Współcześnie niewiele jest okazji, by jeden kontrakt umożliwił firmie zbrojeniowej zarobienie kilku miliardów dolarów. Teraz jednak taką szansę stwarza Japonia, która chce kupić 42 nowoczesne samoloty wielozadaniowe dla swojego lotnictwa. Koszt takiej transakcji – jeśli weźmiemy pod uwagę również części zamienne, szkolenie pilotów i obsługi, a także infrastrukturę potrzebną do utrzymywania maszyn w służbie – to od 6 do 8 miliardów dolarów. Decyzja o wyborze ma zapaść przed końcem roku. Pierwsze egzemplarze miałyby trafić do japońskich jednostek w 2017 roku.

Nowy samolot jest pozyskiwany w ramach programu F-X. Ma on na celu wprowadzenie do służby odrzutowca, który pozwoli przede wszystkim zastąpić niezwykle udane, ale wiekowe już samoloty McDonnell Douglas F-4E Phantom II (F-4EJ). Japonia ma ich 72. Wycofywanie tych maszyn z jednostek już się rozpoczęło, co zwiększa potrzebę szybkiego znalezienia następcy. Decyzja jest konieczna także dlatego, że następuje wygaszanie produkcji w japońskich fabrykach samolotów bliskiego Odrzutowiec w cieniu polityki wsparcia F-2, których Japonia ma w swych arsenałach 89. Nowy odrzutowiec to także zlecenia dla przemysłu rodzimego.

EUROPA CZY AMERYKA?

W stronę Japonii uwagę zwrócili więc najważniejsi producenci nowoczesnych odrzutowców bojowych. Na sukces liczy BAE Systems, oferujący – ze wsparciem brytyjskiego rządu – Eurofightera Typhoona. Nigel Whitehead, pełniący funkcję dyrektora w BAE Systems, już rozpoczął promocję samolotu, nazywając go „ekonomicznym, ale jednocześnie najbardziej zaawansowanym wielozadaniowym odrzutowcem bojowym na świecie”. Produkujące go wielonarodowe konsorcjum zaoferowało możliwość wytwarzania i serwisowania samolotów w Japonii. Co więcej, japońskie firmy mogłyby wprowadzać do Eurofightera własne modyfikacje. BAE Systems jest gotowe dać Japończykom nawet kod oprogramowania oraz wiele innych danych. Gdyby Tokio wybrało ten samolot, byłby to niewątpliwie wielki sukces europejskiego przemysłu zbrojeniowego, a także samego Eurofightera, który nie może przebić się poza Stary Kontynent. Poza Austrią, Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Wielką Brytanią zdecydowała się go zakupić tylko Arabia Saudyjska. Zwycięstwo w Japonii, lubującej się w najnowocześniejszej technice, stanowiłoby dla Typhoona, którego zbudowano dotąd ponad 290 sztuk, najlepszą reklamę z możliwych, otwierającą drzwi na kolejne, także azjatyckie rynki. Dałoby również szansę na zwiększenie współpracy pomiędzy Japonią a Unią Europejską.

Koncerny ze Stanów Zjednoczonych nie zamierzają jednak tak łatwo poddać się w tej walce. Firma Boeing oferuje sprawdzony w boju F/A-18E/F Super Hornet II, będący niepisanym faworytem przetargu. Lockheed z kolei proponuje F-35 Lightning II. Nie za bardzo podoba się to Japończykom, którzy woleliby F-22 Raptor, ale na to nie uzyskano zgody Waszyngtonu. F/A-18 trudno nazwać nową konstrukcją, a F-35 jest nowoczesny, lecz problematyczny. Prace nad nim przedłużają się, a koszty rosną. Pierwszy test operacyjny jest przewidziany dopiero na wiosnę 2017 roku. Co więcej, z informacji prasowych wynika, że firmy amerykańskie nie chcą przenieść produkcji do Japonii w takiej skali, na jaką godzi się BAE Systems. Dostarczałyby tylko trzy czwarte komponentów dla F-35.

