JAK DO POŻARU

Kiedy tylko wymaga tego sytuacja, trzyosobowa drużyna Wydziału Badań Psychofizjologicznych (WBP) ŻW gotowa jest do akcji. Poza szefem wydziału podpułkownikiem Piotrem Sukiennikiem, który bierze udział w badaniach wariograficznych, w pogotowiu są specjalista major Krzysztof Stefański oraz pracownik wojska podpułkownik rezerwy Jarosław Pilski. Szef WBP zwraca uwagę na wyjątkowość wydziału. „Każdy z nas kiedyś był oficerem dochodzeniowo-śledczym prowadzącym sprawy karne. Dla żandarmerii stanowimy jedyne zaplecze wariograficzne na cały kraj. Jeśli gdzieś jesteśmy potrzebni, pakujemy się, bierzemy walizkę i jedziemy”.

W tym roku już 27 razy byli w terenie, w tym raz za granicą. „Zostaliśmy wezwani do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia w Afganistanie”, mówi major Stefański. „Szczegółów nie zdradzę, sprawa jest w toku, stąd nasza wstrzemięźliwość”. Jak twierdzą specjaliści wydziału, często zdarza się tak, że już na samą wieść o kolejnej wizycie WBP w jednostce w cudowny sposób odnajduje się skradziony sprzęt. Rzadsze są w ich pracy, choć się zdarzają, tak zwane strzały stuprocentowe, gdy żołnierz przyznaje się do winy podczas prowadzonego badania.

Zanim specjaliści przystąpią do działania, muszą dokładnie poznać konkretną sytuację. Jednostka zainteresowana wysyła wniosek o możliwość przeprowadzenia badania i sporządzenia ekspertyzy wariograficznej. WBP prosi o akta sprawy karnej, które są analizowane pod kątem precyzyjnego przygotowania testów. Gotowe zestawy pytań przekazuje się następnie do wnioskodawcy i wspólnie z nim omawia. Po konsultacjach i ewentualnej weryfikacji można przejść do badań.

Obecnie w Polsce wykrywaczy kłamstw w postępowaniach karnych używają Policja i Żandarmeria Wojskowa. Coraz częściej sięgają też po nie inne firmy. Na przykład w Straży Granicznej są one wykorzystywane w czasie rekrutacji chętnych do pracy.

Co jest w środku machiny przyprawiającej niektórych żołnierzy o gęsią skórkę? Mimo że kiedyś powszechnie używano maszyn pisakowych z taśmami papierowymi, jak w modelu Diplomat 2, a obecnie laptopów z odpowiednim oprogramowaniem, zasada ich działania jest nadal podobna. Urządzenie za pomocą czujników odbiera bodźce psychofizjologiczne badanego i je zapisuje.

Elastyczne rury zakładane na korpus człowieka to pneumografy. Odpowiadają za informacje związane z oddechem. Opięte na klatce piersiowej i brzuchu, stanowią co prawda dwa odrębne elementy, ale tworzą jeden czujnik oddechowy. W poręczach fotela, siedzisku i pod stopami znajdują się czujniki ruchu. Jeżeli w trakcie badania mięśnie napinają się i drgają, nie umknie to wariografowi. Specjalny mankiet zakładany na ramię monitoruje ciśnienie i tętno krwi. Na palcu umieszcza się dwie elektrody, które przekazują informacje o elektrycznym oporze skóry.

„Dodatkowo stosujemy pletysmograf”, tłumaczy podpułkownik rezerwy Jarosław Pilski. „To niewielki plastikowy kapturek zakładany na palec, w którym wiązka światła czerwonego emitowanego przez urządzenie przenika komórki i bada, jak intensywnie przebiega różnicowanie poziomu ukrwienia ciała pod wpływem emocji”.

CZARÓW NIE MA

Podłączone do specjalnego interfejsu czujniki zbierają sygnały, które są prezentowane w formie wielopoziomowego kolorowego wykresu. W wariografie starszej generacji graficzny wynik badania jest nanoszony kolorowym tuszem przez pisaki na długą papierową taśmę, której zwoje opadają na podłogę. Wariograf komputerowy rejestruje wyniki bezpośrednio na twardym dysku. Ich zapis widoczny jest wyłącznie dla badającego.

„Żadnych czarów w tym urządzeniu nie ma, w pudełku nie mieszka diabeł”, mówi podpułkownik Sukiennik.

Specjaliści z WBP twierdzą, że oba rodzaje urządzenia, w wersji „pisakowej” i „komputerowej”, mają wady i zalety. Starsze modele w trakcie pracy oddziałują mocniej na wyobraźnię i psychikę badanego, co może spowodować, że szybciej ujawnione zostaną okoliczności zdarzenia. Za to wariograf cyfrowy daje o wiele większe możliwości analityczne.
   

   
WIEM, KIEDY KŁAMIESZ

Załóżmy, że w jednostce skradziono karabin i skrzynkę amunicji. Tradycyjne dochodzenie nie doprowadziło do schwytania sprawcy. Wówczas nieodzowne okazuje się badanie wariograficzne. Spośród podejrzanych stu osób być może uda się wyłonić te, które mają związek z popełnionym przestępstwem.

