Słowo Karezza pochodzi z języka włoskiego i znaczy tyle co „pieszczoty”. Ta wysublimowana sztuka miłości jest formą delikatnego, czułego współżycia koncentrującego się na jak najdłuższym utrzymaniu partnera w stanie podniecenia. Miłośnicy tej techniki odsuwają orgazm na dalszy plan i zapewniają, że nie on jest najważniejszy.

Huffington Post cytuje słowa 51-letniego Matta Cooka, który od lat praktykuje Karrezę ze swoją małżonką. Jego zdaniem ten rodzaj współżycia przyczynił się do poprawy życia seksualnego oraz wzmocnił jego relacje z żoną. Mężczyzna twierdzi, że to coś znacznie głębszego niż konwencjonalny seks.

Istotą tej techniki jest skoncentrowanie na pieszczotach oraz jak najdłuższe powstrzymywanie się od orgazmu. Mężczyzna unika szybkich ruchów frykcyjnych i podobnie jak kobieta, stara się kontrolować podniecenie. Karezza mylona jest ze stosunkiem przerywanym, jednak znacznie się od niego różni. W pierwszym przypadku nie chodzi o wytrysk poza pochwą partnerki, a o "powstrzymywanie" orgazmu. Nie ma to nic wspólnego z antykoncepcją.

Opanowanie tej techniki przez kochanków gwarantuje długie i niezwykle namiętne noce.

Wydawać by się mogło, że ta praktyka nie przypadnie panom do gustu. Wbrew stereotypowemu myśleniu na temat mężczyzn i ich podejścia do seksu, to właśnie oni stają się wielbicielami Karezzy - zwłaszcza ci, będący od wielu lat w stałym związku.