Jak wynika z aktualnych danych, za granicą pracuje dziś ponad 230 tys. naszych rodaków delegowanych przez około 15 tys. polskich firm. Największą popularnością cieszą się: Wielka Brytania, gdzie według badań Census mieszka i pracuje dziś ponad 579 tys. Polaków (badanie to nie obejmowało Szkocji, gdzie dodatkowo może mieszkać jeszcze 100 tys. polskich imigrantów).

Popularne są także Niemcy, Francja i Belgia. Zdaniem Artura Ragana, rzecznika prasowego agencji zatrudnienia Work Express, jednym z największych obszarów gospodarki, który chce przyjąć naszych pracowników jest sektor budowlany. Wiele jest też ofert podstawowych prac magazynowych, opieki nad osobami starszymi i szeroko rozumianych zawodów inżynierskich.

Ze statystyk Arbeitsagentur wynika, że co piąta oferta pracy w Niemczech pochodzi z branży budowlanej. Zapotrzebowanie na pracowników dotyczy w tym przypadku właściwie każdej specjalności. Zbrojarze, cieśle, dekarze, spawacze, monterzy instalacji i laminatorzy mogą zarobić za granicą od 1500 euro netto miesięcznie w górę mówi Artur Ragan.

Dawid Starzyczny, prezes bielskiej spółki DAAS, która od wielu lat wykonuje prace w państwach Unii Europejskiej dodaje, że zachodni klienci cenią w Polakach nie tylko solidność i wysokie kwalifikacje, ale również wszechstronność. W przypadku wysokościowych prac budowlanych, malarskich, czy montażowych, pracownik, który chce się doskonalić jest nie do przecenienia.

Zachodni pracownicy są przyzwyczajeni do wykonywania zadań w wąskich specjalizacjach. Pracujący na wysokości w dostępie linowym brytyjski malarz nie podejmie się nawet drobnych prac montażowych. Polacy chętnie uczą się rzeczy, których dotąd nie robili i szybko stają się w nich fachowcami mówi Dawid Starzyczny.

Dlatego zdolni, ambitni fachowcy z branży, którzy chcą poszerzyć swoje umiejętności, świetnie sprawdzają się w pracach na blokach energetycznych, czy halach produkcyjnych dla wymagających firm w UE.

Rynek wysokiej specjalizacji

Rynek alpinistów przemysłowych w Polsce jest specyficzny. Ponieważ konkurencja w naszym kraju jest na nim spora, a często jedynym kryterium przetargowym staje się cena. Wiele firm drastycznie zaniża stawki kosztem jakości i bezpieczeństwa. Firma, która chce działać w tej branży za granicą, nie może sobie na to pozwolić mówi Dawid Starzyczny. Cena, która na polskim rynku wydaje się być wysoka, na Zachodzie jest wciąż bardzo konkurencyjna. Przykładowo cała cena prac konserwacyjnych, czy malarskich, nierzadko pokrywa się z kosztami, jakie zleceniodawca musiałby ponieść za samo wynajęcie, montaż i demontaż rusztowań.

W Polsce większość alpinistów przemysłowych to wolni strzelcy, często pracujący dorywczo głównie dlatego, że prace wysokościowe wykonuje się sezonowo. Żeby utrzymać swoich specjalistów spółka DAAS przyjęła zupełnie inną strategię: stara się zatrudniać profesjonalistów, którzy chcą związać się z branżą na dłużej. Mimo, że prace w dostępie linowym to głównie prace sezonowe, firma tak organizuje kolejne zlecenia, by móc przenosić pracowników i zapewnić im ciągłość zatrudnienia.

Dawid Starzyczny dodaje, że zachodni kontrahenci przywiązują o wiele większą wagę niż polscy do certyfikatów oraz jakości sprzętu używanego podczas prac. Ewentualny wypadek, wynikający z niedopełnienia zasad bezpieczeństwa przez firmę praktycznie zamyka jej możliwość działania na danym terenie na całe lata. Oznacza to oczywiście, że firma musi na bieżąco inwestować w sprzęt i szkolenia.

