Tomasz Nita, prezes Fabryki Broni Łucznik, nie kryje, że produkcja Negeva nie ma szans wystartować, jeżeli nie zechce go kupić polska armia.

Jacek Sońta, rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej, nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy nasza armia będzie zainteresowana nowym produktem z Łucznika. Ale jak twierdzą przedstawiciele rosortu, jeżeli karabin będzie tak dobry, jak już kupowane w Radomiu karabiny Beryl i Mini-Beryl, oferta na pewno zostanie rozpatrzona.

Eksperci zwracają uwagę na ważny powód, który może utrudnić przekonanie armii – obecnie karabinu takiej klasy w uzbrojeniu polskiego wojska najzwyczajniej nie ma. Nasi żołnierze używają produkowanych w Zakładach Mechanicznych Tarnów karabinów maszynowych PK i UKM-2000.

Prezes Fabryki Broni Łucznik odpowiada na to, że Negev to produkt, którego nie ma nawet co porównywać z karabinami PK i UKM-2000. Te ostatnie mają dużą masę i wymagają zazwyczaj dwuosobowej obsługi – Negeva może obsługiwać jeden żołnierz. Co więcej, do lekkiego karabinu pasuje amunicja z Beryla i Mini-Beryla (5,556 mm). Do PK i UKM potrzebna jest inna – mocniejsza (7,62 mm).

Nita podkreśla, że produkty z Tarnowa i Radomia nie wchodzą sobie w paradę. Z uwagi na brak innej oferty karabiny z ZM Tarnów wykorzystywane są obecnie nie tylko tam, gdzie powinny służyć, ale też tam, gdzie powinny być używane lekkie karabiny maszynowe. O tę część zamówień od wojska zamierzają zabiegać zakłady Łucznik.

Prezes Łucznika Tomasz Nita nie chce jednak rozmawiać na temat finansowego aspektu kontraktu. Wiadomo, że fabryka na miejscu będzie musiała wytworzyć tylko 30 proc. części do izraelskiego karabinu, resztę będzie importowała. Potem z polsko-izraelskich części złoży kompletny karabin. Wiadomo, że Izraelczycy chcą, by Łucznik sprzedawał nową broń również na zagranicznych rynkach. Nita uchyla się od podania szczegółów. Mówi, że wszystko zależy od kontraktu z polską armią.

Fabryka Broni Łucznik powstała w 2000 roku, kilka miesięcy przed ogłoszeniem upadłości Zakładów Metalowych Łucznik. Firma zatrudnia obecnie prawie 350 osób. Dla porównania, w czasach wojny koreańskiej w radomskim przedsiębiorstwie zatrudnionych było ok. 12 tys. ludzi. W zakładzie wytwarzane są karabiny Beryl i Mini-Beryl, pistolety maszynowe PM-98 Glauberyt oraz pistolety Walther P99. Zeszły rok spółka zakończyła przychodami na poziomie 40 mln zł i 500 tys. zysku netto.