Amerykanie liczą na sukces nie tylko z powodów finansowych i politycznych, ale również prestiżowych. Zwycięstwo w japońskim przetargu stanowiłoby pewną osłodę po bolesnej porażce, jakiej doznali w rywalizacji o kontrakt na 126 bojowych odrzutowców dla Indii. To największa umowa lotnicza od lat dziewięćdziesiątych. Amerykanie, oferujący samoloty Boeing F/A-18 Super Hornet i Lockheed Martin F-16 Super Viper, przegrali z Europejczykami. Indie wskazały na europejskie maszyny Eurofighter Typhoon i Dassault Rafale.

Zaletą firm amerykańskich jest to, że znaczna część japońskiego sprzętu lotniczego pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Wybór F/A-18 Super Hornet II pozwoli zachować daleko idącą interoperacyjność sił zbrojnych obu państw. Japonia, oprócz wspomnianych F-2 (owoc współpracy Mitsubishi Heavy Industries i Lockheeda Martina), ma w służbie także 202 amerykańskie F-15J (zbudowane na licencji przez Mitsubishi Heavy Industries), 16 transportowych C-130H Hercules, a także 13 E-2C Hawkeye. Oba państwa blisko współpracują w sferze obronności, przykładem jest system przeciwrakietowy Aegis BMD i rakiety SM-3. Relacje gospodarcze są więc zdecydowanie silniejsze niż te, które łączą Japonię z Europą.

GŁÓWNE KRYTERIA

Jak zawsze w takiej sytuacji parametry techniczne i koszty programu są drugorzędne. Zadecydują kwestie polityczne, a więc większe szanse mają tu Amerykanie. Żadne państwo europejskie nie pozostaje w tak bliskich relacjach z Japonią, jak właśnie Stany Zjednoczone, od dobrych pięćdziesięciu lat gwarantujące swojemu azjatyckiemu partnerowi bezpieczeństwo. Yasuo Ichikawa, nowy minister obrony Japonii, zdaje sobie sprawę, że fakt ten jest oczywisty, dlatego publicznie powiedział, że jego państwo nie wyklucza wyboru odrzutowca Eurofighter Typhoon. Dodał przy tym, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi „nie będzie głównym kryterium”.

Gdyby o wyborze nowego wielozadaniowego samolotu Japonia decydowała dwa lata temu, Amerykanie mieliby dużo gorszą pozycję niż teraz. Wtedy bowiem premierem był Yukio Hatoyama, który w swej politycznej retoryce chciał zlikwidować wizerunek swego kraju jako wysuniętej placówki Amerykanów w Azji. Nalegał na bardziej partnerskie relacje. Symbolem nowej polityki okazała się próba usunięcia amerykańskich żołnierzy z Okinawy. Wybór samolotu amerykańskiego byłby dla Hatoyamy trudny politycznie.

Teraz jednak atmosfera jest dużo lepsza. Premierem jest Yoshihiko Noda, który za cel postawił sobie odzyskanie zaufania Waszyngtonu. Wybór europejskiego samolotu to utrudni. Rząd w Tokio chce ocieplić relacje dzięki wprowadzeniu w życie porozumienia o wolnym handlu i zwiększeniu współpracy wojskowej, mającej umożliwić swym firmom eksport uzbrojenia do Stanów Zjednoczonych. Cele te, a także chęć odbudowania sojuszu amerykańsko-japońskiego, który w odczuciu premiera ma znaczenie „nie tylko dla regionu Azji – Pacyfiku, lecz także całego świata”, mogą dać ofercie firm Boeing i Lockheed Martin dodatkowe punkty, na które BAE Systems nie może liczyć.

Odkładany zakup

Według pierwszych planów wybór nowego samolotu bojowego miał nastąpić już w 2007 roku. Program F-X kilka razy przekładano. Każda kolejna administracja rządowa miała ważniejsze wydatki niż zakup nowej maszyny bojowej. Oczekiwano też postępów w pracach nad amerykańskim samolotem F-22 Raptor, który dopiero w 2005 roku osiągnął wstępną gotowość operacyjną. Ostatnie przesunięcie nastąpiło na początku 2011 roku w wyniku
kataklizmu narodowego. Więcej czasu już jednak nie ma. Geopolityczny rywal, czyli Chiny, mające z Japonią nierozwiązane spory terytorialne, w styczniu zaprezentował nowoczesny samolot w technologii stealth – J-20.