Spotkanie z ekspertem od savoir-vivre'u może być stresujące, bo nie do końca wiem, czy przywitałem się z panem poprawnie, dochowałem określonych zasad itd. A pan zapewne zwraca na to szczególną uwagę...

Wojciech S. Wocław*: Są oczywiście określone zasady mówiące o tym, jak kogo należy witać. W naszej sytuacji chyba najłatwiej byłoby odwołać się do zasady "gospodarz i gość". Ale skoro jesteśmy na neutralnym - niczyim - terenie, to kto będzie gospodarzem? Przyjmijmy zatem, że jeśli pan przeprowadza wywiad ze mną, to jest pan gospodarzem. Ja przychodzę, pan mnie wita, podaje mi rękę - tak musiałoby to wyglądać. Daliśmy radę.

Dlaczego napisał pan książkę o savoir-vivrze? Myśli pan, że we współczesnych czasach kogoś jeszcze obchodzą te zasady?

Jeśli kogoś nie obchodzą, to raczej dlatego, że nie ma o nich zielonego pojęcia. A nie ma, bo nikt go tych zasad nie nauczył, nikt mu nigdy nie podsunął poradnika do savoir-vivre’u. Dziś te zasady są tak samo ważne, jak kiedyś. Może nawet jeszcze bardziej, bo świat się zmniejszył i nawiązujemy dziś więcej kontaktów niż kiedyś. Więcej i nie tylko w obrębie grup, które są przyzwyczajone do pewnego wspólnego kodu zachowań. Napisałem książkę o savoir-vivrze, bo chciałem pokazać, że oprócz gotowania, tańczenia, picia wina, ubierania się i stylizowania istnieje coś jeszcze, co w zasadzie te wymienione elementy obejmuje. To zasady savoir-vivre’u, których znajomość pozbawia człowieka kompleksów.

Życie nam się bardzo brutalizuje ostatnio, a mówiąc wprost i dosadnie - chamiejemy. Wystarczy rzucić okiem na dyskusje na forach czy zajrzeć na Twittera. Nie ma znaczenia, że po drugiej stronie jest kobieta - chamsko się do siebie odzywamy, brakuje szacunku. Dostrzega pan takie zjawisko? Jest z nami źle?

Oczywiście, że dostrzegam. Polakom brakuje przykładów i wzorców, autorytety się nieustannie niszczy i podkopuje. Często obliczamy nasze zachowanie na doraźne korzyści. Warto tymczasem przestrzegać zasad savoir-vivre również dlatego, że stanowią wartość samą w sobie. W tym miejscu trzeba też powiedzieć, że młode pokolenie nie wynosi z domu wiedzy dotyczącej dobrego zachowania. Z drugiej strony nie można obwiniać o to tylko i wyłącznie rodziców, bo - na Boga - skąd oni mieliby wiedzę dotyczącą savoir-vivre’u czerpać? Wojna i komunizm zrobiły swoje. Z tego powodu bardzo cenne są szkolenia, które organizuje się w firmach. Jeszcze lepiej, jeśli ludzie sami sięgają po książki dotyczące savoir-vivre'u, dress code'u, etykiety w biznesie i sami próbują się dokształcić. Bez tego odbrutalizowanie życia nigdy się nie wydarzy.

Polak przez wieki zawsze był kojarzony z szarmanckim podejściem do kobiet, podejściem pełnym szacunku. Czy coś nam zostało jeszcze z naszych dziadków?

Pamięć o tym i możliwość powrotu do tej tradycji - to nam zostało... Mimo wszystko sądzę, że panie w Polsce wciąż mogą liczyć na coś więcej ze strony mężczyzn niż na przykład na Zachodzie.

Pocałunek w dłoń wciąż budzi na Zachodzie zdziwienie?

Tu opinie są sprzeczne. Z jednej strony powiada się, że w Europie to właśnie Polacy słyną z takiej galanterii wobec pań, z drugiej - za mistrza tego gestu uznaje się Jacquesa Chiraca, byłego francuskiego prezydenta. Idea równouprawnień i zwiększająca się w ostatnich latach obecność pań w życiu zawodowym na pewno przyczyniła się do zanikania tego gestu w codziennym życiu. Niedawno jednak coś mnie na tym polu zaskoczyło. Podczas spotkania z uczniami szkoły średniej zapytałem siedemnastoletnie licealistki, czy chciałyby, żeby panowie całowali kobiety w dłoń, czy też są temu przeciwne. 80 procent z nich odpowiedziało, że ten gest bardzo im się podoba.

A co z równouprawnieniem? Kobiety są tu bardzo wyczulone. Biorąc to pod uwagę, powinniśmy zatem przepuszczać je w drzwiach? Otwierać drzwi? Bo przecież jak równouprawnienie to równouprawnienie...

W odpowiedzi na równouprawnienie wykształcił kod zachowań określany jako etykieta w biznesie. W przeciwieństwie do savoir-vivre'u, w życiu zawodowym płeć czy wiek nie odgrywają głównej roli. Pomimo, że sekretarka jest kobietą, a prezes mężczyzną, to on będzie miał pierwszeństwo przed nią. To kobieta ustąpi pierwszeństwa mężczyźnie, również w drzwiach, bo hierarchia zawodowa bezlitośnie tego wymaga. W pracy liczy się profesjonalizm. Jeśli chodzi o nasze życie prywatne, namawiałbym panie, żeby szarmanckie męskie gesty odczytywać nie jako próbę pokazywania wyższości i dominacji, tylko zwyczajną uprzejmość i troskę. Nie wyrzekałbym się z łatwością czegoś, co należy do naszej tradycji i jest tak bardzo polskie. Zrezygnowałbym natomiast z całowania w dłoń, ponieważ czasem może to być kłopotliwe. Zarezerwowałbym ten gest dla kobiet dla nas wyjątkowych - dla mamy, żony, babci. I trzeba pamiętać, że nie należy całować pań w dłoń „pod chmurką”.

