W dzień wypadku na torze kartingowym w Sosnowcu na polskich drogach doszło do 152 wypadków, 1 211 kolizji drogowych w których zginęło 7 osób a 178 zostało rannych. Po co te liczby? Wypadek z Sosnowca, chociaż szeroko dyskutowany w mediach i bardzo przykry w skutkach dla jego uczestniczki, stanowi niechlubny wyjątek w działaniu wszystkich prawie 70 torów kartingowych w Polsce. Dodajmy przecież, że patrząc szerzej w tygodniu w którym doszło do wypadku Sandry, na polskich drogach doszło w sumie do 8 338 zdarzeń drogowych w których ucierpiało ponad tysiąc osób a 70 zmarło. Do wypadków na torach kartingowych dochodzi niezwykle rzadko, a nikt z branży nie pamięta poważniejszego niż ten z Sosnowca w całej historii kartingów.

W ciągu 5 lat funkcjonowania naszego toru mieliśmy 178 136 przejazdów kartingami – mówi właściciel toru Daytona w Tarnowie Bartosz Kopacki. - Przejazdy liczone są skrupulatnie ze względu na serwisowanie pojazdów dlatego każdy tor ma dostęp do takich statystyk. W tym czasie nie doszło do żadnego wypadku, nikt niczego nie złamał, nie trafił do szpitala, ani nie musiały interweniować służby ratunkowe – tłumaczy właściciel toru.

W zakresie bezpieczeństwa tory oferują znacznie więcej niż drogi publiczne. Są przystosowane do dynamicznej jazdy, mają stały dozór obsługi technicznej, a wszyscy kierowcy mają na głowie kask. Moglibyśmy też dodać, że nie osiągają prędkości nawet zbliżonych do tych, których doświadczamy jadąc codziennie do pracy, a dodatkowo nie czekają na nas takie niespodzianki jak dziury, studzienki kanalizacyjne oraz piesi. W czasie jazdy gokartem nikt również nie rozmawia przez telefon, nie próbuje malować się patrząc w lusterko, nie szuka gumy do żucia w torebce, nie pali papierosa ani nie słucha muzyki.

To miejsce przystosowane do dynamicznej jazdy, pozwalające na ćwiczenie refleksu, kontrolowania techniki jazdy, panowania nad pojazdem i swoimi reakcjami.

Łukasz Witas, właściciel torów kartingowych w Krakowie oraz Tychach, a także były zawodnik rajdowy wspomina również o specjalnych barierkach energochłonnych stosowanych na swoich torach, sprowadzonych z Niemiec, podobnych do tych wykorzystywanych na profesjonalnym torze wyścigowym Schumachera koło Kolonii. Jednak ich działanie niewiele odbiega od powszechnie stosowanych opon.

Zabezpieczenia moich dwóch torów w Krakowie oraz Tychach są naprawdę niezłe i dalsze podwyższanie standardów powinno iść w kierunku szkoleń dla kierowców i obsługi torów – tłumaczy Łukasz Witas. – Niektórzy klienci pojawiają się po raz pierwszy na torze z nastawieniem, że kartingi to wesołe miasteczko i naszą rolą jest uzmysłowić im, że jest inaczej – dodaje właściciel torów WRT karting. Tory WRT karting w Krakowie i Tychach funkcjonują od 2008 roku i nigdy nie odnotowały poważniejszych obrażeń u kierowcy, żadnego wypadku, żadnych złamań. Tych torów również nie odwiedzała karetka pogotowia.

Podobne statystyki przejazdów oraz czyste bezwypadkowe konto od początku istnienia toru czyli od 2009 roku potwierdza Cartmax z Lublina, który corocznie organizuje jazdy i szkolenia z technik jazdy dla służb mundurowych. Gościmy policjantów, straż miejską i strażaków, a patronat nad „Zawodami Służb Mundurowych objął wice-wojewoda lubelski – podkreśla Szymon Jasiński właściciel toru Cartmax z Lublina.

