7 czerwca to Międzynarodowy Dzień Seksu. Czy z tej okazji powinniśmy się bardziej postarać, a może wręcz przeciwnie, podejść do tego zagadnienia na zupełnym luzie?

Na pewno nie starać się ponad miarę, bo to zazwyczaj kończy się porażką. O co mamy się tak naprawdę starać? Żeby tylko tego jednego dnia nasz seks się odbył i był udany? Co w takim razie ma się wydarzyć w pozostałe 364 dni w roku? Seksualność to pewien ludzki fenomen, na który składa się budowanie relacji. Chyba, że jesteśmy singlami i sprowadzamy seks do rozładowania naszego seksualnego napięcia. Jeśli kogoś kochamy, coś do niego czujemy, to służy on przede wszystkim pogłębianiu więzi. To święto przypomina mi trochę inny sztuczny twór, a mianowicie nieszczęsne święto, jakim są, Walentynki. Forsuje się tego dnia na siłę, aby pamiętać, że mamy kogoś obdarować serduszkiem albo napisać mu "Kocham Cię". Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich wymyślonych na siłę świąt.

W takim razie, jaki powinien być ten dobry seks, nie tylko tego jednego dnia?

Warto pamiętać, że dobry seks jest wtedy, kiedy mamy dobrą relację z drugą stroną. Nie chodzi o to, żeby sprowadzać go tylko i wyłącznie do sprawności technicznej, chociaż rzecz jasna i ta się przydaje do tego, aby wzmacniać jego jakość. Najważniejsza jest jednak właśnie więź, którą budujemy. Seks jest jej częścią, a co za tym idzie i on, i ta udana relacja wpływa dobroczynnie na ciało i umysł. Kiedy, nie jesteśmy dla siebie atrakcyjni, na co dzień, zagubieni w pogoni codziennego życia, to wtedy nasz seks będzie porażką.

Rzeczywistości zdaje się być jednak zupełnie inny. Zewsząd atakują nas reklamy środków na potencję albo przekaz, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna muszą być po prostu "dobrzy w łóżku".

Tak, jak wspomniałem wcześniej, jeśli sprowadzimy go tylko i wyłącznie do poziomu czynności fizjologicznej, którą trzeba wykonywać 2-3 razy w tygodniu, a nawet więcej, bo tak powinno być, to się w tym mocno pogubimy i sfrustrujemy. Media zarówno elektroniczne, jak i społecznościowe, kreują właśnie taki przekaz, wizerunek. Ludzie próbują i będą się próbowali do niego dostosować.

A co z poczuciem wstydu?

Przełamywanie wstydu, do którego mamy prawo, bo zostaliśmy wychowani w takiej, a nie innej społeczności, również może zapędzić nas w kozi róg. Mamy prawo do tego żeby się uczyć, przełamywać bariery i tabu, ale na własnych warunkach, a nie dlatego, że tak trzeba. Często o tym niestety zapominamy. W głowie przede wszystkim powinniśmy mieć wspomnianą przeze mnie wcześniej bliskość, oswajanie się ze sobą, umiejętność rozmowy i wspólnego poszukiwania. Do odnalezienia tej wspólnej drogi do dobrego seksu potrzebny jest również czas.

Od lat mówi się o kryzysie wieku średniego. Rzeczywiście mamy z tym problem?

Kryzys wieku średniego występuje zawsze. Prawie każdy z nas, po iluś tam latach życia, zaczyna miewać problemy zdrowotne. A seks dobrze funkcjonuje w zdrowym ciele. Nie bez powodu mówi się, że "w zdrowym ciele, panuje zdrowy duch". Jeśli nasze życie powoduje, że mamy problemy np. z nadciśnieniem, cukrzycą albo depresją, to nasze potrzeby seksualne będą występowały na mniejszym poziomie. Organizm dopasuje napięcie seksualne do aktualnego stanu zdrowia i z tego powodu możemy czuć, że nie spełniamy się w tej dziedzinie na sto procent albo tak jak jeszcze kilka lat temu.

A kryzys męskości?

Ten z kolei w dużym stopniu spowodowany jest stylem odżywania się. Nie ma co ukrywać, że ma on podłoże biologiczne. Kiedy kończyłem studia, a było to w latach 80. poziom ilości męskich plemników był dwukrotnie większy niż w tej chwili. Mężczyźni przez to, że w naszym środowisku estrogeny są nagminnie używane w rolnictwie, między innymi po to, żeby zwierzęta szybciej tyły, są coraz bardziej tej męskości pozbawieni. Można powiedzieć, że postęp cywilizacji pacyfikuje i kastruje ich męskość. Nie mówiąc, o tym, że społeczne normy również przeszły mocną ewolucję. Nie bez powodu mówi się, że mężczyźni typu macho są dinozaurami. Kobiety oczekują od płci przeciwnej miękkości, delikatności. To powoduje, że matki zaczynają wychowywać synów w takim przekonaniu, a ojcowie są nieobecni, bo ciężko pracują.

Chce pan powiedzieć, że nasza seksualność wyginie, jak ten macho-dinozaur?

Seksualność ocaleje zawsze w zakresie prokreacji. To w końcu pewien instynkt, który zapewnia możliwość przetrwania ludzkości. Sztuką z kolei jest bliskość i przyjemność. Tu mógłbym być czarnowidzem, bo w tym temacie zamiast się rozwijać, to niestety zatrzymaliśmy się w miejscu.

Szukamy porad u specjalistów? Chcemy nauczyć się dobrego seksu?

Coraz więcej osób jest świadomych problemu, ale ja wcale nie cieszę się z tego, że mam w gabinecie coraz więcej pacjentów. Mógłbym to porównać do stanu zagrożenia epidemiologicznego. Negatywne przesłanki, jakimi jesteśmy atakowani, determinują nas do tego, sprawiają, że nasze emocjonalne a co za tym idzie seksualne potrzeby kuleją.