Dlaczego nie powinniśmy całować „pod chmurką”?

Ta zasada obowiązuje od dawien dawna, ale przyznam, nie mogłem się doszukać jej pochodzenia. Mówi ona, że całuje się kobiety w dłoń wyłącznie w zamkniętych pomieszczeniach, ewentualnie na przyjęciach koktajlowych. Ale nigdy gdzieś na ulicy czy na przystanku.

Czy w obecnych czasach opanowanie przez nas zasad savoir-vivre'u może pomóc w zdobyciu serca kobiety?

Oczywiście, ale nie tylko w tych sprawach może się ta wiedza okazać pomocna. Przychylniejszym okiem będzie na nas patrzył także szef czy znajomi. Dobre wychowanie sprawdza się zawsze. Tym bardziej, że dziś każdy próbuje zaistnieć jako indywidualista, co przybiera czasem skrajne formy, z łamaniem norm współżycia społecznego włącznie. I na tym tle wyobraźmy sobie kogoś, kto po prostu jest grzeczny i potrafi się dobrze zachować. Potrafi zamilknąć w odpowiedniej sytuacji, potrafi się wycofać…Wszyscy przecież chętniej przebywamy w towarzystwie ludzi, których da się lubić. Jeśli zaś chodzi o relacje damsko-męskie, weźmy choćby taki przykład: mężczyzna w fazie poznawania się, pierwszych randek, urządza kobiecie jakąś scenę, na przykład zazdrości. Co ta kobieta sobie o nim wtedy pomyśli?

No właśnie. Młody człowiek idzie na pierwszą randkę. Czego nigdy, przenigdy na tej pierwszej randce nie powinien zrobić?

Przed wszystkim nie powinien być zbyt nachalny. Spotkanie z kimś powinno służyć temu, żeby się poznać, żeby się po prostu polubić. Powinniśmy być ciekawi tej drugiej osoby. Sprowadzanie randki wyłącznie do cielesności, byłoby gafą i szalonym błędem. Chyba, że seks jest celem spotkania. Ale to co innego. W innym przypadku powinniśmy wbić się w garnitur poprawności, czyli przestrzegać zasad związanych z rozmową - nie rozmawiać na tematy, które są niedopuszczalne w takich sytuacjach.

Czyli?

O polityce, pieniądzach, religii czy chorobach. Nie powinniśmy również pytać o ewentualne poprzednie związki. Najlepiej w ogóle unikać wszelkich pytań naruszających granice naszej prywatności. Do tego zalecałbym przestrzeganie zasad zachowania przy stole, jeśli umawiamy się ze swoją wybranką na kolację w lokalu. No i ja nie przynosiłbym kwiatów…

Jak to? Dlaczego?

Bo z tym zawsze jest kłopot. Dziewczyna, jeśli spotykamy się w lokalu, musi się o nie martwić, kelner musi przynosić wazon. Jak go w restauracji nie dostaniemy, to nie wiadomo, gdzie te kwiatki położyć. Trzeba je nosić, pamiętać o nich. Chciałbym przy okazji odradzić kino jako miejsce na pierwszą randkę, bo tam nie pogadamy. Słyszałem też o randkach na… basenie. To już w ogóle jest ekstrawagancja.

No dobrze, przypuśćmy, że pierwszą randkę mamy już za sobą. A nawet kilka, kilkanaście kolejnych. I wreszcie może nadejść ten stresujący moment, w którym poznajemy rodziców partnera, zostajemy zaproszeni na zapoznawczą kolację. Z pewnością będziemy wnikliwie lustrowani. Jak się zachować, żeby nie zaliczyć jakiejś gafy i nie być skreślonym w oczach rodziców naszej wybranki?

To, że udało nam się zdobyć serce ich córki to dopiero początek. Nie ma co osiadać na laurach. Teraz jeszcze trzeba zdobyć ich względy. Przede wszystkim pozwólmy przyszłym teściom rozdawać karty. Pozwólmy poprowadzić się do stołu, zajmijmy wskazane miejsce, pozwólmy się obsłużyć (w końcu jesteśmy gośćmi), więcej słuchajmy, mniej mówmy. W trakcie rozmowy przy stole nie powinniśmy poruszać kontrowersyjnych tematów, wygłaszać skrajnych poglądów, nawet żartem, bo to może wywołać u tej drugiej strony konsternację. Nawet, jeśli usłyszymy pytania, które nas irytują (kiedy ślub, kiedy dzieci), odpowiedzmy z uśmiechem i bez złośliwości. Nie chwalmy zanadto przygotowanych przez przyszłą teściową potraw, bo mogłoby to zostać odebrane jako fałszywe. Dobrze byłoby przesłać kwiaty naszej przyszłej teściowej jeszcze przed tym spotkaniem, ewentualnie zabrać je ze sobą. Jeśli będziemy się trzymać tych kilku zasad, to wszystko powinno pójść gładko.

*Wojciech S. Wocław - zawodowy konferansjer. Występował w 10 krajach na 4 kontynentach. Od kilku lat popularyzuje w mediach i w ramach autorskich szkoleń zasady savoir-vivre'u, etykiety w biznesie, dress code'u i sztuki wystąpień publicznych.