Adrenalina na tory
Z policyjnych statystyk wynika, że aż 30 proc. wypadków na drogach publicznych powodowanych jest przez młodych kierowców. Niestety część z nich to poważne zdarzenia drogowe kończące się dla ich uczestników trwałym kalectwem lub śmiercią.

Tor kartingowy to najlepsze miejsce na dynamiczną jazdę – mówi Maciej Dreszer, 17-letni kierowca wyścigowy biorący udział między innymi w tegorocznych wyścigach Volkswagen Castrol Cup oraz Kia Lotos Race. Tory kartingowe mają kilka zakrętów, kilka pojazdów, gładką, przewidywalną nawierzchnię oraz obsługę techniczną, która obserwuje tor cały czas. Nie ma lepszego miejsca na ściganie – podkreśla Maciek Dreszer. Większość młodych kierowców wybiera jednak drogi publiczne i tam próbuje swoich umiejętności w samochodach nieprzystosowanych do tego oraz na drogach, które zostały stworzone do współużytkowania przez samochody, pieszych, rowerzystów i ciężarówki. To najgorsze miejsce do dynamicznej jazdy, co potwierdzają smutne statystyki.

Wyciągamy wnioski z Sosnowca
Informacja o wypadku na torze w Sosnowcu dotarła i była przedmiotem analizy wszystkich właścicieli torów kartingowych w Polsce. Dlaczego? Ponieważ do takich wypadków dochodzi niezwykle rzadko
i zawsze wywołują poruszenie w branży. I to dobrze, ponieważ gdy nie ma przepisów prawnych regulujących funkcjonowanie torów bezpieczeństwo zależy od dobrych praktyk w środowisku oraz wyobraźni ich właścicieli. Najskuteczniejszym regulatorem standardów stosowanych na torze jest opinia o nim.

Warto dbać o bezpieczeństwo
Gdyby tory działały tylko jeden dzień, a następnie znikały z mapy miasta wtedy właściciele torów mogliby liczyć na łut szczęścia, że nikomu nic się nie stanie. Większość torów jednak działa od kilku lub kilkunastu lat i przez ten czas pracują na swoją reputacje. Ma być szybko, ma być adrenalina, mają być sportowe emocje, ale kiedy światła gasną wszyscy kierowcy mają wychodzić z gokartów cali i zdrowi. Z rozmów z właścicielami torów wynika, że filtrowanie kandydatów do jazd jest bodaj najistotniejszym czynnikiem bezpieczeństwa na torze. Wśród chętnych do jazdy bowiem znajdą się także sporadycznie osoby pod wpływem alkoholu, a również ojcowie, którzy pragną realizować swoje pasje motoryzacyjne popychając swoich synów i córki do jazdy na mocniejszych gokartach.

Na bezpieczeństwo pasywne na torze ma wpływ kilka elementów. Większość z nich opiera się o organizację, szkolenie personelu technicznego oraz odpowiednie przemyślenie i przygotowanie toru. – Kapitalne znaczenie dla bezpieczeństwa ma również czysto ludzkie obserwowanie chętnych do jazdy – mówi Bartosz Kopacki z tarnowskiego Daytona. Stara maksyma, że klient nasz pan zostaje wyparta przez tę o ograniczonym zaufaniu – tłumaczy właściciel toru.

Faktycznie, właściciele i pracownicy torów kartingowych w całej Polsce, niezależnie od lokalizacji, spotykają osoby, które chcą jechać z ominięciem podstaw bezpieczeństwa. Słyszeliśmy o przypadkach gdy wyżelowani eleganccy panowie odmówili założenia kasku, żeby nie popsuć sobie fryzur na imprezę, od czasu do czasu zdarzają się osoby nietrzeźwe, które również próbują się przejechać. Uważna obsługa toru jest w stanie wychwycić większość takich przypadków i odmówić im jazdy.