Nie każdy może być alpinistą przemysłowym

Alpinizm przemysłowy jest nadal jeszcze zawodem stosunkowo rzadko praktykowanym i nie jest oczywiście pracą dla każdego. Nie chodzi w nim bowiem o doświadczenie wspinaczkowe. Poza oczywistą znajomością technik dostępu linowego niezbędne są umiejętności budowlane, czy też te związane z wykorzystywanymi urządzeniami, konserwacją, czy pomiarami. Firmy nie poszukują więc taterników, ale raczej ambitnych fachowców budowlańców, malarzy, czy montażystów, którzy chcą poszerzyć swoje kompetencje.

O wiele prościej jest nauczyć dobrego budowlańca technik dostępu linowego poprzez odpowiednie szkolenia, niż zrobić z dobrego wspinacza sportowego alpinistę przemysłowego mówi Dawid Starzyczny.

Ci, którzy potrafią połączyć odpowiedzialność, opanowanie, fachowość i pewien rodzaj pasji niezbędny w pracy na wysokości, mogą liczyć na godziwe zarobki i ciekawą, satysfakcjonującą pracę.

W Polsce nie ma jednoznacznego ustawowego wymogu posiadania przez alpinistów przemysłowych certyfikatów potwierdzających ich umiejętności. Mogą ich wymagać wewnętrzne przepisy BHP dotyczące danej fabryki, czy firmy. Inaczej wygląda sytuacja na Zachodzie, gdzie przedstawienie odpowiednich dokumentów uprawniających do pracy w dostępie linowym jest niezbędne.

Dwa najbardziej znane i honorowane międzynarodowe certyfikaty dla alpinistów przemysłowych przyznają organizacje: IRATA Branżowe Stowarzyszenie Przemysły Dostępu Linowego (z ang. Industrial Rope Access Trade Association) i SPRAT (Society of Professional Rope Access Technicans). W Polsce nie ma jasnych unormowań prawnych na ten temat, więc uprawnienia zdobyć można u jednego z instruktorów alpinizmu przemysłowego lub w Organizacji Techników Dostępu Linowego.

Alpinista przemysłowy zarobki

Ile może zarobić alpinista przemysłowy z uprawnieniami IRATA? Najbardziej intratnymi zleceniami są prace typu off shore na platformach wiertniczych i farmach wiatrowych położonych na morzach. Ze względu na trudną dostępność tych miejsc, przypominają one nieco pracę na statku kontrakt trwa zwykle kilka miesięcy non stop. Alpinista przemysłowy może tu zarobić ok. 30-40 euro za godzinę. Zmienne warunki atmosferyczne powodują, że praca może mieć dość nienormowany grafik. Czasem będzie to 10 godzin bez przerwy, czasem tylko kilka.

Alpinista przemysłowy zatrudniony w Wielkiej Brytanii może zarobić od 10-14 tys. zł netto (to technik stażysta z I poziomem IRATA) do 20-28 tys. zł netto z II i III stopniem uprawnień IRATA (stawki te zawierają koszty zakwaterowania). Oczywiście stawki wynagrodzeń mogą w znacznym stopniu zależeć od rodzaju i miejsca wykonywanej pracy.

Alpinista przemysłowy koszty

Certyfikaty IRATA mają trzy poziomy:
Poziom I technik-stażysta: można zrobić praktycznie z marszu (jeśli spełniamy odpowiednie wymogi, np. zdrowotne). Koszt takiego szkolenia to ok. 2,5 tys. zł.
Poziom II technik: wymaga przepracowania co najmniej 1000 godzin oraz co najmniej rocznego doświadczenia w pracy w dostępie linowym jako technik-stażysta. Koszt szkolenia na poziomie II to ok. 5 tys. zł.
Poziom III technik nadzorujący: jego zdobycie wymaga pełnej wiedzy i doświadczenia z poziomów I i II. Szkolenie kosztuje także ok. 5 tys. zł.
Każdy z certyfikatów jest ważny przez trzy lata. Po tym czasie musi zostać odnowiony.