Pamiętacie film „Na fali”, w którym Patrick Swayze, ścigany przez Keanu Reeves’a ujarzmiał na desce surfingowej fale oceanu? Dziś nie trzeba jechać na drugi koniec świata, by przeżyć emocje porównywalne do tych, jakich dostarcza kilkumetrowa fala. Deska, do tego uprząż i latawiec - oto przepis na adrenalinę i frajdę, której doświadczyć można nawet na płaskich wodach Zatoki Puckiej.

Technologiczna rewolucja
Kitesurfing powstał na początku lat 90-tych w efekcie połączenia kilku dyscyplin sportowych. Można odnaleźć w nim elementy windsurfingu, jazdy na wakeboardzie, a także puszczania latawców. Odmian kitesurfingu jest kilka: kiterace, foilkiteboarding, wake, freestyle i ciągle tworzą się nowe. Są wśród nas miłośnicy zimowej odmiany snowkite, wakestylu czyli pływania w butach z latawcem nisko na dużej mocy, zwolennicy zawijania się na falach, czy miłośnicy ścigania się. Ostatnio coraz większą popularnością cieszy się kitefoilboarding, którego prekursorem oraz promotorem w Polsce jest Tadeusz Niesiobędzki. Foilboarding stał się już osobną klasą żeglarską – opowiada Tomek Janiak, wielokrotny Mistrz Polski Masters w kiteracingu.

W Polsce kitesurfing pojawił się kilkanaście lat temu. W 2001 r. powstała pierwsza szkoła kite na Półwyspie Helskim, wtedy odbyły się też pierwsze zawody. Na początku był to sport niszowy. Nawet w środowisku ludzi zawodowo związanych z morzem, windsurferów i żeglarzy, którzy jako pierwsi spróbowali „deski z latawcem”, kajt był traktowany raczej w kategoriach ciekawostki a nie sposobu na życie. Powód był prosty – brakowało instruktorów a i sam sprzęt był mocno niedoskonały. Brakowało np. systemu bezpieczeństwa – dziś standardowego wyposażenia kajta - który pozwala uniknąć kłopotów w momencie utraty kontroli nad latawcem. Na przestrzeni ostatnich lat pod tym względem nastąpiła prawdziwa rewolucja. Pojawiły się doskonalsze systemy bezpieczeństwa, materiały, profile latawców, kształty desek, etc. Dzięki temu kiteboarding stał się ciekawszy, a przede wszystkim dużo bardziej bezpieczny, tym samym dostępny dla szerszego grona osób.

Łatwiej niż myślisz
Z tego powodu nad Zatoką Pucką, jednym z najlepszych akwenów do uprawiania kitesurfingu na świecie, z roku na rok unosi się coraz więcej wielobarwnych latawców. Od Chałup po Hel, na desce z latawcem z równym powodzeniem trenują zarówno nastolatkowie, 40-latkowie, jak i 60-latkowie.

Tajemnica sukcesu kajta tkwi w dużej mierze w jego prostocie. Aby osiągnąć zadowalające efekty w tym sporcie, nie potrzeba wyrzeczeń i lat treningu. Nie trzeba też dysponować żelazną kondycją. Kitesurfing jest znacznie łatwiejszy do opanowania niż inne sporty wodne, takie jak żeglarstwo czy windsurfing, dlatego satysfakcja z uprawiania tej dyscypliny przychodzi znacznie szybciej – Pierwszy ślizg można wykonać już po około 8h od rozpoczęcia treningu, a pierwsze skoki można zaliczyć już po 15-20h. Przy odpowiedniej determinacji i talencie, jeśli ktoś chce, może dołączyć do światowej czołówki po kilku latach – tłumaczy Maks Żakowski, jeden z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia, reprezentujący BlueCash Team.

Bar czyli jak zacząć?
Przygodę z kitesurfingiem najlepiej rozpocząć w jednej ze szkółek rozsianych po Półwyspie Helskim. Za weekendowy kurs podczas którego nauczysz się zasad pracy latawca, obsługi kite a także startu i lądowania, zapłacisz 500 zł. Podstawy opanujesz po ukończeniu kolejnego dwudniowego kursu dla średniozaawansowanych. Z międzynarodową licencją IKO LEVEL II (Intro Kiteboarder Program) możesz już doskonalić swoje umiejętności samodzielnie.

Jeśli złapiesz bakcyla, czekają Cię większe wydatki, choć kitesurfing – wbrew powszechnej opinii – nie jest sportem dla bogatych. Do uprawiania tego sportu potrzebny jest latawiec, czyli motor napędowy kite, mocowany cienkimi linkami do uprzęży zwanej trapezem, deska, wyglądająca jak połączenie deski snowboardowej i surfingowej oraz – przydatna zwłaszcza w naszych warunkach atmosferycznych – pianka chroniąca przed zimnem. Koszty? W naszych warunkach pogodowych wystarczy mieć jeden latawiec (rozmiar zależy od siły wiatru – im słabszy wiatr, tym większego latawca trzeba użyć). Nowy komplet (latawiec, bar z linkami, plecak, pompka itd) to wydatek rzędu 3500 – 4000. Za używany z poprzedniego sezonu, ale w idealnym stanie, zapłacimy około 2000 zł. Deska z najwyższej półki to koszt 1500-2500 zł, używana – 1000-1500. W sumie, dysponując kwotą rzędu 3-4 tyś zł możemy stać się właścicielami sprzętu, który posłuży nam przez kilka kolejnych sezonów. A jeśli nie mamy takiej sumy, zawsze możemy skorzystać z usług jednej z licznych wypożyczalni sprzętu.

ODMIANY KAJTA

Freestyle – najbardziej widowiskowy. Freestyle dzieli się na newschool polegający na wykonywaniu trików nisko nad wodą, na pełnej mocy i na wypięciu (całą moc latawca trzyma się w rękach) i oldschool czyli wykonywaniu wysokich lotów (bar wpięty w hak trapezowy, podczas lotów obroty, zdejmowanie i zakładanie deski w powietrzu, latanie do góry nogami, etc.)

Wave - surfing na falach z latawcem. W Polsce mało popularny ze względu na warunki.

Race – wyścigowa odmiana kajta. Ma szanse stać się dyscypliną olimpijską.

Speed – odmiana kajta polegająca na biciu rekordów prędkości.

Foilboarding – pływanie na desce ze skrzydłem, dzięki któremu kitesurfer może „lewitować” nad powierzchnią wody.

Snowkiting – zimowa odmiana kitesurfingu.