Muzułmanie, którzy są najliczniejszą mniejszością religijną na Zachodzie, współistnieją z nami od wieków. W wielu krajach Europy – Kosowie, Macedonii, Bośni i Hercegowinie – stanowią znaczny odsetek mieszkańców. Ich obecność to niezwykle ważny temat społeczny, bo Europa nie radzi sobie z ich asymilacją. Nie brakuje nawet głosów, że koncepcja wielokulturowości się nie sprawdziła, a islam nigdy nie będzie pasował do cywilizacji europejskiej. Na Starym Kontynencie (nie uwzględniając Turcji) żyje co najmniej 55 milionów muzułmanów, a prognozy mówią, że za kilka dekad islam stanie się dominującą religią Europy.


>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>


W wyrosłych na chrześcijaństwie armiach europejskich oraz armii amerykańskiej obecność muzułmanów jest kontrowersyjna. Tym bardziej że nie brakuje opinii, iż Zachódpozostaje w konflikcie z cywilizacją muzułmańską, czego emanacją są wojny w Iraku oraz Afganistanie, ostra rywalizacja z promującym islam Iranem, a także wspieranie Izraela, który dla wielu muzułmanów (nawet tych umiarkowanych) jest wrogiem i powinien zniknąć z mapy świata.

WOJSKOWE MECZETY

Bogate, choć nie zawsze chlubne, doświadczenia z mniejszościami religijnymi, narodowymi i etnicznymi mają Stany Zjednoczone. Szacuje się, że w amerykańskich siłach zbrojnych mniej niż jeden procent żołnierzy to muzułmanie (według innych źródeł to dziesiąta część procenta). Chociaż szczególnie się nie wyróżniają (negatywnie lub pozytywnie), wszelkie incydenty z ich udziałem są nagłaśniane przez media. Jako przykład może posłużyć szaleńczy atak majora Nidala Hasana, który w 2009 roku zabił w Fort Hood trzynaście przypadkowych osób. Starano się wskazać na inne niż religijne motywy jego działania, aby nie podgrzewać atmosfery i nie utrudniać muzułmanom służby. Zdaniem ekspertów, takie incydenty to jednak pojedyncze przypadki.

Rzadko też toczą się dyskusje, czy muzułmańscy żołnierze powinni otrzymywać buty, które są wykonane ze świńskiej skóry, czy mogą podejmować walkę przeciwko współwyznawcom, czy mogą walczyć w czasie ramadanu. Sytuacja jest pod kontrolą, przynajmniej jeśli wierzyć matowi Nicholasowi Burgosowi, sunnicie z Navy SEALs. „Czasem ktoś nas obrazi, ale takie sprawy są na ogół załatwiane na poziomie rekrutów i szybko się je eliminuje”.

Pierwszego imama Amerykanie zatrudnili w wojsku w 1993 roku. Pięć lat później US Navy otworzyło w Norfolk w Virginii pierwszy wojskowy meczet. Zaczęto zwracać uwagę na to, aby podczas ramadanu stołówki były czynne także po zachodzie słońca. Po 2001 roku wprowadzono przy rekrutacji preferencje dla muzułmanów znających języki arabski, dari, farsi, kurdyjski czy paszto, ważnych z punktu widzenia amerykańskich operacji ekspedycyjnych.

To niejedyne elementy amerykańskiej polityki wojskowej, która nastawiona jest na zwiększenie w armii liczby muzułmanów. W 2010 roku Stany Zjednoczone pierwszy raz od 23 lat pozwoliły dwóm wyznawcom sikhizmu nosić turbany i długie brody. Powstało więcej meczetów i miejsc, w których muzułmanie mogą się modlić; dotyczy to także West Point i pozostałych uczelni wojskowych. Dla imamów znalazły się dodatkowe etaty, a dygnitarze wojskowi i polityczni biorą udział w muzułmańskich świętach. Muzułmanie mogą liczyć na więcej czasu wolnego i zwolnienie z części ćwiczeń fizycznych w czasie postu. Niektórych wykorzystuje się też do rekrutowania do sił zbrojnych współwyznawców.

