Z austriackich wojsk lądowych zostaną wycofane pojazdy pancerne, które wprowadzono do służby w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. „Rezygnujemy z bardzo drogiego sprzętu, który jest kosztownym obciążeniem dla armii”, stwierdził minister obrony Robert Darabos 23 listopada 2011 roku na konferencji prasowej w Wiedniu. „W obliczu obecnych i przyszłych zagrożeń już go nie potrzebujemy”.

 
>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>
 

W ciągu najbliższych dwóch lat zostanie wycofanych 758 pojazdów pięciu typów (a trzy typy znikną całkowicie). Oznacza to aż 66-procentową redukcję. Sprzęt uznany za zbędny będzie w większości złomowany. Niemniej jednak niektóre pojazdy zostaną sprzedane lub wykorzystane jako części zamienne dla wozów będących wciąż w służbie.

To już drugi etap redukcji austriackiego arsenału pancernego, którego większość pochodzi z czasów zimnej wojny. Do końca 2010 roku wycofano 264 pojazdy. Wtedy całkowita redukcja dotyczyła tylko jednego typu – niszczyciela czołgów Jaguar z wyrzutnią przeciwpancernych pocisków kierowanych. Wycofanie starego uzbrojenia przyniesie oszczędności około 15 milionów euro rocznie (bieżące koszty jego utrzymania). 19 milionów euro trafi natomiast do armii ze sprzedaży jego części, ale dwa miliony trzeba będzie wydać na utylizację niepotrzebnej już amunicji.

Uczestniczący w konferencji prasowej generał porucznik Freyo Apfalter, szef Sekcji III Sztabu Generalnego, zajmującej się dostawami i zamówieniami (Bereitstellung), powiedział,
że zaoszczędzone środki zostaną wykorzystane w „innych obszarach”. Dodał, że sprzedaż wycofywanego sprzętu będzie prowadzona w ścisłej współpracy z ministerstwem spraw zagranicznych.

TRANSPORTER PIECHOCIŃCÓW

Robert Darabos zaznaczył natomiast, że redukcji towarzyszy modernizacja i jako przykład podał zakup wielozadaniowych pojazdów opancerzonych Iveco LMV. Austria w 2009 roku zamówiła 150 egzemplarzy w siedmiu różnych konfiguracjach. Pierwsze wozy dostarczono w 2011 roku: „Zainwestowaliśmy 105 milionów euro w ochronę mobilności naszych żołnierzy”, podsumował minister. W ramach zapowiedzianej przez szefa austriackiego resortu obrony redukcji całkowicie zostanie wycofanych ponad 400 gąsienicowych transporterów opancerzonych Saurer 4K 4FA. Prace nad tym pojazdem rozpoczęła wiedeńska fabryka Österreichische Saurerwerke AG tuż po odzyskaniu przez Austrię suwerenności w 1955 roku. Piętnaście lat później przedsiębiorstwo to zostało przejęte przez firmę Steyr-Daimler-Puch. Zanim to się stało, na początku lat sześćdziesiątych XX wieku jej transportery trafiły do austriackich wojsk lądowych (Bundesheer).

Pierwsza partia otrzymała oznaczenie 4K 4F. Potem wozy powstawały w dwóch odmianach: 4K 3FA i 4K 4FA, różniących się głównie mocą zamontowanego silnika (w pierwszej 230 koni mechanicznych, w drugiej o 20 więcej). Wiele źródeł podaje, że produkcję 445 Sauerów dla rodzimej armii zakończono w 1969 roku. Tyle tylko, że oficjalne materiały austriackiego resortu obrony zawierają informację o 463 wozach na początku 2007 roku. W czasach zimnej wojny ten kilkunastotonowy pojazd był podstawowym sprzętem w jednostkach piechoty zmechanizowanej Bundesheer.

Saurer, którego opancerzenie chroni przed 20-milimetrowymi pociskami, zabiera poza trzyosobową załogą siedmiu żołnierzy desantu. Jako jego uzbrojenie wybrano 20-milimetrowe działko Model 204K firmy Oerlikon Contraves Model 204K, któremu nadano lokalne oznaczenie Maschinenkanonen 66. Wysoki kąt podniesienia działka pozwalał na zwalczanie nie tylko celów naziemnych, ale też powietrznych. W gotowości do użycia było sto pocisków. Ta wersja dostała w austriackiej armii oznaczenie MK66Spz. Powstała też druga – uzbrojona w wielkokalibrowy karabin maszynowy M2 12,7 milimetra i drugi kalibru 7,62 milimetra. Nosiła ona oznaczenie MGSpz.

Na tym samym podwoziu zbudowano też wersje specjalistyczne z pięcioma kołami jezdnymi, takie jak ambulans medyczny 4K 4FA-San, w którym mogło się zmieścić dwóch rannych na noszach i czterech siedzących. Załoga tego pojazdu składała się z kierowcy i medyka. Opracowano też samobieżny moździerz kalibru 81 milimetrów, który dodatkowo uzbrojono w karabin maszynowy 7,62 milimetra. Na bazie transportera powstały jeszcze wozy dowodzenia, obserwacyjne artylerii, saperskie, a nawet gaśnicze (wyposażone w działko wodne). Ponieważ wiele Saurerów nadal jest użytkowanych w armii, ich wycofywanie potrwa
najdłużej – do końca 2013 roku.

