W wielu krajach przez lata prowadzono prace nad latającymi bazami dla samolotów, które w każdej chwili mogłyby uwalniać niewielkie myśliwce. Największe sukcesy odnosili Amerykanie, którzy już w latach 30. XX w. jako lotniskowce powietrzne testowali sterowce USS Akron i USS Macon.

Z ich pokładów miały być wypuszczane samoloty F9C Sparrowhawk. Planu nie udało się jednak zrealizować. Nie powiodły się także próby z samolotami typu XF-85 Gremlin, których dokowanie było niemożliwe nawet przy idealnych warunkach pogodowych.

Prace nad powietrznymi lotniskowcami Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych ponowiły w 1973 r. wykorzystując Boeinga 747-400. Plan zakładał usunięcie wewnętrznego wyposażenia z ogromnego odrzutowca i podzielenie powstałej przestrzeni na dwie części, z których jedna byłaby hangarem, a druga służyła do startu i lądowania. Jedyną przeszkodą była szerokość ograniczona do 5,18 m. Boeing poradził sobie także z tym i opracował projekty pięciu mikromyśliwców.

Na pokład zmodyfikowanego 747 mieściłoby się 10 bardzo lekkich samolotów. Z pokładu kolosa mogły być uwalniane 2 maszyny jednocześnie - w 80. sek. odstępach. Wyzwaniem dla konstruktorów było jednak dokowanie samolotów. Opracowany manewr przypominał tankowanie w powietrzu. Myśliwiec musiał zbliżyć się do 747 na odpowiednią odległość, po czym pochwycony przez wysięgnik, wciągany był na pokład - informuje Interia.pl

Zgodnie z planem Boeingi 747 miały latać w eskadrach składających się z 10 maszyn, a każda z nich zawierałaby po 10 mikromyśliwców. Mimo że pod względem technologicznym projekt był możliwy do zrealizowania, to powietrzny lotniskowiec nigdy nie został zbudowany.

Koncepcja latających lotniskowców została uznana za zbyt ryzykowną i kosztowną, więc amerykański koncern postanowił pozostać przy tradycyjnych lotniskach i lotniskowcach pływających.