Inspektorat Uzbrojenia MON czeka do 19 sierpnia na zgłoszenia od firm, które są zainteresowane sprzedażą naszej armii niedużych, bezzałogowych pojazdów rozpoznawczych.

W ramach analizy rynku Inspektorat chce zebrać informacje o produktach tego typu i spełniających wstępne wymagania techniczne postawione przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

A resort wymaga, aby roboty były wyposażone w kamerę dzienno-nocną (ta ostatnia musi działać w trybie termowizyjnym lub noktowizyjnym) oraz czuły mikrofon kierunkowy. Poza tym, każdy robot musi mieć chwytak, którym będzie mógł podnieść i przetransportować przedmiot ważący ponad półtora kilograma. Robota musi napędzać silnik elektryczny.

Część wymagań technicznych Inspektorat określił jako „pożądane”, ale niewymagane. I tak wojsko chciałoby, aby operator zwiadowczego pojazdu mógł nim sterować z odległości kilometra w terenie otwartym, a w terenie zurbanizowanym z pięciuset metrów.

Podobnie jest z transmisją wideo i dźwięku z sensorów. Nasze wojsko chciałoby, aby poza monitorem zainstalowanym w pulpicie operatorskim, żołnierz obsługujący robota widział obraz z kamery również w specjalnym binokularze przymocowanym do hełmu.

MON chce kupić pięćdziesiąt zwiadowczych robotów. Pierwsze pięć miałoby trafić do armii w 2015 roku. W następnym roku weszłoby do służby kolejnych 11 sztuk. W roku 2017 wojsko miałoby dostać 14 robotów. Dostawy zakończyłyby się w roku 2018, gdy armia otrzyma 20 egzemplarzy.