Gdy byłem małym dzieckiem, moi bracia Janek i Kazik zrobili mi samolot z trzech deseczek lipowych, kadłub z gałązki dzikiego bzu, a śmigiełko napędzane było gumką z uszczelki od słoika. Tak się zaczęły moje marzenia o lataniu”, opowiada Stanisław Pasternak, dziś siedemdziesięcioczteroletni emerytowany pilot, modelarz, poeta i prozaik. Realizując młodzieńcze marzenia, zbudował replikę samolotu Blériot XI. Teraz pracuje nad drugim egzemplarzem.

ŚMIAŁEK BLÉRIOT
Louis Blériot, żyjący na przełomie XIX i XX wieku francuski przedsiębiorca, wiele lat i znaczną część majątku poświęcił swej największej pasji – samolotom. W czasach, gdy lotnictwo jeszcze raczkowało, zaangażował się w budowę kilkunastu maszyn latających. „Nie wszystkie jego projekty były udane. Im później powstały, tym były lepsze”, opowiada Jan Hoffmann, kierownik ekspozycji Muzeum Lotnictwa Polskiego, jedynego miejsca w Polsce, gdzie prezentowana jest replika historycznej maszyny. „Natchnienie Blériotowi dała angielska gazeta «Daily Mail», która ufundowała nagrodę w wysokości 10 tysięcy funtów angielskich dla pierwszego śmiałka, który na maszynie cięższej od powietrza przeleci nad kanałem La Manche”.

Wśród konstrukcji Francuza wyróżniał się Blériot XI, samolot wykonany z drewna w układzie górnopłata, ze śmigłem ciągnącym. Była to maksymalnie uproszczona wersja jednej z jego poprzednich maszyn. Konstruktor zrezygnował w niej między innymi z lotek i zastąpił je wygiętą krawędzią na końcach skrzydeł, nie było też podwójnego statecznika poziomego. Powstał samolot, który okazał się na tyle udany, że można było zaryzykować lot do Anglii. I to właśnie na tym samolocie konstruktor postanowił walczyć o nagrodę „Daily Mail”.

Lot, jak przekonuje ekspert z krakowskiego MLP, do prostych nie należał. Kierunek przelotu nad kanałem nie został określony, a w powietrzu należało pokonać 38 kilometrów. 25 lipca 1909 roku Blériot przeleciał z Calais do angielskiego Dover i zdobył 10 tysięcy funtów nagrody. „Ledwo doleciał, bo silnik Anzani, choć był dość mocny, lubił się przegrzewać i odmawiał posłuszeństwa”, opowiada Jan Hoffmann. „Konstruktor zdawał sobie z tego sprawę, ale podjął ryzyko. Trochę pomogła mu pogoda, bo w trakcie lotu deszcz chłodził silnik. Niestety, nad wybrzeżem motor zaczął przerywać i Blériot zmuszony był lądować na najbliższej łące. Siadając na ziemi, zahaczył o kamienny murek i zostawił na nim całe podwozie”. Za wygrane pieniądze Louis Blériot przebranżowił swoją firmę i poświęcił się całkowicie budowie samolotów. Dzięki niezwykłemu wyczynowi zyskał ogromną popularność. Setki kupców chciało nabyć jego maszyny. Sprzedawały się świetnie nie tylko we Francji, ale i za granicą. Do 1915 roku powstało blisko tysiąc egzemplarzy Blériot XI, a w 1911 trzy z nich zbudowano również w Polsce.


PASJA I WYZWANIE
„Jako dziecko byłem zawsze skryty i cichy. Do ludzi nigdy się nie garnąłem. Jeszcze mieszkając w Gródku Jagiellońskim, ciągle patrzyłem w niebo i marzyłem o lataniu”, opowiada Stanisław Pasternak. Swoim zainteresowaniom mógł poświęcić się dopiero wtedy, gdy wraz z rodziną przeprowadził się do Łukaszowic pod Wrocławiem. Impulsem do działania stała się radziecka książka „Latające modele”, którą jako dziecko dostał od brata. Na podstawie tego podręcznika dla modelarzy zaczął tworzyć swoje pierwsze konstrukcje, a gdy rozpoczął naukę w liceum, zapisał się do modelarni lotniczej zorganizowanej w Młodzieżowym Domu Kultury we Wrocławiu. „Dopiero wtedy robiłem modele z prawdziwego zdarzenia. W tamtym czasie zgłosiłem się na badania medyczne do Głównego Ośrodka Badań Lotniczych. Niestety, wyniki nie były dobre, stwierdzono u mnie chwiejność układu krążenia. Żałowałem bardzo, bo marzyła mi się Wyższa Szkoła Oficerska w Dęblinie”.

