„Chyba muszę być masochistą” – powiedział Williams do tłumu gapiów, podczas jego pierwszego treningu w lodowatej wodzie. „Chciałem zrobić coś innego i zważywszy na to, że mam już 40 lat nie zostało mi już zbyt wiele czasu. Moje ciało się rozpada. Postanowiłem, że wezmę się w garść i zrobię coś zanim będzie za późno” – dodaje David.

Jego główną motywacją do podjęcia tak ryzykownego wyzwania jest chęć pomocy potrzebującym dzieciom.

Jeśli śmiałkowi uda się uniknąć kontaktu ze statkami turystycznymi, nadal będzie miał się czym przejmować pokonując ten morderczydystans w mętnej wodzie. Każdego roku do Tamizy trafia mnóstwo nieoczyszczonych ścieków w związku z czym ryzyko zachorowania na salmonellę lub zapalenie wątroby jest dość duże.

Wydarzenie o którym już głośno w angielskich mediach nie będzie pierwszym, tak ekstremalnym wyczynem w karierze Davida. Ma on już na swoim koncie przepłynięcie Cieśniny Gibraltarskiej, jednak jak sam przyznaje, przed nowym wyzwaniem ma kilka obaw. Najbardziej boi się łabędzi. „Kiedy jesteś w wodzie podpływają do ciebie z rozłożonymi skrzydłami i syczą… To przerażające” – oświadczył David Williams.