UPARCIUCH

O przyjęcie do służby nie było łatwo. Zgłosiła się do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Bochni. Tam dowiedziała się, że nie może być powołana. „W połowie 2010 roku mogliśmy proponować kobietom jedynie szkolnictwo wojskowe”, wyjaśnia major Andrzej Kowalski z WKU w Tarnowie (komendę bocheńską pod koniec 2010 roku zlikwidowano). „Nabór do szkół oficerskich był już zakończony. Zresztą pani Pabian nie była tym zainteresowana, a do szkół podoficerskich naboru w ogóle nie było”.

Właśnie wtedy ruszyła rekrutacja do Narodowych Sił Rezerwowych. Monika Pabian ponownie odwiedziła więc WKU. Znów się jednak nie udało, bo początkowo do NSR przyjmowano wyłącznie rezerwistów po zasadniczej służbie wojskowej.

Pracowała jako wartownik w biurze przepustek, kiedy dowiedziała się, że ruszył nabór kandydatów do służby przygotowawczej. Ponownie więc zwróciła się do komendy uzupełnień w Bochni. Odmówiono jej, bo służba przygotowawcza na pierwszym turnusie objęła przede wszystkim mężczyzn. Jednostki szkolące miały problem z zapewnieniem kobietom warunków socjalnych. Z kolei na drugi turnus, który zaczął się pod koniec października 2010 roku, kobiety kierowano wyłącznie do ośrodków szkolenia.

Kiedy Monika Pabian przypadkowo dowiedziała się o drugim naborze do służby przygotowawczej, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Pojechała do wojewódzkiego sztabu wojskowego. Chciała rozmawiać z szefem, ale go nie zastała. Skierowano ją do wydziału odpowiedzialnego za NSR. Tam jej sprawą zajęli się oficerowie, którzy znaleźli dla niej miejsce i skierowali na szkolenie do Dęblina.

„Poruszyła niebo i ziemię. Miała do nas pretensje, że zbyt wolno reagujemy, nie nadążamy za jej pomysłami, dlatego czasami bywało nerwowo”, przyznaje major Kowalski. Monika Pabian nie ukrywa, że jej marzeniem była zawsze służba w jednostkach 6 Brygady Powietrznodesantowej. Kiedy jednak okazało się, że sztab oferuje jej miejsce w Centrum Szkolenia Inżynieryjno-Lotniczego w Dęblinie, nie zawahała się. „Nie chciałam służyć w Siłach Powietrznych, tylko w Wojskach Lądowych. Wyboru jednak nie miałam: albo szkolenie za cztery dni, albo znów czekanie”. Następnego dnia w macierzystym WKU odebrała kartę powołania. Jak przyznaje, gdyby nie przepisy chroniące kandydatów do NSR, zapewne jej zabiegi skończyłyby się zwolnieniem dyscyplinarnym. „Przełożeni mieli mi za złe, że nie poinformowałam ich o planach, co oczywiście było nieprawdą. Moi szefowie, w znakomitej większości byli wojskowi, pukali się w czoło, mówili, że tracę czas”, opowiada Pabian. Jej umowa o pracę z firmą ochroniarską kończyła się w lutym 2011 roku, niemal w tym samym czasie co służba przygotowawcza. Wiedziała, że nie ma do czego wracać.


NA POCZĄTEK MRÓZ

Szkolenie w Dęblinie wspomina bardzo dobrze. „Dali nam w kość, ale było super. Wykańczały nas głównie wielkie mrozy i niewygodne buty. Skóra schodziła mi z nóg płatami, a po pierwszym dniu maszerowania krwawiły mi całe stopy”, wspomina. Szkolenie specjalistyczne – specjalność: obsługa wzrokowych pomocy nawigacyjnych – również odbyło w Dęblinie.

Po zakończeniu służby przygotowawczej czekało na nią stanowisko NSR w Siłach Powietrznych. Przydział kryzysowy dostała do 21 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Zaraz po zakończeniu szkolenia pojechała na tygodniowe ćwiczenia rotacyjne. W ciągu następnych dwóch miesięcy zaliczyła kolejne dwutygodniowe zgrupowania.

Wtedy zlikwidowano jej WKU w Bochni, jeździła więc i dzwoniła do komendy w Tarnowie i prosiła o pomoc. Szukała posady w Wojskach Lądowych. Sprawdzono wszystkie sygnały o ewentualnych wakatach, setki razy personel komendy dzwonił do jednostek, aby potwierdzić możliwość podpisania kontraktu. Kiedy Monika Pabian dowiedziała się o naborach w Szczecinie i Złocieńcu, od razu zatelefonowała do WKU i powiedziała, że chce jechać na kwalifikacje. Dzień później była w drodze do 2 Brygady Zmechanizowanej Legionów w Złocieńcu. „To mój życiowy maraton. Po trzech nieprzespanych nocach zdawałam test sprawnościowy. Poszło nieźle, bo ze wszystkich ćwiczeń miałam średnią 4,25. Byłam okrutnie zmęczona. Ale warto było!”, dodaje z uśmiechem.

„Nie widziałem kogoś tak zdecydowanego i zdeterminowanego, nawet wśród mężczyzn. Nie minął rok, a ona jest już po służbie przygotowawczej, ćwiczeniach rotacyjnych i już w służbie zawodowej”, mówi major Kowalski.

Monika Pabian 17 lipca podpisała kontrakt i jako szeregowy zawodowy zacznie służbę w 2 Brygadzie Zmechanizowanej w październiku 2011 roku. Na pytanie, na jakim etapie życia
będzie za pięć lat, odpowiada bez zastanowienia: „Skończę studia oficerskie”.