W Polsce żeglarstwo nie jest czołowym sportem, choć nasi rodacy mają w tej dziedzinie spore osiągnięcia. Każdy przecież zna kapitana Romana Paszke czy medalistę olimpijskiego Mateusza Kusznierewicza. Wielkie sukcesy odniósł także kapitan Krzysztof Baranowski, który ma na swoim koncie podróż dookoła świata.

Baranowski związany jest z morzem od kilkudziesięciu lat, dlatego też postanowił zachęcać młodych ludzi, do tego, by żeglarstwo stało się ich pasją. Od kilku lat Baranowski prowadzi fundację "Szkoła pod Żaglami", by umożliwić zdolnej młodzieży światowe morskie podróże.

Żeglarstwo na świecie jest jedną z czołowych dziedzin. Uprawiają go ludzie inteligentni na wysokich stanowiskach. Mówi się, że jest to sport królów. W Polsce jest inna sytuacja. To kraj rolników, który nie rozumie spraw morza. Trzeba długo czekać, by ludzie w Polsce zrozumieli, że żeglarstwo jest oznaką postępu cywilizacyjnego. To powinien być priorytet dla wielu młodych ludzi. Jednak u nas promuje się piłkę nożną, w ostateczności boks - powiedział kapitan.

Baranowski dodał, że morska żegluga nie jest sportem dla wszystkich, jednak o wypoczynku na jeziorach powinien pomyśleć każdy. Niewątpliwie żegluga, szczególnie morska, wymaga odwagi. Uważam jednak, że osoby mniej odporne na stres, także mogą się dzięki niej wiele nauczyć. Ten sport wyrabia wiele dobrych cech. Nie trzeba przecież od razu opływać przylądka Horn, można popływać na Mazurach. To jest wspaniały wypoczynek i wielu ludzi dochodzi do tego wniosku - stwierdził.

Fundacja "Szkoła pod Żaglami" od lat organizuje rejsy dla młodzieży. W 2012 roku grupa ponad 30 uczniów wraz z kapitanami i oficerami wypłynęła ze Świnoujścia, by w ciągu kilku miesięcy dopłynąć do Genewy m.in. przez Barcelonę, Amsterdam, Monaco i Malagę.

Najbardziej fascynuje mnie to, że bezgranicznie ufa się swoim współpodróżnikom. Trzeba zaufać sternikowi, nawigatorowi. Poza tym nieocenione jest uczucie, gdy o godzinie 6 rano wychodzi się na pokład i czuje się bryzę na skórze, widzi się wschód słońca. To jest coś wspaniałego - powiedział Paweł Jachim, 16-letni uczestnik rejsu "Szkoły pod Żaglami".

Rozwijające się żagle, fale uderzające o burtę... Najpiękniejszymi doznaniami podczas tego rejsu były chwile, gdy szło się na bukszpryt, kładło się na siatce i można było obserwować delfiny i święcący plankton. Gdy delfin zahaczał o plankton, wszędzie robiło się jasno i można było dostrzec pędzącego jak torpeda rekina. Coś nieprawdopodobnego - opowiedział Jachim.

Kolejny rejs "Szkoły pod Żaglami" odbędzie się zapewne pod koniec 2013 roku. By wziąć w nim udział, wszyscy młodzi ludzie muszą przejść wytrwałościowe egzaminy. Taki rejs dla niektórych może być naprawdę dużym wyzwaniem. Byliśmy budzeni w środku nocy, mieliśmy 4-godzinne wachty, musieliśmy stać na pokładzie nawet jak padał deszcz i wypatrywać czy nie ma innego statku, sterować - powiedział Paweł Jachim.

Odwaga i wytrwałość to główne cechy żeglarzy, zwłaszcza morskich. Jak się okazuje, walka z żywiołem podczas rejsu nie raz może doprowadzić do głębokiego przerażenia. Żeglarzowi trzeba życzyć przede wszystkim wytrwałości. Nie można lekceważyć morza. To nie jest zabawa. Wiele osób zginęło przez ten żywioł. Nieraz na żaglach przeżyłem ostre wiatry i dobrze wiem, że nieopanowanie żagli może skończyć się tragicznie - zauważył nastolatek.