Naukowcy z Stony Brook University w Nowym Yorku odkryli, że strach jest jak choroba, którą można się zarazić drogą inhalacyjną. Badania przeprowadzono w grupie debiutujących spadochroniarzy, którym uczucia strachu z pewnością nie brakowało.

    

>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>  

      
Próbki zbierano przyklejając pod pachy skoczków specjalne wkładki absorbujące pot. Próbę kontrolną stanowił natomiast pot ludzi poddanych standardowemu wysiłkowi fizycznemu.
   

W kolejnym etapie „aromaty” uzyskane z obu grup podawano do wąchania ochotnikom, po czym wykonano u nich badania rezonansem magnetycznym.
Okazało się, że „naturalny” pot w żaden sposób nie wpływał na ochotników, a pot pochodzący od skoczków wywoływał w mózgu specyficzne reakcje. Pot z feromonami strachu aktywował ciało migdałowate, które jest częścią mózgu odpowiadającą za lęk. Z badań wynika więc, że do wywołania strachu wystarczy jedynie jego zapach.
   

   
Dr Lilianne Mujicia-Parodina, nadzorująca badania, tłumaczy na łamach "Guardiana", że mają one sens, a izolując zapach strachu można zdziałać bardzo wiele dobrego. Do przykładowych korzyści zaliczyć można przygotowanie lepszych warunków treningowych dla ludzi aspirujących na stresujące stanowiska, takie jak praca pilota, lekarza, czy żołnierza
- podaje wp.pl.
   

  
Co ciekawe, badania sponsorowane były przez "US Defence Advanced Research Project Agency", która zajmuje się rozwojem technologii wojskowych. Agencja co prawda zaprzecza, jakoby „perfumy strachu” miały być wykorzystywane do celów wojskowych, ale trudno uwierzyć, że nie zwęszyli korzyści płynących z ich zastosowania.