Maszyna AHRLAC (Advanced High-Performance Reconnaissance Light Aircraft), czyli lekki samolot rozpoznawczy dużej wydajności, powstała w wyniku współpracy dwóch doświadczonych południowoafrykańskich firm, o których w Europie mało kto słyszał. Pierwszą z nich jest Aerosud, którą w 1990 roku założyły osoby zaangażowane w najważniejsze wówczas projekty zbrojeniowe Republiki Południowej Afryki – bojowego
odrzutowca Atlas Cheetah (będącego modyfikacją Dassault Mirage III) oraz w pełni rodzimego śmigłowca szturmowego Denel AH-2 Rooivalk. Aerosud to również projektant i producent elementów wnętrza do transportowego A400M firmy Airbus. Drugi partner to Paramount Group, największa południowoafrykańska prywatna firma na rynku zbrojeniowym, mająca doświadczenie w produkcji wozów opancerzonych i samolotów (na
przykład Super Mirage F1 AZ, które trafiły do Konga i Gabonu).


>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>


POZYTYWNE TESTY

Obie firmy chciały spróbować szczęścia na rynku bezzałogowych statków latających (BSL), ale gdy analizowano aspekty techniczne, inżynierowie doszli do wniosku, że lepszym pomysłem będzie opracowanie samolotu załogowego, stanowiącego alternatywę dla BSL, które – według nich – są kosztowne i mało uniwersalne. Ponadto brak załogi zwiększa ryzyko pomyłki, co może doprowadzić do ostrzelania cywilów lub wojsk sojuszniczych.

Pierwszy prototyp AHRLAC przeszedł już pomyślne testy w tunelu aerodynamicznym. Zdalnie sterowany model odbył próby w powietrzu. Pierwszy testowy lot samolotu przewidziany jest na połowę 2012 roku, a produkcja ma ruszyć w 2013. Koszt projektu wyniesie 200 milionów dolarów. Jak z dumą stwierdził Ivor Ichikowitz, prezes wykonawczy Paramount Group, „AHRLAC tworzy historię Afryki – to bowiem pierwszy w pełni zaprojektowany i zbudowany w Afryce samolot”.

Producent utrzymuje, że nowe dzieło ma wiele zalet. Jedną z nich jest możliwość operowania z krótkich pasów startowych o złej jakości. Maszyna będzie również mało wymagająca, jeżeli chodzi o obsługę naziemną i wsparcie logistyczne. Ma to ułatwić działanie w odległych regionach o słabej infrastrukturze – na przykład w Afganistanie. Zaletą jest również duży zasięg – około 2 tysięcy kilometrów. Samolot może przebywać w powietrzu nawet dziesięć godzin.

Lot na wysokości ponad 9 tysięcy metrów zapewnia załodze ochronę przed zagrożeniami z ziemi, chociażby takimi jak uzbrojeni w ręczną broń przeciwlotniczą rebelianci. Gdyby jednak zaszła potrzeba lotów na mniejszych wysokościach, gdzie wzrasta prawdopodobieństwo zestrzelenia, istnieje możliwość zainstalowania katapultowych foteli dla obu członków załogi. Samolot zostanie wyposażony w systemy obrony, ale nie podano na ten temat żadnych szczegółów.

Ambicją producentów jest to, aby AHRLAC wypełnił pewną niszę. Twierdzą oni, że większość państw do rozpoznania lotniczego i monitoringu istotnych obszarów wykorzystuje śmigłowce albo zmodyfikowane samoloty transportowe lub bojowe, a te są drogie w eksploatacji i wymagają odpowiedniej infrastruktury.

Lekkim samolotem rozpoznawczym dużej wydajności jako pierwsze mogą się zainteresować władze RPA. Kraj ten ma niemal 5 tysięcy kilometrów granic lądowych, które nie zawsze są odpowiednio monitorowane. Problem ten dotyczy wielu państw Afryki czy Azji, które są potencjalnymi nabywcami tej maszyny. Producenci liczą na to, że znajdą klientów również w Europie Środkowo-Wschodniej. W swoich kalkulacjach uwzględniają też Polskę, której granica jest równocześnie jedną z rubieży Unii Europejskiej.

