Dawniej na okazywanie uczyć mogły pozwolić sobie jedynie panie. Od mężczyzny wymagało się opanowanej i stanowczej postawy, która byłaby pokrzepieniem dla słabej i rozhisteryzowanej damy. Ujawnienie bólu lub strachu traktowane było niczym plama na męskim honorze. Tłumione wewnątrz emocje wcale nie znikały, a wręcz przeciwnie – sukcesywnie narastały, co niejednokrotnie było fatalne w skutkach.

Matką wszystkich nowinek są oczywiście Stany Zjednoczone. Trwa tam obecnie wielki boom na grupy wsparcia dla mężczyzn. Pomoc dotyczy w szczególności wdowców, którzy nie mogą poradzić sobie z odejściem wieloletnich towarzyszek życia. Śmierć żony jest dla mężczyzn utratą części siebie. Często pociąga za sobą odizolowanie się od świata zewnętrznego, głęboką depresję, a nawet próby samobójcze. Naukowcy podkreślają, że błędem jest pogląd, iż mężczyźni cierpią krócej niż kobiety. Bez względu na płeć, ból jest tak samo intensywny, a rozpacz po stracie bliskiej osoby ma o wiele bardziej destrukcyjny wpływ właśnie na panów.

W ostatnich latach średnia długość życia obu płci wyrównuje się, przez co obserwuję się wzrost liczby wdowców. Mężczyźni próbują radzić sobie z negatywnymi emocjami i nie boją się o nich mówić. Wszechobecne równouprawnienie i liberalizm rozbiły męskie wyobrażenie, że z pomocy psychiatry korzystają jedynie chorzy psychicznie. Coraz popularniejsze stają się porady terapeutyczne i grupy wsparcia, w których mężczyźni dzielą się między sobą traumatycznymi przeżyciami. Znajdują spokój i zrozumienie, a tym samym ułatwiają sobie dalsze życie.