Zwykli więźniowie muszą tłoczyć się w kolejce, by choć chwilę porozmawiać przez telefon. Za rozmowy muszą płacić. Nie ma też mowy, by otrzymywali nowe kombinezony. Te, które noszą, są z odzysku, a więc po innych więźniach. Ale Paris Hilton miała lepiej niż inni - nieograniczony dostęp do telefonu i świeży, uszyty specjalnie dla niej strój - pisze amerykański magazyn "People".
To jednak nie wszystkie udogodnienia, na jakie mogła liczyć skazana za prowadzenie auta bez prawa jazdy bogaczka. Pocztę przynosił jej podobno sam naczelnik więzienia, a nie - jak pozostałym - zwykli pracownicy. Dlatego policja wszczęła śledztwo, by sprawdzić, czy pobyt Paris w więzieniu rzeczywiście był karą czy też może 23-dniowymi wakacjami - tyle że w nietypowych warunkach.