Jak czytamy w "Fakcie":

- Nowicki ma na swoim koncie wiele niebezpiecznych scen filmowych, jak choćby w filmach „Pan Wołodyjowski”, gdzie ochoczo wymachiwał szablą i jeździł konno, czy „Wielki Szu”, w którym był topiony w basenie. Jednak jak się okazuje, w większości z nich widzieliśmy nie jego, lecz przebranego w te same ubrania kaskadera! 


– Przyznaję, nie we wszystkich scenach grałem ja, ale ja po prostu jestem tchórzem – mówi otwarcie Faktowi Jan Nowicki. – W filmach akcji wielu aktorów życzy sobie kaskaderów, którzy niebezpieczne sceny muszą wykonywać zamiast nich. Ja nigdy nie miałem ambicji, by być sprawnym fizycznie, dlatego zdarzało się, że korzystałem z pomocy kaskadera. On robił za mnie niebezpieczne sceny, a potem było zbliżenie kamery na moją twarz – zdradza nam aktor. 


Bywały również filmy, w których aktor musiał przełamać swój lęk. – W filmie u Skolimowskiego zjeżdżałem ze skoczni na walizce i cały się podrapałem, poobijałem i zmęczyłem. Po co to? Aktora nie można narażać na takie niebezpieczeństwo – dodaje pan Jan.

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Pyrkosz: Odejście Gosi to duża strata"