Wszystko wydarzyło się w ubiegłą sobotę. Do pałacyku w Rybokartach przyjechała ekipa Paulli. Gwiazdka miała wieczorem grać na gryfickim festynie. Od początku jednak sprawa nie wyglądała ciekawie. "Zaczęło się bardzo komicznie. Wpadła do hallu otoczona przez ochroniarzy i... zdębiała. Bo zamiast tłumu fanów, zobaczyła pustkę - mówi "Faktowi" Dorota Surma, właścicielka pałacu. "Potem pokłóciła się z zespołem o wieczorny koncert, w którym nie chciała brać udziału. Głośno krzyczała. Kiedy usłyszała od swojej ekipy, że oni nie widzą z występem żadnych problemów, powiedziała im: >>potraktujcie to jako mój kaprys

Reklama

"Bardzo grymasili przed koncertem. Gdy jednak dowiedzieli się, że Wanda Kwietniewska wystąpi, weszli na scenę" - mówi Przemysław Kubalica z ratusza w Gryficach. "Paulla z miejsca poinformowała widownię, że my, czyli organizatorzy, jesteśmy kompletnie pijani i nie można się z nami dogadać. Że koncert z naszej winy będzie krótszy, zaśpiewała jedną piosenkę, a potem znowu zaczęła gadać" - dodaje Kubalica.

Na miejsce koncertu przyjechała wezwana przez gwiazdkę policja i przebadała alkomatem organizatorów. "Wszyscy byli zupełnie trzeźwi. Na tysiąc procent" - powiedział "Faktowi" dyżurny z Komendy Powiatowej w Gryficach.

Wtedy Paulla zszokowała wszystkich kolejnym oświadczeniem, że w mikrofonie jest przebicie i... kopnął ją prąd, więc przerywa koncert. "Na scenę dostała się woda i to spowodowało spięcie w mikrofonie" - mówi menedżer piosenkarki. Ostatecznie gwiazdka odjechała w siną dal z 23 tysiącami złotych honorarium, zostawiając cztery tysiące zawiedzionych widzów, którym miała zaśpiewać do pieczonej kiełbaski. "Jesteśmy zszokowani" - mówią organizatorzy i zapowiadają, że pójdą do sądu.

>>> Wiemy kim jest nowa miłość Zakościelnego. Sprawdź!