SPRAWDZONY KIRASJER

Służbę zakończą też niszczyciele czołgów SK-105 Kürassier, które bywają też nazywane lekkimi czołgami. Firma Sauerwerke opracowała je dla austriackich sił zbrojnych w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Oficjalnie są w służbie od 1972 roku. Producent wykorzystał sprawdzone podwozie swego transportera, które zmodyfikował tak, aby spełniało nowe wymagania. Austriacy postanowili osadzić na nim wieżę podobną do użytej we francuskim lekkim czołgu AMX-13. Pociski wystrzelone z zamontowanej w niej 105-milimetrowej armaty przebijają pancerz o grubości 360–380 milimetrów. We wnętrzu wieży są zasilające ją dwa magazyny rewolwerowe (każdy z sześcioma pociskami). W sumie SK-105 ma 42 sztuki amunicji armatniej. Zastosowanie półautomatycznego ładowania pozwoliło ograniczyć załogę wozu do trzech osób.

Ochrona balistyczna samego „kirasjera” nie jest imponująca. Tak jak w przypadku Sauera, jego przedni pancerz jest odporny na ostrzał z broni kalibru 20 milimetrów, a pozostała jego część tylko z karabinów maszynowych. Na życzenie zamawiającego producenci oferowali wzmocnienie obudowy. Opracowane na potrzeby niszczyciela czołgów cięższe podwozie wykorzystano do skonstruowania dwóch pojazdów specjalistycznych – wozu zabezpieczenia technicznego (Greif Bergenpanzer 4KH7FA-SB) i czołgu saperskiego.

Armia austriacka zamówiła w sumie 285 niszczycieli czołgów tego typu, a także 38 WZT i około 20 czołgów saperskich. „Kirasjer” okazał się sukcesem eksportowym, a jego produkcję zakończono dopiero w 1998 roku. Pojazdy te kupiło kilka państw Afryki i Ameryki Południowej. Największe zamówienie złożyła Argentyna – na 112 SK-105 i osiem wozów zabezpieczenia technicznego. O popularności tej konstrukcji najlepiej świadczy to, że
Austriacy nie zamierzają „kirasjerów” złomować, lecz chcą je sprzedawać. Zachowane zostaną natomiast wszystkie pojazdy specjalistyczne skonstruowane na bazie ich podwozia.

Wojska lądowe Austrii całkowicie zrezygnują z lekkich wozów zabezpieczenia technicznego BPz M-578. Pojazdy te są wykorzystywane w batalionach rozpoznania i artylerii, które mają baterie samobieżnych haubic M-109A5. M-578 jest konstrukcją amerykańską, a jego produkcję rozpoczęto na początku lat sześćdziesiątych. Wozy te montowano na takim samym podwoziu, jakie miały samobieżne haubice – 175-milimetrowa M107 i 203-milimetrowa M110.

NA ZŁOM CZY DO SPRZEDAŻY

Austriackie siły zbrojne po zapowiedzianej redukcji będą miały o ponad połowę mniej czołgów podstawowych Leopard 2 A4 i haubic M-109. Jest to sprzęt stosunkowo nowy, więc
resort obrony liczy na to, że znajdą się na niego nabywcy za granicą. Część haubic może zostać też przeznaczona na złom po wcześniejszym wymontowaniu przydatnych elementów.

Nie przewidziano natomiast żadnego zmniejszenia liczby najnowocześniejszych w arsenale bojowych wozów piechoty Ulan i kołowych transporterów opancerzonych Pandur. Podobną decyzję podjęto w stosunku do wozów technicznych M88A1.

ZACHOWANA STRUKTURA

Zamieszczona na stronie internetowej austriackiego resortu obrony mapka z rozmieszczeniem sprzętu pancernego pokazuje, że redukcji nie będzie towarzyszyć likwidacja jednostek. Stanie się tak chociażby dlatego, że transportery Saurer nie są podstawowym wyposażeniem żadnego batalionu piechoty. Korzystano z nich we wszystkich batalionach brygad grenadierów pancernych, a z SK-105 w niektórych batalionach rozpoznania i artylerii.

Austriacy wycofują sprzęt, który stanowił nadwyżkę. W wojskach lądowych są tylko trzy bataliony rozpoznania i artylerii, z których każdy ma dwie baterie haubic. W tej sytuacji, jeśli zachowane zostaną 83 ze 193 „sto dziewiątek”, Austriacy nadal będą ich mieli sporo w zapasie. Na pewno mniejsze będą dwa bataliony pancerne. Pozostaje pytanie, czy redukcji ulegnie liczba czołgów w kompanii, czy też będą w nich po tylko dwie kompanie Leopardów.

Niezwykle interesujące jest to, że w dokumentach dotyczących redukcji sprzętu pancernego nie uwzględniono dwóch typów pojazdów. Nie wspomniano o wozach dowodzenia artylerią Rechenstellepanzer M-109 i o Dingo 2. Armia austriacka kupiła ich od 2004 roku 35 sztuk, w tym patrolowe, rozpoznania skażeń i ambulanse medyczne.