Integracji rodzin żołnierzy, którzy ponieśli śmierć w wypadkach lotniczych, kibicowali generał broni pilot Andrzej Błasik z małżonką Ewą. Organizowali dla nich spotkania i w miarę możliwości pomagali w codziennym funkcjonowaniu. W 2007 roku na spotkaniu opłatkowym w Dowództwie Sił Powietrznych padł pomysł, by powołać stowarzyszenie skupiające wdowy i dzieci pilotów, którzy zginęli na służbie. „Pierwotnie chcieliśmy dołączyć do «Rodziny Wojskowej». Po namysłach doszłyśmy jednak do wniosku, że stanowimy dość specyficzną grupę”, tłumaczy odrębność organizacyjną Lidia Puchalska, prezes Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy, którzy Zginęli w Katastrofach Lotniczych „W Cieniu Orła”.

Rok po tym spotkaniu, 16 grudnia 2008 roku, odbyło się zebranie założycielskie. Powstał statut stowarzyszenia, sąd je zarejestrował, członkowie wybrali władze. 2 kwietnia 2009 roku stało się ono organizacją mającą charakter wyłącznie charytatywny. Na początku liczyło około 40 rodzin, dziś to prawie pół setki bliskich nieżyjących pilotów. „Drzwi są otwarte i członkowie każdej rodziny, która w wypadku lotniczym straciła syna, męża, ojca czy brata, są u nas mile widziani”, wyjaśnia prezes. Nazwa została wybrana nieprzypadkowo. „Orzeł jest symbolem lotnictwa. Dotychczas byłyśmy zawsze krok za naszymi mężami, gotowe rzucić wszystko, by iść za nimi w kolejne miejsce służby. Pozostaniemy okryte żałobą do końca życia. Dziś w pewnym sensie wychodzimy jednak z jej cienia, bo zaczynamy się jednoczyć”, zauważa Marzena Tobolska, wdowa po pilocie, który zginął w katastrofie lotniczej w 1998 roku. „W Cieniu Orła” skupia wdowy po żołnierzach, którzy zginęli w katastrofach samolotów: C-295M, Bryza, ale także innych, do jakich doszło w latach siedemdziesiątych i później.
Na razie nie dołączyły do nich wdowy „smoleńskie”, choć niektóre z nich integrują się poprzez udział w spotkaniach z paniami ze stowarzyszenia. „Mamy też osoby wspierające: wdowy, których mężowie, choć nie zginęli w katastrofach, to ich śmierć miała związek ze służbą wojskową w lotnictwie”, mówi wiceprezes Iwona Piłat. W 2009 roku w poczet członków honorowych przyjęci zostali państwo Błasikowie oraz
psycholog Anna Piskorz. Po tragicznej śmierci dowódcy Sił Powietrznych rolę pomocnika stowarzyszenia przejął jego następca, generał broni pilot Lech Majewski, a żona Elżbieta objęła patronat nad tą organizacją.

DZIŚ JEST LEPIEJ

Jak zaznacza Lidia Puchalska, dziś pomoc oferowana przez wojsko wdowom jest nieporównanie lepsza od tej z czasów, kiedy w 1996 roku zginął jej mąż, pilot klasy mistrzowskiej, oblatywacz. W trakcie jednego z lotów nad Pomiechówkiem miał awarię samolotu. Choć pułkownik mógł się katapultować, nie zrobił tego, bo wiedział, że wtedy samolot spadnie na zabudowania. „Wybrał mniejsze zło, według mnie zginął jak bohater”, wspomina Puchalska. „Katastrofa nie była jego winą, co potwierdziło późniejsze śledztwo. O jego śmierci dowiedziałam się z telewizji. Nie dostałam wtedy żadnej pomocy psychologicznej, byłam sama – z bólem, cierpieniem i dorastającymi dziećmi”.

