MARTA NOWIK: Kiedy obserwuję ludzi na naszych ulicach, wydaje mi się, że więcej mężczyzn niż kobiet boryka się z otyłością. Czy to możliwe?

ZUZANNA BARANIAK: Tak właśnie jest. Problem ten dotyka częściej panów. Podczas gdy z nadwagą i otyłością boryka się 42 proc. kobiet, to w przypadku mężczyzn jest to aż 61 proc.! Warto podkreślić, że od 1980 roku na całym świecie ponad dwukrotnie zwiększyła się liczba osób z otyłością.

Mam też wrażenie, że nadal pokutuje myślenie, że osoba „dobrze zbudowana” jest silniejsza, zdrowsza.

Niestety, to jest mylne przekonanie. Żyjemy w czasach, kiedy większość ludzi mieszka w krajach, gdzie nadwaga i otyłość zabija częściej niż głód. Polska wcale nie odstaje od światowych niechlubnych liderów. Według danych CBOS nieprawidłowa masa ciała dotyczy aż 51 proc. Polaków.

Dlaczego mężczyźni częściej mają nadmierną masę ciała?

Popełniają podstawowy błąd – jedzą mało posiłków, za to ogromne porcje. Choć nie ma żadnych mocnych dowodów na to, że spożywanie pięciu posiłków dziennie jest lepsze niż jedzenie dwóch, to zdecydowanie dużo łatwiej jest nam funkcjonować, gdy nie jesteśmy „na głodzie”. A właśnie mężczyźni często ograniczają się do dwóch posiłków - śniadania i dużej kolacji. Podczas pobytu w pracy towarzyszy im adrenalina, stres i nerwy, które tłumią uczucie głodu, aż do czasu powrotu do domu. Dopiero wówczas relaksują się, rozluźniają i… sięgają po przyjemności, czyli najczęściej produkty łatwo dostępne i bardzo kaloryczne. Przynosi to szybkie ukojenie głodu, a także uczucie satysfakcji. Niestety, przyczynia się także od utraty kontroli nad ilością spożywanych kalorii oraz do zaniedbywania kwestii związanych z jakością posiłków.

Ma być szybko, dużo i smacznie...

Tak. Kwestie zdrowotne często nie są w ogóle brane pod uwagę.

Co trafia na talerz przeciętnego Polaka?

Mięso. Ono wydaje się być bardzo męskim produktem. Zaś grillowanie to ulubiony, męski sposób przygotowywania posiłków, a wiadomo że najlepiej grillować karkówkę, kiełbaski czy burgery. Co ciekawe, panowie, którzy decydują się przejść na jakakolwiek dietę, często wybierają taką z dużą ilością białka.

To chyba dobrze?

Białko jest niezbędnym składnikiem budulcowym. Jego zadaniem jest budowanie mięśni i tkanek. Wszystkie diety kulturystyczne obfitują w niebotyczne ilości białek, tymczasem zdarza się, że organizm nie jest w stanie przerobić tego na mięśnie i odkłada w postaci… tłuszczu. Szczególnie, jeśli przy tak dużej ilości białka w diecie gdzieś „umyka” zwiększona aktywność fizyczna. Nie jest prawdą, że od białka nie można przytyć – każdy składnik diety spożywany w nadmiarze będzie przyczyniał się do wzrostu masy ciała. I niekoniecznie będzie to masa mięśniowa.

Wydaje mi się, że panowie lubią także wszelkie suplementy diety i odżywki, które mają pomóc w osiągnięciu wymarzonej sylwetki.

Tak bywa. A trzeba wiedzieć, że suplementy diety w proszku są tak naprawdę cudownym wynalazkiem dla osób, które nie są w stanie dostarczyć do organizmu niezbędnych ilości składników odżywczych. Czyli dla sportowców, ludzi chorych czy też osób starszych, u których apetyt już nie dopisuje. Natomiast w pozostałych przypadkach jesteśmy w stanie tak zbilansować dietę, by wszystkie składniki pokarmowe dostarczać wraz z prawdziwym pożywieniem. Wyjątkiem jest witamina D, którą należy suplementować od października do marca.

Czy przyjmowanie „na wyrost” suplementów diety może zaszkodzić?

Tak. Łatwo utracić kontrolę nad spożywaną ilością kalorii oraz zbilansowaniem diety. Dotyczy to szczególnie białka, o którym już wspomniałam.

Mężczyzna, który lubi pobiegać lub ćwiczy na siłowni, ma pretekst, by sięgnąć po suplementy diety z białkiem…

Warto rozwiać wątpliwości: chodzenie trzy razy w tygodniu na siłownię czy godzinka biegu dziennie nie oznacza, że jest się sportowcem, tylko to że dostarcza się niezbędną dawkę ruchu. Po suplementy można sięgnąć wówczas, kiedy aktywność fizyczna będzie bardzo intensywna i nastawiona na rywalizację, np. start w zawodach sportowych.

O czym jeszcze powinni pamiętać panowie, którym zależy na byciu szczupłym?

Powinni wiedzieć, że to, co pojawia się na talerzu, to jedno, ale warto zwrócić też uwagę na odpowiednie nawadnianie organizmu. Wiele niepotrzebnych i zdradliwych kalorii kryje się w napojach i sokach. Może się wydawać, że sok owocowy to samo zdrowie, ale jest to też duża dawka cukru i sporo kalorii, a niestety mało błonnika. Dlatego do ugaszenia pragnienia najlepiej używać wody niegazowanej, średniozmineralizowanej.

Słyszałam nieraz, jak mężczyźni tłumaczyli wybór konkretnego dania zamiast sałatki, mówiąc, że warzywa są tylko dla królików…

Tak, wielu unika spożywania warzyw, ponieważ uważają, że mężczyźni nie muszą ich jeść. Panowie dużo rzadziej niż kobiety cierpią na zaparcia, przez to mają mniejszą motywację, by sięgać po warzywa. W efekcie pozbawiają się źródła witamin i błonnika.

Podobno najlepszymi szefami kuchni są mężczyźni?

W codziennym życiu raczej tego nie widać. Wielu z nich nie gotuje albo potrafi przygotować tylko kilka podstawowych dań. Męskie spotkania towarzyskie zwykle odbywają się na mieście, przy piwie lub czymś mocniejszym. W domu wieczorem też dobrze jest rozluźnić się przy butelce czegoś chmielowego lub szklaneczce whiskey. Skutkiem tego nawyku są nadprogramowo przyjmowane kalorie, pochodzące nie tylko z samego alkoholu, ale też przekąsek. Alkohol jest aperitifem, czyli pobudza apetyt, warto zostawić go więc na specjalne okazje.

Mgr Zuzanna Baraniak – dietetyk. Związana z Instytutem Mikroekologii w Poznaniu. Absolwentka dietetyki UM w Poznaniu. Ukończyła kursy i szkolenia głównie w tematyce mikrobioty, dietoterapii w chorobach alergicznych i nadwrażliwościach pokarmowych.