Bez wątpienia T-38 Talon firmy Northrop to synonim sukcesu. Ten amerykański ponaddźwiękowy odrzutowiec pomógł wyszkolić wiele pokoleń pilotów w Stanach Zjednoczonych (nie tylko sił powietrznych, lecz także NASA i marynarki wojennej), Niemczech, Portugalii, Turcji, Republice Korei oraz na Tajwanie. Czas jednak mija nieubłaganie – samolot oblatany został w 1959 roku i wprowadzony do służby dwa lata później. W 1972 roku zakończono jego produkcję. Średnia wieku T-38 w amerykańskich siłach powietrznych wynosi aż 44 lata, co jest zdecydowanie powyżej przeciętnej dla tego typu maszyn (około 24 lat).

  
>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>
  

WSTĘPNE PRZYMIARKI

Amerykanie, którzy zainicjowali w tym celu program T-X, chcieliby pozyskać dla swojego lotnictwa około 350 samolotów, symulatory, mieć zapewnione szkolenie pilotów i obsługi. Niektóre prognozy mówią, iż łącznie Stany Zjednoczone na przestrzeni lat mogłyby wprowadzić do służby nawet tysiąc takich maszyn. Pierwsze próby wyboru nowego odrzutowca podjęto już w 2003 roku, ale od tego czasu poczyniono niewielki postęp. T-X miał pierwotnie wejść do służby w 2020 roku, jednak katastrofa T-38C w kwietniu 2008 roku spowodowana awarią techniczną (zginęło dwóch pilotów) wymusiła przyspieszenie prac – następca Talona ma osiągnąć wstępną gotowość operacyjną na przełomie 2016 i 2017 roku. Nowe maszyny miałyby służyć przez 30–40 lat.

Kiedy można więc spodziewać się wyboru samolotu do szkolenia przyszłych pilotów zaawansowanych technologicznie odrzutowców F-22 Raptor i F-35 Lightning II?

Przedstawiciele amerykańskich sił powietrznych przyznają, że nowa maszyna jest koniecznością, ale w obliczu kryzysu finansowego nie wiadomo, czy znajdą się pieniądze na szybkie zrealizowanie programu T-X. Spekuluje się jednak, iż być może jeszcze przed końcem 2011 roku uda się przedstawić konkretne wymogi odnośnie do nowego samolotu. Wybór dostawcy mógłby nastąpić w 2012 roku.

Amerykańskie siły powietrzne nie zamierzają premiować zdolności bojowych odrzutowca – ma to być przede wszystkim maszyna szkolno-treningowa. Chociaż w procesie analizowania alternatyw i ustalania wymogów uczestniczy amerykańska marynarka wojenna, samolot nie będzie musiał być przystosowany do lądowania i startowania z lotniskowców. Istnieje prawdopodobieństwo, że US Navy otrzyma nieco inną konstrukcję, ale z taką samą awioniką i silnikiem co T-X sił powietrznych.

SZANSA HAWKA

Nowy samolot szkolno-treningowy dla US Air Force proponuje europejskie konsorcjum brytyjskiego pochodzenia BAE Systems, które połączyło swoje siły z uznaną amerykańską firmą Northrop Grumman, mogącą pochwalić się chociażby T-38. Duet oferuje sprawdzone odrzutowce Hawk Mk 128. Jak przyznał Larry Prior, jeden z wiceprezesów wykonawczych BAE Systems, maszyny byłyby montowane ze sprowadzanych z Wielkiej Brytanii komponentów. Tylko niewielką część odrzutowca wytwarzano by w Stanach Zjednoczonych. Na razie mówi się o przeniesieniu do Indianapolis, gdzie mieści się filia Rolls-Royce’a (maszyna wyposażona jest w silniki tej firmy, Turbomeca Adour 951). BAE Systems przekonuje, że produkcja amerykańskich Hawków mogłaby rozpocząć się niemal od razu.