Wiele wdów znalazło się w podobnej sytuacji. Osamotnione musiały szybko brać się w garść, by na nowo poukładać życie. Nie miały łatwo. „Pomoc psychologiczna dla rodzin, a zwłaszcza dla dzieci, jest niezbędna”, mówi Marzena Tobolska. „I dobrze, że dziś można na taką liczyć. Po śmierci męża zostałam sama z siedmioletnią córką. Całe szczęście, że byli ze mną moi bliscy, przyjaciele. Nie wiem, jak sama dałabym sobie radę”.
Rodziny ofiar katastrof lotniczych mogą korzystać z pomocy psychologa, szczególnie Anny Piskorz, oraz ze stypendiów dla dzieci, a także z dofinansowania kursów kwalifikacyjnych dla wdów. Panie uczestniczą w warsztatach antystresowych, na których uczą się, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. „Nie czujemy się zaniedbane przez MON”, mówi prezes Puchalska. „W każdej chwili możemy zwrócić się o pomoc i w miarę możliwości jest nam ona udzielana. Jesteśmy zapraszane na spotkania opłatkowe oraz na inne święta. Odwiedzamy jednostki wojskowe, a w tym roku zostałyśmy zaproszone na pokazy Air Show”. Do tej pory z inicjatywy generała Błasika raz w roku odbywały się turnusy terapeutyczne, w których organizacji pomagał resort obrony. Rodzinom udostępniano miejsca noclegowe, same zaś opłacały koszty dojazdu i wyżywienia. Z Dowództwem Sił Powietrznych stowarzyszenie współorganizowało obchody rocznicy mirosławieckiej katastrofy C-295M. Koncerty z tej okazji odbyły się w Poznaniu i Krakowie. Były one poświęcone lotnikom, którzy zginęli w tej konkretnej katastrofie. W tym roku w listopadzie w Katedrze Polowej Wojska Polskiego zorganizowany zostanie koncert upamiętniający wszystkich tragicznie zmarłych lotników.

DAĆ NADZIEJĘ

Wdowy wzajemnie się wspierają. „Kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy, wszystkie płakałyśmy. Połączyły nas tragedia, ból i cierpienie, ale także wspólne problemy i tematy, na które nie zawsze możemy porozmawiać z sąsiadką. Dziś potrafimy się uśmiechać i same dla siebie jesteśmy najlepszymi psychologami”, tłumaczy pani prezes. Przyjacielski, pełen wyrozumiałości uśmiech jest potrzebny, gdy do stowarzyszenia dołączają kolejni członkowie. „Jeżeli ktoś mówi wdowie, że czas leczy rany, to dla niej jest to slogan. Ale gdy ta wdowa popatrzy na nas, to uwierzy, że może znaleźć w sobie tyle siły, by sobie poradzić. Przecież my też miałyśmy małe dzieci, którym musiałyśmy zapewnić bezpieczeństwo i godne życie. Przeszłyśmy przez to samo. I choć bywało bardzo ciężko, dałyśmy radę. Teraz dajemy wiarę w lepsze jutro”.

Stowarzyszenie pomaga w codziennym życiu. Nie wszystkie kobiety potrafiły po śmierci mężów odnaleźć się w biurokracji. Często nie wiedziały, co im się należy, do czego mają prawo, borykały się też z problemami w interpretacji przepisów. Pomogły im zwłaszcza te panie, które już przeszły długą, papierkową drogę, aby na przykład uzyskać rentę rodzinną. Dziś dla członkiń jednym z priorytetów jest zmiana krzywdzących, ich zdaniem, przepisów. Nie wszystkie bowiem wdowy mają prawo do renty rodzinnej, której przyznanie zależy od wieku kobiety lub dzieci, miejsca i czasu katastrofy. „Dzieciom, jeśli się uczą, do 25. roku przysługuje renta rodzinna. Później odchodzą z domu, usamodzielniają się, a matka zostaje często bez środków do życia”, wyjaśnia Iwona Piłat. „Chcemy, aby renta należała się wszystkim wdowom bezterminowo, bez względu na wiek i stan zdrowia”. Panie dążą też do tego, by mieć prawo do dodatkowej pracy w dowolnym wymiarze, który nie spowoduje zmniejszenia albo zawieszenia renty rodzinnej przed ukończeniem 60. roku życia. „Gdyby nie nowe przepisy, obejmujące całkowitą opieką wdowy, których mężowie zginęli na misji poza granicami kraju, to może nasza praca nie nabrałaby takiego tempa”, wskazuje Lidia Puchalska. „Ale dla nas jest bardzo krzywdzące, że śmierć żołnierza, która miała miejsce na obczyźnie, jest ważniejsza od śmierci w związku ze służbą wojskową w ojczyźnie. Przecież rodziny cierpią i ubożeją tak samo”.

Sprzymierzeńcem stowarzyszenia oprócz państwa Majewskich jest posłanka Jadwiga Zakrzewska. „Zna nasze problemy. Dzięki jej zaangażowaniu otrzymaliśmy analizę prawną i wiemy, co zrobić i jak przekonać innych posłów o zasadności naszych postulatów”, przyznaje Marzena Tobolska. „Oczekujemy zmian legislacyjnych, a to, jak wiadomo, zawsze trwa”. Stowarzyszenie jest dopiero na dorobku. „Musimy nabrać sił, wzmocnić psychikę, porozwiązywać swoje problemy. Wtedy rozejrzymy się za współpracą z innymi, podobnymi organizacjami”, deklarują założycielki. Kooperacja może być cenna, bo dostarczy nowych doświadczeń i pokaże innym, jak rozwiązywać najtrudniejsze sprawy.