Nad dronami z napędem nuklearnym pracują naukowcy z Sandia National Labs (instytutu zajmującego się opracowywaniem technologii w dziedzinie energii i broni nuklearnych) oraz Northrup Grumman (jednego z największych koncernów zbrojeniowych na świecie).

Reaktory schładzane helem miałyby wydłużyć czas wykonywania zadań do kilkunastu miesięcy bez przerwy. Naukowcy chcą również rozwiązać problem niedostatecznej mocy potrzebnej do zasilania skomplikowanych systemów obserwacji i uzbrojenia oraz niewystarczającego zasięgu łączności – informuje wp.pl.

Bezzałogowce, które są obecnie na wyposażeniu amerykańskiej armii mogą pracować nieprzerwalnie do kilkunastu godzin, a tankowanie w powietrzu w warunkach bojowych nie jest bezpiecznym rozwiązaniem.

Korzyści wydają się być oczywiste, jednak pomysł nuklearnych dronów spotkał się z dużą krytyką. Przeciwnicy zwracają uwagę na częste awarie zautomatyzowanych maszyn, które mogą zakończyć się niekontrolowanym upadkiem na terenie wroga, a wtedy albo dojdzie do dużego wybuchu, albo nowoczesna technologia zostanie przechwycona.

Ostatecznie koncepcja nuklearnych bezzałogowców została uznana za ekstremalnie niebezpieczną, a prace nad projektem oficjalnie utajniono tłumacząc to "bezpieczeństwem narodowym" – podaje wp.pl.