Na obecnym etapie nie planuje się wprowadzania do nich jakichkolwiek istotnych modyfikacji. Chociaż Hawk Mk 128 jest ciekawym samolotem, to brak pełnej produkcji na terytorium Stanów Zjednoczonych należy uważać za duży minus, mogący zaważyć na odrzuceniu oferty. Pamiętać bowiem należy, iż Amerykanie są gospodarczymi patriotami i starają się wspierać rodzimy przemysł. Pomoc firmy Northrop Grumman oraz realizacja umowy za pośrednictwem amerykańskiej grupy BAE Systems Inc. mogą okazać się niewystarczające. Nie bez znaczenia może być wiek samolotu. Co prawda Hawk został znacznie zmodernizowany, nie należy jednak zapominać, iż konstrukcja pochodzi z lat siedemdziesiątych. BAE Systems broni się, przekonując, że spośród wszystkich ofert to właśnie Hawk Mk 128 jest najmniej obarczony ryzykiem i kosztami.

MŁODSI RYWALE

To niejedyne firmy zainteresowane amerykańskim przetargiem. Nie mogło zabraknąć także Korean Aerospace Industries (KAI), która razem z amerykańskim Lockheedem Martinem proponuje T-50 Golden Eagle. Historia tej konstrukcji jest bardzo ciekawa, bowiem samolot jest efektem współpracy nieistniejących już firm przemysłu lotniczego – Samsung i General Dynamics. Koncerny te utraciły później samodzielność na rynku, ale T-50 Golden Eagle, zaprojektowany jako następca T-38 Talon, pozostał. Silne więzy KAI ze Stanami Zjednoczonymi mogą być dodatkowo premiowane przy wyborze nowego samolotu. Tym bardziej że ofertę firmuje Lockheed Martin, współtwórca F-22 i F-35, który dopuszcza możliwość przeniesienia produkcji do Stanów Zjednoczonych.

Nowy samolot dla US Air Force chciałaby dostarczyć także włoska firma Alenia Aermacchi, oferująca M-346 Master, który na potrzeby programu T-X przemianowano na zintegrowany system szkolenia T-100 ITS (Integrated Training System). Kabina tej maszyny przypomina tę z odrzutowca V generacji, co ma istotne znaczenie, skoro Amerykanie chcą szkolić na niej pilotów F-22 i F-35. Problem polega jednak na tym, iż M-346 ma środkowy drążek sterowy. Producent zapewnił, że istnieje możliwość modyfikacji samolotu na potrzeby US Air Force – wtedy M-346 będzie miał boczny drążek, jak w F-16 czy F-35. Amerykański M-346 może być też wyposażony w system umożliwiający tankowanie w powietrzu, chociaż nie jest to warunek konieczny – uznano, że taką czynność piloci mogą ćwiczyć na symulatorze.

Włosi są gotowi przenieść produkcję do Stanów Zjednoczonych. Wadą tej oferty jest to, iż Alenia Aermacchi nie ma odpowiedniego wsparcia ze strony dużej amerykańskiej firmy lotniczej. Naturalnym partnerem byłby Boeing – obie firmy połączyły swoje siły, gdy wygrały przetarg ogłoszony przez siły powietrzne Singapuru. Alenia Aermacchi dostarczy im samoloty M-346, a Boeing system szkolenia załóg. W przypadku przetargu amerykańskiego szanse na sojusz są niewielkie, gdyż Boeing, współpracujący z BAE Systems przy dostawie dla US Navy szkolnych samolotów T-45 Goshawk (Hawk Mk 60), złożył samodzielną propozycję.

RODZIMA OFERTA

Ciekawe jest to, że amerykańskie firmy w zasadzie nie oferują własnych rozwiązań, lecz występują w roli wspierających podmioty zagraniczne. Honor rodzimego przemysłu zbrojeniowego ratuje wspomniany Boeing, oferujący projekt jednosilnikowego odrzutowca z usterzeniem motylkowym (V tail). Części komentatorów skojarzył się on z YF-23 Black Widow II duetu Northrop i McDonnell Douglas, prototypowym samolotem myśliwskim V generacji, który przegrał rywalizację z F-22 Raptor, opracowanym przez koncerny Lockheed Martin i Boeing.

Walczący o zwycięstwo koncern stara się przekonać odpowiednie osoby w Waszyngtonie, iż należy w większym stopniu premiować zaangażowanie rodzimego przemysłu. To jednak oczywiste, skoro Boeing jako jedyny oferuje konstrukcję w stu procentach amerykańską. Co więcej, firma przekonuje, że żaden istniejący na rynku samolot nie spełnia wymogów koniecznych do odpowiedniego przeszkolenia przyszłych pilotów F-22 i F-35.