Równolegle z pasją lotniczą i modelarstwem powstawały pierwsze wiersze i proza. Wiersze pokazał swojemu mistrzowi Tymoteuszowi Karpowiczowi, który w 1958 roku umożliwił młodemu poecie debiut na łamach „Odry”. Dziś autor ma w swoim dorobku między innymi cztery tomy poezji oraz trzy tomy prozy. Rok 1958 był dla Pasternaka nie tylko okresem debiutów literackich. W tym samym czasie dostał się też na kurs szybowcowy i pierwszy raz wzbił się w powietrze. Nie brakowało sukcesów również w modelarstwie: jako pierwszy na świecie skonstruował model z napędem gumowym z klapami. Osiągnięcie to zostało zauważone i docenione także za granicą, a później rozwiązanie napędu gumowego przyjęto jako wzór w modelach silnikowych. „Nie odpuściłem. Skończyłem historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim i cały czas szkoliłem się na szybowcach, a po zdobyciu drugiej klasy szybowcowej mogłem w końcu w 1962 roku rozpocząć upragnione szkolenie na samolotach”, opowiada konstruktor.

Stanisław Pasternak wykonywał loty pasażerskie oraz szkolił pilotów w aeroklubie wrocławskim. Pracował w Zakładzie Usług Agrolotniczych we Wrocławiu i brał udział w akcjach ochrony bawełny w Sudanie. Latał też w Egipcie i Iranie. W powietrzu spędził ponad siedem tysięcy godzin. Teraz, kiedy przyszedł czas na zasłużoną lotniczą emeryturę, nie może narzekać na nudę. Wystarczyła jedna wizyta w Muzeum Lotnictwa.


ZRÓBMY SOBIE SAMOLOT
Sześć lat temu odwiedził córkę, która wraz z mężem mieszkała wówczas w Waszyngtonie. „Wiedzieli, że mam bzika na punkcie lotnictwa, więc zabrali mnie do tamtejszego muzeum”, opowiada emerytowany pilot. „Było ogromne i piękne. Mają tam chyba wszystkie typy samolotów. Zatrzymałem się na dłużej przy egzemplarzu Blériot. Stał na uboczu. Po chwili podszedł do mnie zięć i zapytał, dlaczego tak długo przypatruję się temu samolotowi. Odpowiedziałem bez wahania, że ja też mogę taki zrobić”. Zięć, Darek Gogol, w waszyngtońskim Muzeum Lotnictwa zdobył plany samolotu.

Po powrocie do kraju Stanisław Pasternak niecodziennym pomysłem zaraził syna Marcina, absolwenta Technikum Mechanicznego w Lotniczych Zakładach Naukowych o specjalności technika osprzętu lotniczego i urządzeń pokładowych. Zaczęli od poszukiwania odpowiedniego drewna. Stolarz przygotował dla nich siedmiometrowe jesionowe drewno, które zanieśli do mieszkania. Aby swobodnie pracować nad konstrukcją, wyburzyli ścianę dzielącą dwa pokoje. „Wybiliśmy między pokojami ścianę działową. Żonę Helenkę przekonałem, że dzięki temu będziemy mieli duży salon. I udało się. Skrzydła są w jednym pokoju, kadłub w dwóch”, opowiada Pasternak.

Pilot wspomina, że najtrudniejsze były starania o pieniądze. Na szczęście spotykał na swojej drodze, jak sam mówi, dobrych ludzi, którzy mu pomagali. Do swoich pomocników zalicza Klub Konstruktorów Amatorów, Stowarzyszenie Lotnictwa Amatorskiego, inżyniera Tadeusza Semeniuka, inżyniera Leszka Danilewicza i wielu innych, którzy projekt wsparli finansowo. Stanisław Pasternak wraz z synem pracował nad konstrukcją samolotu ponad trzy lata. Wykonana pod Wrocławiem replika jest maksymalnie zbliżona do oryginału, a zmiany, które wprowadzono, nie mają wpływu na wygląd zewnętrzny samolotu. W maszynie Pasternakowie zamontowali silnik z garbusa, VW 1.6L B-4, który przystosowali do celów lotniczych, zabudowując reduktor obrotów. Oryginalnego silnika Anzani nie użyli ze względu na ogromne koszty zakupu i remontu.

Marzeniem Stanisława i Marcina był przelot maszyną nad kanałem La Manche. Miał to być jednak lot nieprzypadkowy. W 2009 roku, w setną rocznicę wyczynu Louisa Blériota, po obu stronach kanału odbywały się uroczystości upamiętniające historyczny lot. W trakcie organizowanej z wielkim rozmachem imprezy współczesne samoloty miały pokonać historyczny szlak francuskiego pilota. Jedną z maszyn miała być też właśnie replika wykonana przez Pasternaka. „Chciałem, wrzucając do wody kwiaty, uczcić polskich i alianckich pilotów, którzy zginęli nad kanałem La Manche podczas bitwy o Anglię”. Marzenia nie zostały jednak zrealizowane. Konstruktorzy nie zdążyli z wykończeniem maszyny, oblotami i rejestracją.

Teraz samolot już jest gotowy, choć „oficjalnie” jeszcze nie lata. Konstruktorzy nie poddają się i kończą już drugi egzemplarz Blériota XI. „Mam nadzieję, że zdążymy z formalnościami. Lat mam coraz więcej, a chciałbym spełnić swoje marzenie”, wyznaje Stanisław Pasternak.