Według ekonomisty Pierre-Andre Chiaporri’ego ludzie oceniają wzajemnie swoją wartość na podstawie dwóch czynników: atrakcyjności fizycznej i społeczno-ekonomicznej.

Pozostałe czynniki jak poczucie humoru czy charakter człowieka odgrywają wg ekonomisty mniejszą rolę.  Zarówno mężczyźni jak i kobiety zgodnie deklarują, że woleliby, aby ich partnerzy byli szczupli i mieli proporcjonalną sylwetkę, jednak zdaniem amerykańskiego ekonomisty – istnieją sposoby aby ten warunek ominąć.

Z wyliczeń Chiappori’ego wynika, że  10-procentowy przyrost współczynnika masy ciała (BMI) musi być zrekompensowany 2-procentowym wzrostem zarobków. Oznacza to dokładnie tyle, że jeżeli mężczyzna o wzroście 180cm i wadze ciała 80 kg (idealne BMI) oraz zarobkach rzędu 100 tys. dolarów utyje o 9 kg, będzie zmuszony zwiększyć swoje roczne dochody o 2 tys. dolarów. Wówczas nie straci na atrakcyjności w oczach kobiet.

Naukowiec podsuwa równie zaskakujące rozwiązanie puszystym paniom. Otóż utratę sylwetki osy rekompensuje dodatkowy rok edukacji. Pozostaje tylko pytanie, czy łatwiej zrzucić kilka zbędnych kilogramów, czy uzyskać wyższe wykształcenie lub dochody…