Tomasz Lis w ubiegłym roku rozstał się ze swoją żoną Kingą Rusin, mamą Poli i Igi. Ale ani na chwilę nie przestał czuć się ojcem dziewczynek. Choć od poniedziałku do piątku
dziennikarz ciężko pracuje, z trudem znajdując chwilę dla siebie, dla Poli i Igi czas zawsze znajdzie - pisze "Fakt".
Prezenter co dzień rano podjeżdża przed dom byłej żony i zabiera stamtąd córki, by je zawieźć do szkoły (chodzą do szkoły amerykańskiej, w której nauka zaczyna się w wieku 5 lat). A
kiedy skończą lekcje, już na nie czeka. Potrafi tak sobie ułożyć grafik zajęć, by zdążyć na czas do podwarszawskiej miejscowości, gdzie mieści się ta szkoła.
Tabloid podpatrzył, jak Tomasz Lis rano zabiera rano córki spod domu i wiezie je do szkoły. Bo choć trwają jeszcze wakacje, w tej placówce dzieciaki już chodzą na zajęcia.
A kiedy zbliża się weekend, Lis tak organizuje sobie plan dnia, by spędzić z najbliższymi jak najwięcej czasu. Ostatni taki rodzinny weekend zaczął się już od piątkowego popołudnia. Tego
dnia Tomasz Lis miał pod swą opieką nie tylko własne dzieci, ale też córki swojej partnerki Hanny Smoktunowicz. Przebywając z taką gromadką kobiet nie mógł nie ulec ich namowom, by iść
na zakupy.
Zabrał więc dzieci do centrum handlowego. Potem do gromadki dołączyła Hanna Smoktunowicz i wszyscy razem udali się na długi spacer po parku. Wśród zieleni mogli się wreszcie wyszaleć i
zrelaksować. Każdy, kto ich spotkał, widział, że dziewczynki dobrze się czują w tym towarzystwie. Zresztą nasze zdjęcia są tego najlepszym dowodem.