Troć wędrowna, wbrew obiegowej opinii, bardzo różni się od pstrąga potokowego. To ryba anadromiczna (żyjąca w morzu i rzekach), a do rzek wstępuje jedynie w celu dobycia tarła. Jej żerowanie oraz zachowanie jest nieco odmienne od typowych gatunków potokowych, co przekłada się na przygotowania do połowu. Mimo to niezliczone rzesze wędkarzy próbuje swojego szczęścia nad owianymi dobrą sławą rzekami: Parsętą, Łebą, czy Słupią.

Troć – ryba nieodgadniona
Trocie, tak samo jak pstrągi potokowe, to drapieżniki. Są jednak rybami wędrownymi, a w celu dobycia tarła przemierzają niejednokrotnie kilkadziesiąt kilometrów, gdy np. bardziej osiadłe pstrągi tylko kilka.

W Polsce najbardziej popularne jest łowienie troci potarłowych, czyli tak zwanych keltów – ryb spływających do morza. Jest to uzasadnione, ponieważ ryby w okresie godowym zaprzestają żerowania, natomiast po tarle żerują nieco intensywniej. Wydaje się więc, że wygłodniałe, zmęczone trocie można w łatwy sposób przechytrzyć – mówi Remigiusz Kopiej, wędkarz i właściciel sklepu internetowego Corona-Fishing.pl z ręcznie produkowanymi przynętami dla spinningistów.

Jednak nic bardziej mylnego. Troć to ryba zagadkowa i niezbadana, co więcej, nie ma reguły określającej charakterystykę miejsca, w którym przebywa. Równie często, co we wszelkich podwodnych kryjówkach, takich jak większe skały i zwalone drzewa, kelt przebywa na zakrętach i załamaniach, gdzie nurt jest bardzo mocny. Oprócz szczęścia, czyli znalezienia się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, kluczowe mogą okazać się ekwipunek, szczególnie przynęty i inne okoliczności – uzupełnia Remigiusz Kopiej.

Szczęście, szczęście i jeszcze raz… przynęty
Są teorie, które mówią, że przynęta w łowieniu troci nie ma większego znaczenia. Trzeba dodać, że typowych wabików trociowych po postu nie ma. Istnieją jednak woblery i blaszki, które zostały wyprodukowane w oparciu o doświadczenie najbardziej zapalonych pomorskich wędkarzy.

Rzesze wędkarzy przyznają, że na trocie najbardziej skuteczne są stare, pokoleniowo sprawdzane wzory przynęt „hand-made”. Charakteryzują się specyficzną, agresywną pracą, dzięki czemu pozwalają w odpowiedni sposób zaprezentować się i zwabić rybę. Ponadto przynęty pomorskich rękodzielników umożliwiają przede wszystkim dotrzeć do stanowisk tej ryby, co w przypadku troci wydaje się najważniejsze. Przynęta powinna docierać do dna, jednak w zapasie powinniśmy mieć zarówno lżejsze wahadłówki (12-14 g) do obławiania płytkich i wolno płynących odcinków rzeki. Równie dobre, a może nawet lepsze, są ciężkie obrotówki, a przede wszystkim agresywne, jaskrawe woblery. Te ostatnie powinny pracować równie skutecznie z prądem, jak i pod prąd – dodaje Remigiusz Kopiej.

Oprócz przynęt istotne są także kij i kołowrotek. Muszą one być po prostu niezawodne w trudnych warunkach atmosferycznych. Należy wziąć też pod uwagę możliwość złowienia zimowego srebrniaka, który jest o wiele silniejszy niż kelt.

Materiały Prasowe

Okoliczności sprzyjają najlepszym
W połowie troci poleca się obławiać każdy metr wody, rzucać przynętę pod przeciwny brzeg i bardzo wolno prowadzić wabik do siebie, pozwalając mu od czasu do czasu poddać się nurtowi. Brania keltów są bardzo delikatne, ledwie wyczuwalne, więc trzeba stale być skoncentrowanym. Trocie ponoć intensywniej żerują, gdy ciśnienie spada (np. w czasie burzy).

Połowy łososiowatych ryb to najprawdopodobniej jedna z najlepszych form wędkarstwa. Wykorzystanie porad i wypracowanie własnej metody połowu troci da efekt w postaci złowienia „kropkowanych duchów”. Żeby wyprawa na Pomorze wzbudzała najwspanialsze wspomnienia, pamiętajmy, aby zwrócić życie każdemu keltowi, srebrniakowi, czy smoltowi.