„Standardowe przesłuchanie jest procesem złożonym i długotrwałym. Jeżeli ułożymy właściwe testy do takiego zdarzenia, szybko dowiemy się, kto z podejrzanych ma z nim związek. Jeśli wykluczymy 80 osób i pozostawimy do weryfikacji 20, to dla tej grupy przygotowywane zostaną kolejne, bardziej precyzyjne testy, które pomogą ujawnić faktycznego przestępcę”, major Stefański, na ile może, ujawnia metodykę badań.

Przed samą próbą delikwentowi zostaje przedstawiony zestaw pytań. „To, że żołnierz zna pytania przed testem, nie oznacza, że nie może go oblać”, twierdzi podpułkownik Sukiennik.

Wyobraźmy sobie, że doszło do zabójstwa, a ciało zostało ukryte. Podejrzanemu można przedstawić fragment mapy z obszarem poszukiwania zakopanych zwłok. Najpierw pokazuje mu się pewien spory teren i sprawdza jego reakcje. Jeśli uzyska się poszukiwany wynik, to następnie wybrany rejon jest dzielony na mniejsze sektory. Na mapie powinien zostać ujawniony niewielki teren poszukiwań, w którym z dużą dozą prawdopodobieństwa można znaleźć ukryte ciało.

Podobnie jest z testami werbalnymi. Pytania się stopniuje: czy badany był w tej okolicy, a jeśli tak, to kiedy, czy zabił, jak lub czym?

Badaniom wariograficznym nie można poddawać osób z wadami serca, zaburzeniami psychicznymi oraz będących pod wpływem silnych leków psychotropowych, bo istnieje ryzyko, że dojdzie do zafałszowania wyników. Nie bada się też kobiet w ciąży oraz osób, o których wiemy, że może to zaszkodzić ich zdrowiu.

TEMPERATURA FAŁSZU

Eksperci od wariografii szukają wciąż nowych rozwiązań i ulepszeń urządzeń służących do badania i ujawniania prawdy. Od czterech lat z inicjatywy Wydziału Badań Psychofizjologicznych KGŻW organizowane są międzyresortowe seminaria poligraficzne służące wymianie doświadczeń oraz poszerzeniu badań wariograficznych.

W tym roku na wrześniowym zjeździe w Waplewie zaprezentowano między innymi wyniki eksperymentu prowadzonego przez WBP KGŻW oraz Zakład Techniki Podczerwieni i Termowizji Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej. Pułkownik Mariusz Kastek i doktor Henryk Polakowski z WAT oraz podpułkownik rezerwy Jarosław Pilski z WBP sprawdzali zastosowanie kamery termowizyjnej w badaniu wariograficznym jako dodatkowego czujnika wykrywania emocji związanych z mówieniem nieprawdy. „Na podstawie zmian temperatury na twarzy starali się stwierdzić, kiedy badany kłamał, a kiedy nie”, mówi podpułkownik Sukiennik. „Następnie było to porównywane z naszymi wynikami wariograficznymi. Tym sposobem w trzech przeprowadzonych próbach każdorazowo udało się trafniej wytypować osoby kłamiące”.

Ważna zgoda

Zgodnie z prawem polskim badanie wariograficzne stanowi dowód o charakterze poszlakowym.

Przeprowadzenie testów bez zgody osoby, która ma zostać im poddana, jest niemożliwe. „Kodeks postępowania karnego” stanowi, że w celu ograniczenia kręgu podejrzanych lub ustalenia wartości dowodowej ujawnionych śladów za zgodą osoby badanej biegły może również zastosować środki techniczne mające na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu tej osoby. W prawie polskim badanie wariograficzne stanowi dowód o charakterze poszlakowym; na podstawie samego wyniku z wariografu nikt nikomu nie postawi zarzutów lub go nie skaże, ale rezultat takiego badania może rzucić światło na postępowanie.

Pionierzy prawdy

W Polsce pionierami badań kryminalistycznych z użyciem wykrywacza kłamstw są wojskowe organy ścigania.

Badanie wariografem po raz pierwszy przeprowadził w 1935 roku w Portage w Wisconsin wynalazca tego urządzenia, detektyw Leonard Keeler. Skonstruowany przez niego przyrząd miał ujawniać i rejestrować fizjologiczne reakcje organizmu człowieka na otoczenie. W Polsce pionierami badań kryminalistycznych z użyciem wykrywacza kłamstw są wojskowe organy ścigania. Przełomowy był dla nich rok 1967, kiedy po wielu testach i wariograf na stałe przyjął się w wojsku. Wydział Badań Psychofizjologicznych, zajmujący się prowadzeniem i analizą badań wariograficznych, formalnie powstał w lipcu 2009 roku. Został ulokowany w Zarządzie dochodzeniowo-Śledczym KGŻW, którego szefem jest pułkownik Marek Baranowski.