AHRLAC jest górnopłatem ze śmigłem pchającym, które zapewnia załodze doskonałą widoczność. Maszyna ma być przystosowana do wykonywania różnych operacji. Dzięki zainstalowaniu detektorów ciepła FLIR (Forward Looking InfraRed) może monitorować i wykrywać nie tylko wrogów, lecz także rannych i zaginionych. Inne możliwe elementy wyposażenia to sensory przechwytujące sygnał dźwiękowy (COMINT – Communications
Intelligence) oraz systemy rozpoznania radioelektronicznego (ELINT – Electronic Intelligence).


http://youtu.be/IoW1bCHB8-o


MASZYNA DO WSZYSTKIEGO?

AHRLAC może przenosić do 800 kilogramów wyposażenia, w tym uzbrojenie – działko wielkokalibrowe, bomby niekierowane, rakiety powietrze-powietrze i powietrze-ziemia (pod skrzydłami) oraz wyrzutnie niekierowanych pocisków rakietowych. Producenci zapewniają, że poszczególne elementy wyposażenia dodatkowego mogą być szybko demontowane i zastępowane innymi, w zależności od rodzaju misji.

Zdaniem producentów wyposażony w szklany kokpit AHRLAC umożliwia wykonywanie wszystkich działań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, takich jak patrolowanie lądowych i morskich granic, monitorowanie stref ekonomicznych, wykrywanie przemytu, piratów, stała obserwacja ruchu drogowego lub katastrof naturalnych. Producenci chcą też dostosować samolot do potrzeb wojska. Mógłby przydać się do działań rozpoznawczych, eskortowych, szturmowych, szkolno-treningowych oraz przeciwpartyzanckich.

Uwagę zwracają dobre parametry techniczne konstrukcji – samolot rozwija prędkość 504 kilometrów na godzinę, co jest wystarczające dla maszyny tego typu. Inżynierowie z Republiki Południowej Afryki zdecydowali się skorzystać z gotowego rozwiązania i wybrali silnik PT6-66 firmy Pratt & Whitney Canada o mocy 950 koni mechanicznych, którego zachwalać nie trzeba. Silnik ten zainstalowano w niezliczonej liczbie samolotów, między innymi w Beechcraft T-6 Texan II, Beechcraft Super King Air, Pilatus PC-7/9/12/21, czy też znanych nad Wisłą PZL-130 Orlik i PZL M28 Skytruck (Bryza). Zarazem jest to jedyny element konstrukcyjny wykonany poza RPA.

Nowatorski czy wtórny

Część ekspertów nie podziela entuzjazmu producenta co do walorów samolotu. Samolot AHRLAC ma stanowić tanią i uniwersalną alternatywę w stosunku do maszyn patrolowych i śmigłowców. Producent nie podał, ile ma kosztować. Stwierdził tylko enigmatycznie, że cena będzie równa połowie lub nawet jednej trzeciej ceny AH-64 Apache, wynoszącej 20 milionów dolarów. To, jego zdaniem, niewiele, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę uniwersalność maszyny, która może być wykorzystywana nie tylko przez siły zbrojne, ale znaleźć też zastosowanie w policji, straży granicznej, służbach ratunkowych czy leśnych.

Zachwyt producenta studzą niektórzy eksperci. Siemon Wezeman ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem zauważył, że AHRLAC nie jest wcale nowatorski i na rynku od dawna istnieją podobne konstrukcje. Krytycznie odniósł się do ceny. Jego zdaniem za podobny samolot w Stanach Zjednoczonych trzeba zapłacić nie więcej niż 3 miliony dolarów. Inni zwracają uwagę, że AHRLAC jest podobny do bezzałogowego statku latającego Firebird firmy Northrop Grumman (ta maszyna może też występować w wersji załogowej).