KRUCHY SPOKÓJ

Także w europejskich armiach jest coraz więcej żołnierzy spod znaku półksiężyca. W niemieckiej Bundeswehrze służy około tysiąca muzułmanów, w tym kilka kobiet. Gdy ich liczba wzrośnie do półtora tysiąca, armia będzie musiała zatrudnić imama. Wprowadzono już posiłki bez wieprzowiny i zorganizowano miejsca do modlitw. Dba się o to, by rekrutacja nie odbywała się w czasie ramadanu.

Nie wiadomo, ilu wyznawców Mahometa służy we Francji, bo tamtejsze prawo zakazuje klasyfikowania ludzi pod względem religii. Niektóre szacunki mówią, że nawet 15–20 procent żołnierzy to muzułmanie. Wojsko chce zmniejszyć liczbę kapelanów katolickich (jest ich 141), aby zatrudnić więcej imamów (jest 30, a w ciągu pięciu lat ma ich być do 38). Chociaż nie ma doniesień o nielojalności francuskich muzułmanów, w listopadzie 2005 roku, gdy doszło do zamieszek w dzielnicach przez nich zamieszkałych, postanowiono nie używać wojska do tłumienia protestów.

Mniejsza lub większa asymilacja przybyszów spoza naszego kręgu kulturowego rodzi czasem problemy. W 2006 roku trzech muzułmańskich rekrutów w katolickiej Austrii odmówiło złożenia przysięgi na flagę tego państwa. Żeby uniknąć dalszych problemów, żołnierzy nie ukarano. Niesmak jednak pozostał, tym bardziej że oficerowie żalili się, iż muzułmanie – stanowiący około 3,5 procent austriackiego wojska (dwa stanowiska

imamów) – są mniej efektywni od przedstawicieli innych religii, ponieważ muszą modlić się pięć razy dziennie. Niektórzy na modłach spędzają nawet cały dzień, co odbija się na ich służbie.

Z problemem imamów od dłuższego czasu borykają się siły zbrojne Holandii, zatrudniające 50 pastorów protestanckich, 40 duchownych katolickich, dwóch hinduistycznych i dwóch rabinów oraz dwóch, których określa się mianem „reprezentantów humanistycznych”. Po długich dyskusjach i pięciu latach poszukiwań zatrudniono dwóch imamów. Emocje nie stygną, ponieważ młodzi duchowni – Ali Eddaoudi z Maroka oraz Souad Aydin z Arabii Saudyjskiej – budzą kontrowersje. Premiera Jana Petera Balkenendego określa się mianem „chrześcijanina i hipokryty”. Twierdzi on, że trwa wojna islamu z chrześcijaństwem, a talibowie to dumni ludzie, którzy sprawią, iż „więcej holenderskich żołnierzy powróci do kraju w plastikowych workach”. Po takich wypowiedziach trudno się dziwić narastającej niechęci Holendrów do imigrantów.

Spokój i harmonia są pozorne, czego przykład stanowią wydarzenia po śmierci kaprala Jabrona Hashmiego (lipiec 2006 roku) – jednego z grupy nieco ponad trzystu praktykujących żołnierzy muzułmanów w brytyjskim wojsku i pierwszego brytyjskiego muzułmanina, który zginął na wojnie z terroryzmem. Istniały obawy, że dojdzie do protestów, a także zakwestionowania lojalności wyznawców Mahometa wobec Wielkiej Brytanii. Według 57 procent ankietowanych brytyjskich muzułmanów (w 2001 roku) wojna z Afganistanem jest skierowana przeciwko islamowi. Chociaż większość doceniła poświęcenie żołnierza, nie brakowało głosów, że Hashmi to kolaborant, zdrajca sprawy islamu i opłacany niewierny.

Holenderski wywiad ostrzega, że coraz więcej wojskowych sympatyzuje z kręgami radykalnymi. Podobne doniesienia docierają z Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Czy na naszych oczach rośnie muzułmańska piąta kolumna, doskonale znająca europejskie zwyczaje, ale trudna do zidentyfikowania i zneutralizowania?