Okazuje się, że nie wody, ale... występu Dody - tego na pustyni brakuje najbardziej stacjonującym tam polskim żołnierzom - pisze "Fakt". Śnią o niej po nocach.
Ach, żeby tak przyjechała! - rozmyślają wieczorami po ciężkiej służbie nasi żołnierze i z zazdrością patrzą w kierunku amerykańskich kolegów, których co rusz odwiedzają z występami atrakcyjne piosenkarki. Niebawem do amerykańskiej bazy ma przyjechać seksowna, śpiewająca aktorka z Hollywood - Scarlett Johansson.
Ale jest szansa na odwiedziny naszej seksbomby, przy której Scarlett jest jak przestarzały myśliwiec MiG przy ultranowoczesnym F-16.
Kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej już od dawna sonduje pragnienia polskich żołnierzy na misjach. I co się okazuje? Czy to w Iraku, czy w Afganistanie - wszyscy żołnierze marzą o przyjeździe Dody. Na te głosy nie pozostał obojętny Aleksander Szczygło. "Spróbuję spełnić marzenia żołnierzy" - obiecał "Faktowi" Szczygło.
Co dalej? "Myślę, że mogłoby dojść w najbliższym czasie do spotkania ministra z Dodą, by ustalić szczegóły takiej wizyty" - powiedział Jarosław Rybak, rzecznik ministra.
Na takie słowa tylko czekali najwięksi wojskowi fani Dody. Wśród nich starszy szeregowiec Przemysław Wos, stacjonujący w bazie Ghazni w Afganistanie. "Nie mogę się doczekać" - zaciera ręce z radości.