Niebezpieczne zachowanie w czasie jazdy również może skutkować reakcją ze strony obsługi toru. Czasami wyścig zostaje zatrzymany, wszystkie silniki wygaszone, po czym uczestnicy dzikich harców w spokoju muszą wysłuchać pouczenia, na swój koszt, w czasie swojego przejazdu. Taka nauczka przeważnie jest wystarczającym bodźcem do wyciągnięcia wniosków dla uczestników wyścigu.

Działanie torów kartingowych w Polsce nie jest uregulowane szczególnymi przepisami. Podobnie jest jednak w Niemczech, Francji, czy Wielkiej Brytanii. Polski Związek Motorowy nie reguluje ich funkcjonowania, ponieważ nie są w świetle prawa obiektami sportowymi. Tory kartingowe funkcjonują zatem w oparciu o tzw. kodeks dobrych praktyk przenoszonych z profesjonalnych torów wyścigowych. Jak pokazuje polskie doświadczenie to wystarcza, aby do wypadków podobnych temu z toru w Sosnowcu nie dochodziło prawie wcale. Wyzwaniem w zakresie bezpieczeństwa na najbliższe lata jest przeniesienie wyścigów z dróg publicznych na tory. Dotyczy do zarówno młodych kierowców jak i tych z doświadczeniem za kierownicą. Na torach bezpieczniej.

Co trzeba wiedzieć zanim wsiądzie się do gokarta – radzi kierowca wyścigowy Maciej Dreszer. Jazda gokartem to przede wszystkim świetna zabawa, ale zanim do niego wsiądziesz nastaw się, że jest to również sport ekstremalny – można popełniać błędy, ale nie można pozwolić sobie na wszystko. Zanim wsiądziesz do gokarta po raz pierwszy skup się na tym co mówi obsługa toru. Każdy tor przeprowadza krótkie szkolenie kierowców na którym dowiesz się o zasadach bezpieczeństwa, sygnalizacji toru, znaczeniu flag i o procedurach zachowania w razie zatrzymania, awarii gokarta. Nie myśl w tym momencie o jeździe tylko słuchaj uważnie, za chwilę możesz potrzebować tych praktycznych informacji.

W czasie ubierania kasku, który otrzymasz od obsługi upewnij się, że jest dobrze dopasowany do Twojej głowy, nie może być zupełnie luźny, nie może też uciskać cię.
Kask zapnij i poproś o wyregulowanie długości paska kogoś z obsługi.

Jak się ubrać? Nie polecam krótkich spodenek i krótkich rękawków – czasami możesz dotknąć przypadkowo ciepłego lub gorącego elementu gokarta, zahaczyć o jakiś metalowy element – jeśli jesteś prawidłowo ubrany, nawet tego nie poczujesz.
Włosy: dziewczyny z długimi włosami powinny schować je w całości w kasku. Służy to tego mała kominiarka lub siateczka zakładana pod kask. Ważne, aby włosy nie wystawały na zewnątrz gdyż mogłyby zahaczyć o jakiś element gokarta w czasie jazdy.
Panuj nad nerwami: podobnie jak za kierownicą samochodu w ruchu miejskim, podobnie jak na boisku i w hipermarkecie, ktoś może nacisnąć ci na odcisk, przypadkowo popchnąć, zajechać drogę etc. Pamiętaj, że nie walczyć o złoto w F1, to ma być dla Ciebie przyjemność i możliwość poćwiczenia swoich umiejętności, nie próbuj w nikogo uderzać na torze – to nie samochodziki elektryczne w wesołym miasteczku – gokarty nie są do zderzeń.
Zanim wsiądziesz po raz pierwszy za kierownicę – przypatrz się w jaki sposób pokonują zakręty bardziej doświadczeni kierowcy, w których miejscach hamują, jak ustępują miejsca innym i co robią, gdy jeden z gokartów zatrzyma się na torze. Licz się z tym, że gdy wsiądziesz po raz pierwszy będziesz wyprzedzany przez innych, naucz się robić również im miejsce do wyprzedzania. To żadna ujma, na tym polega trening nawet z profesjonalistami.
Gdy będziesz przestrzegał tych kilku zasad bezpieczeństwa na torze, to co pozostaje to już tylko świetna zabawa.