Jak donosi "Fakt":

- Iwona Pavlović już nie musi się obawiać, że podczas „Tańca z gwiazdami” będzie musiała odpierać złośliwości. Gdy zabrakło Beaty Tyszkiewicz w jury, Czarna Mamba może bezkarnie ferować surowe wyroki. Jurorka przyznała jednak, że wcale nie czuje się z tym komfortowo.

– Oczywiście, że tęsknię za Beatką, ale program idzie dalej. Z Beatą i ze Zbyszkiem spędziliśmy całe 6 lat, więc pojawiła się łezka w oku, że ich już nie ma. Kiedy zadzwoniłam do Beatki, powiedziała: „a co Czarna Mambo myślałaś, że się mnie pozbyłaś. O nie. Jak będziesz miała komórkę ze sobą na programie, to ci tak dowalę SMS-ami, że mnie popamiętasz”. I to jest cała Beata – powiedziała nam Pavlović.

Jurorka dodała, że ostre słowa, którymi przerzucała się z Tyszkiewicz, zawsze płynęły z głębi serca.

– Nasze złośliwości były jak najbardziej prawdziwe. Beata kiedyś mi powiedziała, że z osobami, które lubi i szanuje, lubi się droczyć i podkręcać im śrubkę. Ja z Beatką weszłam na wyższy poziom zrozumienia. Ja ją uwielbiam i ona mnie również. Ale te pistolety skierowane w siebie nawzajem, a szczególnie Beaty we mnie, to nie była gra – wyjaśniła Pavlović.

Jurorka przyznała, że podczas wspólnej pracy w show, zdarzały się naprawdę trudne chwile. – My tak funkcjonowałyśmy, również gdy kończył się program. To były ostre żarty, czasem na pograniczu. Przecież potrafiłam usłyszeć od Beaty: „Zamknij się!” przy milionach widzów. To nie było ustawiane. Na nic się nie umawiałyśmy. Nigdy nie ustalałyśmy, w jaki sposób będziemy się droczyć. Przeważnie to ja czekałam na atak Beaty i musiałam odbić piłeczkę – wytłumaczyła Czarna Mamba. 

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Znamy płeć dziecka Sadowskiej"