bardzo niehigieniczne życie - zdradza.

Wspomina też między innymi tzw. aferę madrycką. Od niej zaczęła się ekstremalna przemiana.

Polityka mnie wypluła. Z dnia na dzień przestałem być rzecznikiem partii. To był koniec tego, co znałem przez całe dorosłe życie, czyli pobudki o 6, a od 7.30 zasuwania na pełnych obrotach. Skończyło się też z porannymi przeglądami prasy, ustaleniami nowych zadań i całodniowej adrenaliny. Nagle tego zabrakło. Dziennikarze przestali dzwonić, praktycznie żadnych obowiązków służbowych. Musiałem jakoś wypełnić tę pustkę. Miałem dwa wyjścia: mogłem się użalać nad sobą i wieczory spędzać z butelką whisky, albo odnaleźć nową pasję. Umysłowo i emocjonalnie potrzebowałem narzucenia rygoru, pewnej kary nawet. Więc oddałem się temu bieganiu.

Dziś ze 100 kilogramów wagi zostały 73. Aktualnie przygotowuje się do Transvulcania Ultramarathon na dystansie ponad 80 km w Las Palmas. Na koniec sezonu planuję ubabrać się w błocie podczas Łemkowyna Ultra Trail, tyle że to już ponad 150 km - mówi.