W czwartek Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji, uroczyście przekaże pistolet do muzeum w Bydgoszczy. Po długich staraniach udało się go wypożyczyć na dwa lata z Muzeum Wojska w Budapeszcie.

To eksponat, o którym marzyliśmy. Prawdziwa gratka dla miłośników broni – cieszy się Łukasz Skoczek z placówki, do której trafi eksponat.

Mors ma numer 13. Broń trafiła na Węgry najprawdopodobniej z polskimi żołnierzami we wrześniu 1939 roku.

Pistolet maszynowy Mors (z łac. śmierć) zbudowali pod koniec lat 30. inżynierowie Piotr Wilniewczyc i Jan Skrzypiński. Od marca do września 1939 roku Fabryka Karabinów w Warszawie wyprodukowała 52 sztuki. Pistolet przeszedł wymagane testy i od października 1939 roku miała się rozpocząć seryjna produkcja.

Mors miał dwa języki spustowe: do prowadzenia ognia ciągłego i pojedynczego. Strzelał 9-milimetrowymi pociskami z prędkością około 500 strzałów na minutę. Nowatorskim rozwiązaniem było automatyczne zwalnianie magazynka po wystrzeleniu ostatniego naboju, teleskopowa podpórka, która ułatwiała strzelanie w pozycji leżącej, oraz możliwość szybkiej wymiany lufy w warunkach polowych.

Konstrukcję wojsko długo utrzymywało w tajemnicy. Żołnierze, którzy dostali Morsa, musieli złożyć zobowiązanie, że broń nie wpadnie w ręce wroga. Pod koniec kampanii wrześniowej wojskowi niszczyli więc pistolety lub je ukrywali. Dlatego na świecie są tylko cztery egzemplarze tej broni. W Polsce Morsa ma tylko Muzeum Wojska Polskiego, ale jest on niekompletny – nie ma oryginalnej lufy ani magazynka.